Nad ranem – wędruję 73 lat wstecz, kiedy to nasza ś.p. Mama wyprawiła nas na wakacje do siostry Ojca Walentyny Dumiczowej, nie chcąc, żebyśmy przebywali w domu podczas zbliżającej się Jego śmierci. Zmarł w trzy tygodnie po naszym wyjeździe. Już pisałem o tym, że nasze dzieciństwo było naznaczone milczeniem, skąd się wzięliśmy, skąd przybyliśmy do miasteczka, które stało się później sławne, jako rodzinna miejscowość Papieża Polaka. My byliśmy uchodźcami zza Buga i tylko tyle. Mama wcześniej uczyła w szkole, a o Ojcu w życiorysach pisałem, że był … urzędnikiem prywatnym. Nie bardzo wiedząc, co by to mogło znaczyć? Teraz wiem, że był to eufemizm, mający zakamuflować to, że nasz Tato był administratorem wielkiego majątku i mieszkał w skrzydle pałacu, Mama miała służące, z których jedną nawet poznałem, zbierając informacje o zagładzie Huty Pieniackiej. Wiekowa już wtedy pani rozpłakała się na mój widok, dodając, że jej brat był u pana dyrektora Wodyńskiego stangretem. Tak jak Mama chroniła nas przed atmosferą poprzedzającą, nieuchronne zdaniem lekarzy odejście od nas naszego Ojca, tak również starała się zamaskować naszą obcość klasową w środowisku, w którym cenione było pochodzenie proletariackie. Wszyscy co mogli na Jego temat coś bliższego powiedzieć umarli. Kiedy jednak jeszcze żyli, to ja zaabsorbowany byłem swoim ojcostwem, zapewnieniem bytu rodzinie. Dopiero teraz po zainteresowaniu się rodzinną genealogią próbuję odtworzyć Jego curriculum vita. Przez długi czas nawet nie wiedziałem, gdzie się urodził. Nic nie wiedziałem o Jego dziadkach, stryjach i jedynej siostrze Jego ojca, mojego dziadka również Stanisława. Niezależnie od emocjonalnego podejścia, obiektywnie muszę przyznać, że nasz Tato był osobowością wyróżniającą się pozytywnie spośród swojego licznego rodzeństwa. Dotąd nie udało się mi ustalić, jakie Ojciec miał wykształcenie, gdzie chodził do szkoły, nasza Mama półgębkiem kiedyś wspomniała, że ukończył szkołę rolniczą. Czyżby były to Dublany? Nie ma kompletnych spisów studentów, czy absolwentów tej słynnej uczelni. W opublikowanych wspomnieniach „Przymykam oczy i widzę” Stanisław Cieński, który był Ojca długoletnim pracodawcą, pisze, że na stanowiskach kierowniczych w majątku zatrudniał specjalistów z wyższym wykształceniem, albo z udokumentowanym wieloletnią praktyką – doświadczeniem. Ojciec był jego rówieśnikiem, Stanisław Cieński tuż po I Wojnie Światowej studiował rolnictwo w Dublanach, mogli się tam poznać, bo nasz Tato wkrótce został zatrudniony jako kierownik tartaku i młyna, następnie w hierarchii kierownictwa wymieniany był już jako administrator, któremu autor wspomnień powierza w chwili wybuchu II Wojny Światowej zarządzanie całym majątkiem. Ze wspomnień wuja, który ożenił się z najmłodszą siostrą ojca, wynika, że Tato był razem z nim w 1916r. na froncie włoskim. Z braci Ojca tylko Józef Maciej zaznaczył się jako wybitny scenograf, artysta malarz , absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, pozostali bracia jeden był mechanikiem, inny technikiem górnictwa, podoficerem o zawodach pozostałych nic nie wiem. Zaś Jego trzy siostry były gospodyniami domowymi. Urzędnikowi prywatnemu Stanisława Cieńskiego musiało