Wg znamienitego filozofa ks. Józefa Tischnera posiada swoiste podgatunki, a mianowicie istnieje:

1. świynta prawda

2. tys prawda i ….

3. gówno prawda!

Niektórzy dodają do tego:

4. nagą prawdę oraz 

5. prawdę sądową.

Potocznie powołując się na funkcjonowanie prawdy nie zastanawiamy się nad jej najbardziej adekwatną formą w postaci prawdy absolutnej.

Definicja prawdy odnosi się zazwyczaj do stwierdzenia zgodności z zaistniałym faktem lub rzeczywistością; oświadczenie udowodnione lub zaakceptowane, oznajmujące że jest prawdą; także rzeczywistość lub określona aktualność.

Jak wiele znaczeń w życiu społeczno-politycznym; również kwestia stosownej percepcji określenia prawdy posiada swój dychotomiczny wątek, albowiem istnieje pogląd, że nie istnieje prawda absolutna i powyższa negacja implikuje funkcjonowaniem relatywizmu.

Wyznawcy” nieistnienia prawdy absolutnej wywodzą, że nie istnieje niepodważalna forma absolutu, która definiowałyby jedyną istniejącą rzeczywistość.

Podnoszą, że nie istnieje ostateczny autorytet, który decydowałby, jakie zachowanie jest pozytywne, a jakie negatywne, co jest autentycznie dobrem, a co jest złem.

Diametralnie odmienny punkt widzenia podnosi, że w realności istnieją prawdziwe rzeczywistości i standardy, które definitywnie określają, co jest prawdą, a co nią nie jest. Według tej koncepcji zachowania mogą być określane zatem jako właściwe, albo a contrario niewłaściwe, mając na względzie w jaki sposób są koherentnymi do tych standardów.

W sposób wysoce logiczny, pragmatyczny wręcz wywodzą, że gdyby nie było prawd absolutnych; na świecie zapanowałby absolutny chaos. Nie funkcjonowałyby w jakimkolwiek wymiarze żadne prawa naukowe czy fizyczne. Absolutnie wszystko pozostałoby bez znaczenia, i nie zaistniałyby jakiekolwiek standardy pomiaru występującego w życiu społecznym dobra i zła.

Negacjoniści wywodzący, że absolut nie istnieje negując jego byt, tak naprawdę sami paradoksalnie wierzą w tenże absolut. Są absolutnie i dogłębnie przekonani, że nie ma niczego absolutnego. Tego typu filozofia jest jednocześnie samo-zwalczająca się i wewnętrznie sprzeczna. Klasycznym exemplum tego typu swoistej filozofii jest lewacka „filozofia” marksistwa-lenistwa nakazująca w każdym czasie i wymiarze zwalczać Boga; wywodząc przy tym paralelnie i arcyparadoksalnie, że tenże zwalczany Bóg… w rzeczywistości nie istnieje, a jeżeli nawet w jakowejś skarlałej formie funkcjonuje to wyłącznie jako opium dla otumanionego ludu pracującego miastów i wsiów…

Nofoczesne lefactwo i komuchowstwo przyjęło zatem na siebie rolę don Kichota potykającego się z wiatrakami ….. wszak trudno o odmienną konkluzję, walcząc z nieistniejącym boskim bytem.
Przyjmując jako dogmat (właściwie antydogmat), że nie istnieją absolutne standardy, żadna prawda absolutna, natomiast wszystkie rzeczy są relatywne musimy zasadnie skonstatować, że zabijanie kogokolwiek jest tak samo zgodne z unormowanym porządkiem jak i brak zabijania. Konsekwentnie postępując w tychże konkluzjach dojdziemy do konstatacji, że kraść znaczy to samo, co także nie kraść. Okrucieństwo jest równe brakiem występowania nie-okrucieństwa, gwałcić, nie gwałcić… etc.

