Jest pora na kolejną analizę wyborczą. Podobno nie należy zaczynać od wstępu, gdyż nikt nie będzie czytał dalej. Zacznę więc od głównej tezy. Aby odsunąć Koalicję Obywatelską od władzy, Prawo i Sprawiedliwość musi z godnością zniknąć ze sceny politycznej.  

Teraz wstęp. Nie wierzę w analizy polityczne głównego nurtu, które uważam za formę propagandy. Przestałem w nie wierzyć od czasu wojny w Afganistanie. Okazało się wówczas, że nie tylko były nierzetelne, ale również stanowiły element amerykańskiego soft power. Te polskie analizy zamiast analizować rzeczywistość polityczną z polskiego punktu widzenia – służyły do promowania amerykańskiej wizji świata. 

Od tego czasu sam próbuję rozumieć świat. Nie jestem jednak analitykiem, dlatego ograniczam się wyłącznie do oczywistych oczywistości w stylu 2+2=4. Dlaczego zadziwia mnie, gdy tych oczywistości nie ma w poważnych analizach. Jakby można było stworzyć wielką strategię bez podstaw. 

Taką oczywistą oczywistością jest fakt, że rząd Zjednoczonej Prawicy zaczął tracić poparcie również z powodu swojej polityki wobec Ukrainy. Przyczyn było więcej, ale podporządkowanie polskich interesów sprawie ukraińskiej także miało znaczenie. Było ono bowiem sprzeczne z wrażliwością znacznej części konserwatywno-patriotycznego elektoratu Prawa i Sprawiedliwości. 

Pomijanie tego wątku w publicznych dyskusjach nie mogło więc być przypadkowe. Było to ewidentnym przejawem ograniczania swobody debaty publicznej. Dodać należy, że pod tym względem TV Republika wcale nie różniła się od TVN. 

Dziś mamy już przyzwolenie na krytykowanie polityki ukraińskiej polskich władz z tamtego okresu. Robi się to jednak w wersji abstrakcyjnej, jakby ówczesne błędy były formą bezosobowego gradobicia. Tymczasem są przecież ludzie odpowiedzialni za jej realizację oraz tłumienie wszelkiej krytyki. Przemilczanie tej sprawy stało się poważnym obciążeniem dla ugrupowań kojarzonych ze Zjednoczoną Prawicą. 

Na początku można było ten kryzys łatwo przezwyciężyć. Wystarczyło, aby PiS zmierzył się ze swoimi błędami. Przegrane wybory są właśnie po to, aby powiedzieć: „Wiemy, co robiliśmy źle”. Taka samokrytyka świadczy o pokorze wobec wyborców. Działacze Zjednoczonej Prawicy nie mieli jednak takiej pokory. Szli w zaparte, zrzucając odpowiedzialność za swoją porażkę na wyborców. Dziś jest już za późno, aby to zmienić. 

Obecna zmiana poglądów działaczy PiS-u wobec Ukrainy bardziej ich kompromituje, niż rehabilituje. Jest dowodem na to, że są bardziej ulegli wobec mediów niż własnych wyborców. 

W konsekwencji zwycięstwo wyborcze ugrupowań konserwatywno-patriotycznych jest bardzo prawdopodobne, ale nie ma pewności, czy zdołają przejąć władzę. Konfederacje są bowiem na fali wznoszącej i nie mają większego powodu, aby wiązać się z PiS-em, który znalazł się na fali opadającej. Obarczyłoby je to współodpowiedzialnością za błędy rządu Zjednoczonej Prawicy i mogłoby zostać odebrane przez ich wyborców jako przejaw oportunizmu. 

Paradoks polega na tym, że z PiS-em siły konserwatywne mają większy potencjał, aby wygrać wybory, lecz trudniej im będzie stworzyć rządzącą koalicję. PiS przestał być bowiem siłą integrującą prawicę, a stał się przeszkodą na drodze do porozumienia. Natomiast bez PiS-u trudniej będzie wygrać wybory, ale ewentualne zwycięstwo samych Konfederacji ułatwiłoby im utworzenie większościowej koalicji. 

Dlatego najlepszym rozwiązaniem byłoby honorowe zniknięcie PiS-u, choćby poprzez przeistoczenie się w partię prezydencką. Taka partia mogłaby być dobrym pontonem ratunkowym dla działaczy, których nie obciążają nadmiernie błędy Zjednoczonej Prawicy. 

Ale to oczywiste mrzonki. Takie cuda w polityce się nie zdarzają. W bajki mogliśmy wierzyć w dobie „Okrągłego Stołu”. I nie mam tu na myśli dworu króla Artura. 

Ostatecznie więc, mimo wyborczego zwycięstwa sił konserwatywnych, władzę może utrzymać mniejszościowy rząd Koalicji Obywatelskiej. Teoretycznie powinien stać się zakładnikiem sił konserwatywnych, ale to tak nie działa. Przy poparciu mediów, Unii Europejskiej, sądów i prokuratury będzie miał większą swobodę działania, niż mogłoby to wynikać z arytmetyki sejmowej. Niemniej dla Polski byłby to czas tragiczny: pogłębienia uzależnienia od podmiotów zewnętrznych, dalszej destabilizacji demokracji i wykorzystywania prokuratury do zwalczania opozycji. 

Możliwe jest też inne rozwiązanie: rząd oparty na mniejszościowej koalicji PiS-u z Konfederacją Mentzena, który powstanie dzięki temu, że Konfederacja Brauna nie będzie głosowała przeciw. Dla Polski byłby to trochę lepszy scenariusz, ale nadal byłby to czas stracony. Niemniej na dziś jest to najbardziej prawdopodobny scenariusz powyborczy.