Coraz więcej młodych zmęczonych pracą w korporacjach chce uciec na wieś gdzie w ciszy, spokoju mogłoby uprawiać warzywa, słuchać śpiewu ptaków, boso chodzić po trawie i takie tam, zachcianki.
Ale wieś, to przede wszystkim miejsce pracy rolników, ze wszystkimi tego konsekwencjami.
Moja żona lubi oglądać brytyjski serial dokumentalny pt. „Ucieczka na wieś”.
Jego ideą jest pokazywanie Brytyjczykom z miast, ich ewentualnych domów na wsi.
Większość z nich, chce tam odpocząć od zgiełku miast, uprawiać warzywa, hodować zwierzaki, głównie kury i chodzić na kilometrowe spacery z psami.
No i liczy się też, lokalna wspólnota, z którą chcą się integrować.
Ten trend trafił też do Polski.
30 lub 40 latki kupują domy na wsi licząc na to, że będzie to „wieś spokojna i wesoła”.
Jednak często, po krótkim czasie, rezygnują bo pojawiły się przeszkody, których na początku nie brali pod uwagę.
Bo mieli w głowach wyidealizowany obraz wsi.
A na wsi, od rana coś się robi.
W porze orki, ciężkie i głośne traktory już od 5 rano hałasują na polach.
W czasie żniw, kombajny i ciągniki z przyczepami pełnymi ziarna.
To samo, przy zbiorze, jesienią, ziemniaków, buraków i kukurydzy.
Skoro świt, pieją koguty.
Gdaczą kury.
Od rana do nocy ujadają psy.
Wieś pracuje, bo by mieszczuch miał chlebek i masełko, ktoś musi za……ć.
No i pryska sen o cichej, spokojnej wsi, na której, pod gruszą można sączyć drinka i rokoszować się ciszą i błogim spokojem.
Zaś wiosną i jesienią, nos drażni subtelny zapach obornika, gnoju znaczy się.
Miastowe nozdrza do niego nienawykłe.
I po jakimś czasie, nasz mieszczuch, zbiera klamoty i wraca do miasta.
Bo wieś jego wyobrażeń ma się do tej prawdziwej, jak pięść do nosa.
Wyczulonego na zapach gnoju.
Moja Sadowa
#wieś #mieszczuch #obornik #rolnik
Zostaw komentarz