Stanisław Cat-Mackiewicz, wybitny publicysta, marny polityk i… „kontakt operacyjny” PRL-owskiej bezpieki od 1955 r., na którego opinie o ministrze Becku powołują się krytycy „sanacji” nazwał związki Polski z Anglią i Francją „sojuszem egzotycznym”. Ten pogląd wielu przyjmuje bowiem we wrześniu 1939 r. Zachód zostawił Polskę na pastwę Niemiec. Sojusznicy nie podjęli ofensywy przeciwko Hitlerowi w terminie ustalonym z polskimi władzami.
W dniu 12 września 1939 r. odbyła się w Abbeville brytyjsko-francuska konferencja, na której zdecydowano o wstrzymaniu ofensywy na Niemcy. Gen. Gamelin zaproponował, aby planowaną ofensywę przesunąć o kilka dni. Francuski generał wskazywał, że istnieje konieczność zgromadzenia większej ilości ciężkiej artylerii wg. niego niezbędnej do przełamania niemieckich umocnień. Zapewnił przy tym, że siły francuskie będą gotowe do ataku 21 września. Zaakceptowano tę propozycje.
Szef Sztabu Naczelnego Wodza gen. Wacław Stachiewicz wspomina:
„W dn. 16 września szef francuskiej misji, gen. Faury oświadczył mi, że wysłał do swych władz raport, w którym stwierdził że sytuacja na froncie naszym ulega poprawie i że o ile będziemy mieli kilka dni czasu na przeprowadzenie wydanych zarządzeń to potrafimy się utrzymać w Małopolscy wschodniej i skupić tam znaczniejsze siły, co stworzy nam nowe możliwości działania. Równocześnie jednak podał mi do wiadomości, że otrzymał zawiadomienie, iż rozpoczęcie ofensywy na zachodzie ulegnie kilkudniowej zwłoce (na 20 dzień mobilizacji tj. 21 września) gdyż przygotowania nie zostały jeszcze zakończone.”
(W. Stachiewicz, „Pisma. Tom II, Rok 1939”, Instytut Literacki Paryż 1979, s. 193.)
Gen. Stachiewicz przyjął informację i nie miał wątpliwości, że polska obrona wytrwa do daty podanej przez francuskiego generała. Szef sztabu polskiego Naczelnego Wodza uznał to więc za dopuszczalną korektę planów i nie widział w decyzji sojuszników niczego niepokojącego. Na pewno nie uważał, że doszło do zdrady Polski przez Francję.
Pamiętajmy, że dzisiejsza ocena ówczesnej sytuacji na froncie i możliwości kontynuowania obrony we wrześniu 1939 r. została uformowana przez oddziaływanie propagandy przeciwników politycznych „sanacji” z jednej strony, a niemieckich i sowieckich wrogów Polski z drugiej. Przez dziesięciolecia słyszeliśmy w „Polsce Ludowej”, że Polska przegrała wojnę z Niemcami w ciągu dwu tygodni, państwo polskie rozpadło się „jak domek z kart”, natomiast agresja sowiecka nie miała żadnego znaczenie bowiem już przed 17 września Niemcy zamknęli w okrążeniu polskie wojska i w zasadzie je zniszczyli.
Ten obraz jest nieprawdziwy. W Polsce wraz z trwaniem walk następował przełom moralny i opór nie słabł, ale rósł. Jednocześnie spadała intensywność działań Luftwaffe, która poniosła duże straty w sprzęcie. Wyczerpywała się siła niemieckich jednostek pancernych. Niemcom kończyły się zapasy, np. benzyny i ropy. Zaczynało brakować amunicji. Niemieckie siły zbrojne były potężne, ale ich skuteczność bojowa nie przekraczała kilku miesięcy.
Tymczasem ustępowała po polskiej stronie panika i zamieszanie z pierwszego tygodnia wojny. Na zapleczu frontu, na terenach wschodnich województw RP zaczęła funkcjonować administracja, rozmieszczano ewakuowane instytucje i fabryki uzbrojenia, masy rezerwistów trafiły do ośrodków odtwarzania i formowania nowych jednostek wojskowych. W drugim tygodniu wojny na terenach wschodnich RP wykonywano gigantyczną pracę organizacyjną.
W rękach polskich ciągle znajdowała się większość terytorium państwa na którym były siły i środki do prowadzenia wojny – po 14 września ilościowo siły znajdujące się na zapleczu frontu były większe od wojsk zaangażowanych bezpośrednio w działania wojenne na froncie, a z danych sowieckich dowiadujemy się, że po 17 września Sowieci zagarnęli zapasy polskiej broni i amunicji pozwalające na wystawienie 20 dywizji. Zgodnie z danymi generała Jodla Niemcy mieli zapasów amunicji wystarczających na prowadzenie działań do 5 października 1939 r., a Polacy, według wicepremiera Kwiatkowskiego, dysponowali magazynami amunicji i paliwa łącznie na półtora miesiąca walk, a więc do 15 października 1939 r.