się dobrze powodzić, jeśli, co wynika z posiadanego przeze mnie postanowienia o dziedziczeniu Sądu w Olecku z 1939 r. Ojciec zrzeka się swojej części spadku po rodzicach, którym zarządzał jego najstarszy brat Adam na korzyść brata Mariana, który był w tarapatach finansowych. Jest ciekawe, o czym pisze jego pracodawca, że po wkroczeniu Sowietów nie został z funkcji administratora zdjęty, nadal zarządzał produkcja rolną 15 tysięczno hektarowego gospodarstwa. W tym czasie utrzymywał z przebywającym w Warszawie Stanisławem Cieńskim kontakt, a nawet zorganizował wykopanie schowanych w pieniackim parku kosztowności i przekazanie ich przez umyślnego kuriera właścicielowi. Z chwilą wkroczenia Niemców na tamte tereny w majątku wprowadzono zarząd powierniczy, kierowany przez niemieckiego Treuhändera i Ojciec przestał pełnić tę funkcję, za to we wspomnieniach córki sędziego sądu okręgowego we Lwowie opublikowanych przez IPN jawi się jako dobroczyńca i opiekun jej rodziny, pełniący funkcję inspektora stawowego. Po zamordowaniu przez ukraińskich nacjonalistów w Pieniakach siostry Ojca Wandy, jej męża i nastoletniej córki rodzice w obawie o nasze życie postanowili szukać ratunku u krewnych w Jaśle. Zorganizował wtedy Ojciec exodus całej rodziny, sióstr z mężami i ich dziećmi. Po licznych i dramatycznych perypetiach siostry ojca pojechały na Ziemie Odzyskane, a Ojciec postanowił za radą byłego swojego pracodawcy osiąść w Wadowicach. Tu od samego początku doceniono kwalifikacje i doświadczenie naszego Taty powierzając mu prezesowanie PZG. Był w mieście bardzo popularny za sprawą swojej bardzo pożytecznej społecznie pracy i pasji kibicowania klubowi piłkarskiemu, tradycją było organizowanie meczów old boyów, wtedy nasz Tato siedział na zydlu w bramce. Prezesował też lokalnemu klubowi myśliwskiemu. Obcowałem z nim za krótko, żeby Go lepiej poznać. Nie zdążył mi dać ani jednego klapsa, czego najbardziej żałuję
Przez dłuższy czas miałem pretensje, taki irracjonalny żal do Ojca, że od nas, kiedy tak bardzo był nam potrzebny – odszedł. Nie brałem pod uwagę cierpienia, jakiego, doznawał, umierając 19 lipca 1953 r. . Ból fizyczny powodowany chorobą, z którą się zmagał przez dwa lata, potęgowany był straszliwą świadomością, że opuszcza i pozostawia samą z trójką małych dzieci Naszą Mamę w środowisku całkowicie nam obcym. Ledwie co wydostaliśmy się dzięki zaradności i energii Ojca z odmętów wojny. Uciekając przed zdziczałym barbarzyństwem ukraińskich nacjonalistów, którzy w powiecie brodzkim dopuścili się wielu zbrodni, mordując całe wsie, nie oszczędzając nikogo z Polaków . Nasz Tato zaczął organizować nam życie w niezwykle trudnych dla ocalałych z wojennej hekatomby warunkach, zdobywając przy tym szacunek i uznanie otoczenia, trochę nieufnego wobec uchodźców ze Wschodu, a jednak okrutny los sprawił, że musiał odejść. W kwiecie wieku , pokonany chorobą nowotworową, Ja powodowany dziecięcym egoizmem, długo nie mogłem Ojcu tego wybaczyć, liczyła się bowiem moja strata, a nie Jego cierpienie – za co, będąc już człowiekiem dorosłym, potem starym – nieustannie, szczególnie dzisiaj w 73 rocznicę Jego śmierci – przepraszam. Wieczny spokój racz Mu dać Panie!
Zostaw komentarz