Negacja istnienia prawdy absolutnej oznacza przykładowo, że żaden rząd na świecie nie mógłby, ani nie powinien ustalać jakichkolwiek norm społecznych. Taki stan rzeczy wykreowałby totalny wręcz chaos. Skoro nie istnieje prawda absolutna, ani żadne standardy, określające co jest dobre a co złe, według których w określonych sytuacjach egzystujemy, to, absolutnie nigdy nie moglibyśmy być niczego pewni. Ludzie pozbawieni bytu prawdy absolutnej zgodnie z nota bene zasadą słynnego hochsztaplera jałmużnego JURASA : róbta co kceta, dupta kogo chceta… mogliby kradnąc, kłamiąc, oszukując etc. powiedzieć, że te rzeczy nie są złe. Teoretycznie mogłoby dojść do wręcz katastroficznej sytuacji, gdy nie funkcjonuje rząd, żadne prawdy czy sprawiedliwość, albowiem nikt nie mógłby domagać się ustanowienia uniwersalnej normy stanowiącej, że większość ludzi ma prawo wymusić standardy na mniejszości.

Elementarne zaprzeczanie funkcjonowania prawdy absolutnej jest nielogiczne i nieracjonalne, aczkolwiek lewacki, libertyński liberalny takoż pogląd, że “wszystko jest relatywne” został wykreowany jako jeden z wielu umieszczonych na sztandarach sloganów dewiacyjnej generacji, z jaką przyszło nam współegzystować. Apriorycznie i kategorycznie odrzucana jest możliwość istnienia prawdy absolutnej. Znacząca część społeczeństwa afirmująca absolutne standardy dobra czy zła uważana jest w TYMKRAJU przez lewactwo i polactwo za rzekomo nietolerancyjna i godne potępienia.
Głoszona przez lewactwo i polactwo w sposób faryzejski; stawiana na piedestał tolerancja stała się jedyną kardynalną cnotą w społeczeństwie, jedynym absolutem, definiująca przeciwstawnie tylko jedyne zło: nietolerancję. To powyższe lewactwo i polactwo zaprzecza kategorycznie prawdzie absolutnej wywodząc, że można wierzyć w co się chce, tak jedynie długo dopóki nie próbujesz skłonić do swoich wierzeń innych, a w tym co oczywista wzmiankowane lewactwo i polactwo. Co to, to nie, na tym tolerancja tolerancji musi się zakończyć!!! Ciekawy sam w sobie kształt i kontekst tolerancji korespondujący z możnością wyboru koloru samochodu wyprodukowanego przez Forda
(model T), pod warunkiem, że może to być wyłącznie kolor czarny!

Zasadnym pozostaje pytanie, które w odniesieniu do powyższych stwierdzeń musi zostać zadane to: dlaczego ci którzy promują rzekomo tolerancję są tak nietolerancyjni w stosunku do tych, którzy wierzą w prawdę absolutną?

I kolejne: dlaczego przedstawiciele lewactwa i polactwa tak kurczowo aprobuje system, który grozi zniszczeniem struktury społeczeństwa i w rzeczywistości jest tak autentycznie nieracjonalny i nielogiczny? Odpowiedź jest prosta jak budowa cepa: ludzie nie chcą być odpowiedzialni za swoje zachowania. Jeśli istnieje prawda absolutna, wtedy funkcjonują standardy dobrego i złego, a w konsekwencji jesteśmy wtedy odpowiedzialni wobec tych standardów. Ta odpowiedzialność jest tym, czemu ludzie tak naprawdę chcą zaprzeczyć w ich odrzucaniu prawdy absolutnej.

Zaprzeczenie prawdzie absolutnej, a aprobata relatywizmu jest logicznym rezultatem części społeczeństwa, które trzyma się teorii ewolucji, jako wyjaśnienia pochodzenia życia. Albowiem, jeśli ewolucja jest prawdą, życie nie ma znaczenia, my nie mamy znaczenia, i nie może być żadnego absolutnego dobra i zła. Człowiek może w wolny sposób żyć, tak jak się mu podoba i przed nikim nie jest odpowiedzialny za swoje czyny. Przywołać w tym miejscu należy zasadnie słynne memento mori : nieważne jak bardzo, grzeszny człowiek, chce zaprzeczyć istnieniu Boga i Jego prawdom absolutnym, zostanie z nimi kiedyś skonfrontowany, na sądzie:

Albowiem gniew Boży ujawnia się z nieba na wszelką bezbożność i nieprawość tych ludzi, którzy przez nieprawość nakładają prawdzie pęta. To bowiem, co o Bogu można poznać, jawne jest wśród nich, gdyż Bóg im to ujawnił. Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty – wiekuista Jego potęga oraz bóstwo – stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła, tak że nie mogą się wymówić od winy. Ponieważ, choć Boga poznali, nie oddali Mu czci jako Bogu ani Mu nie dziękowali, lecz znikczemnieli w swoich myślach i zaćmione zostało bezrozumne ich serce. Podając się za mądrych stali się głupimi”

(List do Rzymian 1:18-22).

Dowód na istnienie prawdy absolutnej napotkamy w naszym sumieniu. Nasze sumienie mówi nam, że świat powinien funkcjonować w pewien określony weryfikowalny sposób określając, że niektóre rzeczy są „dobre”, a niektóre „złe”.

Także niezwykle ważny „mebel” stanowiący wyposażenie naszego mieszkania w postaci zwierciadła w którym codziennie możemy przyglądać się swojej facjacie. Ważnym i istotnym jest, aby w tymże lustrzanym odbiciu nie dostrzec postaci nam absolutnie obcej naznaczonej głęboką rysą łgarstwa, fałszu, obłudy, nienawiści i inszego łajdactwa.

Niestety aktualnie znamiennym jest bardzo często wyłącznie inwektywne ze wszystkimi możliwymi obraźliwymi określeniami obrzucanie swojego politycznego adwersarza, zamiast jakiejkolwiek nawet namiastki podjęcia rzeczowej naznaczonej argumentacją dyskusji.

Zdumiewającą himalajską hipokryzją jest powielanie podłej, kłamliwej propagandowej informacji o niestosownym zachowaniu dziennikarzy z TVP, przy jednoczesnym i jednoznacznym zapewnieniu, że tejże nienawistnej telewizorni się nie ogląda!!! Znowu don Kichot i lewactwo walczące z Bogiem, którego wg niego nie ma… Hospody pomiłuj…… Wicie, rozumicie wyłączny monopol na głoszenie prawdy, a konkretnie naszej najszejszej prawdy i tylkoć prawdy posiada amerykańsko-żydowski tefałen odmóżdżający co poniektórym ich łepetyny. Codzienny przekaz tefałenowej swoistej prawdy ugruntowywać ma, a nawet poszerzać pola polaryzacji społeczeństwa TEGOKRAJU. To perfidnie i skutecznie przy pomocy m.in. usłużnemu za judaszowy jurgielt Szwabolandii fuherowi KACZOROWI DONALDOWI realizowane niestety zadanie; godne spodlonej w historii Targowicy.

Po prostu felietonowa tytułowa prawda w oczy kole i najlepiej nie dopuścić do jej jak najdalszego rozpowszechniania. Czytając cokolwiek winniśmy wyprowadzać stosowne konkluzję z treści konkretnego felietonu, czy artykułu. Zasadnym jest zatem w tym miejscu postawienie przed P.T. Czytelnikami pytania: jakim wariantem prawdy, względnie przez kogo i dlaczego się na co dzień posługujesz?? Rzetelna, autentycznie obiektywna, a nie naznaczoną jakimikolwiek uprzedzeniami może prowadzić do wielce ciekawych konkluzji.

Nie namawiamy do dzielenia się z tymi konkluzjami z kimkolwiek, aczkolwiek byłoby to nawet wskazane. Wystarczy jednak, abyśmy samemu sobie patrząc w lustro odpowiedzieli swojemu własnemu sumieniu, że prawda dla nas posiada istotne i ważkie znaczenie. Koniecznym jednak w tymże swoistym rachunku sumienia jest uwzględnić wielce wymowny aspekt: memento mori oraz bezwzględnemu funkcjonowaniu hinduistycznej karmy, czyli należnej odpłaty za wszelkie naszego życia niegodziwości!!!

I to byłoby na tyle jak onegdaj konkludował śp. prof. J. T. Stanisławski.

14.09 2022