Ruszyło też zaopatrzenie w uzbrojenie i sprzęt z Zachodu. Jeszcze 4 września rząd Rumunii wyraził zgodę na transporty broni kierowane przez jej terytorium dla walczącej Polski. Dzień później taką samą decyzję podjął rząd Jugosławii, a następnie rząd Grecji. Nadwyżki personelu lotniczego 16 września dostały rozkaz wyjazdu do Konstancy w Rumunii w celu przejęcia dostarczonych tam francuskich i angielskich samolotów; w tym czasie rumuńskich portach znajdowało się 17 statków, nie tylko z samolotami, ale też z francuskimi czołgami, działami 105 mm, z amunicją, wojskowymi ciągnikami, ciężarówkami, sprzętem łączności; wiele statków z wojskowym wyposażeniem dla Polski było w drodze do portów rumuńskich, np. w dniu 18 września z Francji płynęło 6 statków, a z Anglii – 4 statki.
W dniu 17 września 1939 sytuacja uległa jednak radykalnej i katastrofalnej dla Polski zmianie. Do Hitlera dołączył Stalin i siły sowieckie zalały wschodnie tereny Polski uniemożliwiając polskiemu wojsku walkę z Niemcami.
Nie ustalimy, czy 21 września Polska doczekałby się ofensywy sojuszników na zachodzie. Nie możemy jednak twierdzić, że na pewno by jej nie było. Gdyby więc do ofensywy doszło, to klęska Niemiec byłaby natychmiastowa.
Zauważmy – nie byłoby II wojny światowej i jej zbrodniczych skutków. A można chyba założyć, że gdyby nie było sowieckiej agresji to polska obrona trwałaby.
Naczelny Dowódca Wehrmachtu feldmarszałek Wilhelm Keitel – „Gdyby Francuzi natarli, Niemcy mogli im przeciwstawić tylko pozory obrony”; szef sztabu dowodzenia Wehrmachtu generał Alfred Jodl – „Rzesza uniknęła katastrofy dzięki bezczynności 110 dywizji francuskich, które nie natarły na 23 dywizje niemieckie”; szef sztabu wojsk lądowych generał Franz Halder – „W ciągu dwóch tygodni Francuzi doszliby za Ren”; Generalny Inspektor Wojsk Pancernych generał Heinz Guderian – „Dlaczego Francuzi nie korzystali z okazji?” generał Hans Koesfrin – „Gdyby Francuzi ruszyli do natarcia, wkroczyliby do Berlina”; feldmarszałek Erich von Manstein – „Sprawy potoczyłyby się zupełnie inaczej, gdyby mocarstwa zachodnie w możliwie najwcześniejszym momencie przystąpiły do ofensywy”.
Tak jak zawarcie paktu Ribbentrop-Mołotow umożliwiło Hitlerowi napaść na Polskę, tak agresja sowiecka przesądziła o wojskowej klęsce Polski. Historyk wojskowości Mieczysław Lipiński pisał na łamach „Wojskowego Przeglądu Historycznego”: „Dziś wiemy z dokumentów zdobytych przez aliantów, że zapasy materiałowe Niemiec w końcu września 1939 r. były na wyczerpaniu, wystarczały na prowadzenie wojny na okres nie dłuższy niż dwa – trzy tygodnie, a w formacjach technicznych: wojskach pancernych i lotnictwie, na okres jeszcze krótszy”.
Nie miał racji „New York Times”, gdy porównał Stalina do hieny, która ukradła część łupu zdobytego przez niemieckiego lwa. W wojnie z Polską niemiecki „lew” nie dałby sobie rady bez pomocy sowieckiej „hieny”. Do zniszczenia Poslki Hitler i Stalin byli sobie nawzajem bardzo potrzebni.
Obiektywna ocena polskiej kampanii 1939 r. mówi, że plan obrony przygotowany przez marszałka Śmigłego został wykonany. Polskie dowództwo, mimo skrajnie trudnych warunków i wielkich strat, zdołało przeprowadzić wielki manewr odwrotowy broniąc całego terytorium kraju przed agresorem.
Wojsko Polskie stawiając opór cofało się w nakazanym przez Naczelnego Wodza kierunku południowo – wschodnim. Zdołano zachować przez Rumunię połączenie z sojusznikami na Zachodzie. Armia polska dotrwała w obronie do daty uzgodnionej z sojusznikami ofensywy i mogła się obronić oczekując pomocy w drugim terminie – 21 września. Nie doczekała się bowiem Stalin na Polskę napadł.
Autor: prof. Romuald Szeremietiew
Polski polityk, publicysta, doktor habilitowany nauk wojskowych specjalista w zakresie obronności (habilitacja „O bezpieczeństwie Polski w XX wieku”), nauczyciel akademicki, m.in. profesor nadzwyczajny Akademii Obrony Narodowej i Akademii Sztuki Wojennej, więzień polityczny PRL, poseł na Sejm III kadencji, były wiceminister i p.o. ministra obrony narodowej.
Zostaw komentarz