Nie akceptuję korupcji. Kiedyś w przypływie fantazji próbowałem nawet zostać pracownikiem CBA. Przeszedłem wszystkie testy. Najbardziej podobało mi się układanie historyjek sensacyjnych z obrazków. Byłem w tym dobry.

Zdałem też test merytoryczny. Setki szczegółowych pytań i presja czasu, Niemal identyczne pytania powtarzały się seriami w nieregularnych odstępach. Sztuczka polegała na tym, że były to pytania podobne, ale sformułowane tak, aby odpowiadać trzeba było za każdym razem inaczej. Celem była skucha, Źle odpowiesz – skucha. Nie zdążysz odpowiedzieć – skucha. Nie będziesz uważał na szczegóły – skucha. To nie była przecież nadopiekuńcza matura.

Kilka dni później zadzwoniła pani z CBA i mówi:

– Panie Tomku…

To znak, że jest dobrze. Jeżeli podczas naboru mówią do was po imieniu – jest dobrze.

– Panie Tomku, przeszedł pan do drugiego etapu, gratuluję i zapraszam na spotkanie z psychologiem. To drugi etap.

– A trzeci?

– Rozmowa z dyrektorem…

No ale psychologa nie przeszedłem. Pewnie zobaczył we mnie to, co ja widzę w psychologach. Współczesny szaman.

Tamtego dnia była paskudna pogoda. Tym razem byłem sam. Podczas pierwszego etapu był cały tłum kandydatów, a teraz szedłem pustym korytarzem w półmroku. Drewniana podłoga skrzypiała mi pod nogami, a później jęknęły drzwi niemal jak w bajce Andersena.

– Czy mogę wejść? – zapytałem.

Psycholog nawet nie odpowiedział, tylko wskazał mi ręką miejsce do siedzenia. Był ukryty w przeddeszczowej ciemności i mówił tak, jakby błagał szeptem o święty spokój i filiżankę kawy.

Zadał mi dwa pytania. Jedno dotyczyło mojego historycznego wykształcenia w kontekście testu, który udało mi się zdać. Przez fakt, że jestem historykiem, wyjaśniło się, dlaczego udało mi się zaliczyć test historyczno-polityczny, który nie został przecież wymyślony po to, aby go można było zaliczać.

Drugie pytanie dotyczyło przykładów szkolnej korupcji. Coś tam powiedziałem, ale nic nie powiedziałem o kwiatkach dawanych nauczycielom przez uczniów na zakończenie roku szkolnego. Może przez to oblałem?

– Proszę pana…

To zły znak. Jeśli pani z CBA zaczęła od „per pan” – to dobrze nie jest.

– Proszę pana… przykro mi… pana udział w naborze się zakończył… dokumenty zostaną zniszczone… nie udzielamy dalszych informacji… do widzenia i powodzenia.

Klik.

Zacząłem się zastanawiać, co należało powiedzieć psychologowi. Może brakowało mi energii? Bo ten senny półmrok mógł być wyreżyserowaną pułapką, jak te serie powtarzających się pytań w teście. A może jednak chodziło o to, że zgłosiłem się bez protekcji ot tak z ulicy? W Polsce to brak szacunku dla organu.

Lub byłem zbyt mało oryginalny w wymyślaniu przejawów korupcji w szkole. Zacząłem więc obsesyjnie o tym myśleć. No dawaj chłopie, więcej fantazji. Aż mi niespodziewanie wyszło, że obecność psychologa w naborze też może być takim mechanizmem korupcyjnym. Bo z jednej strony wypasione testy, a z drugiej strony uznaniowa ocena sennego psychologa. Oczywiście to było niemożliwe w CBA. No coś ty, to jest czyste jak niepokalana panienka, ale tak w ogóle.

I nie w tym sensie, że ktoś komuś daje pieniądze w kopercie pod stołem. Ale w tym sensie, że są potężne mury obronne z wielką stalową bramą i rozbudowaną procedurą wchodzenia i wychodzenia, ale obok są malutkie drewniane drzwiczki, przez które można wpuścić i wyrzucić każdego obok reguł. Patrząc w ten sposób – to nasz kraj jest przeżarty drewnianymi bocznymi furtkami.

Na przykład takie granty w oświacie. Oczywiście, że nie jest to korupcja, w sensie, że ktoś komuś daje „pieniądze w kopercie”. Ale ktoś komuś daje pieniądze. Wszystko odbywa się legalnie i zgodnie z procedurami, ale jednak publiczne pieniądze przepychane są do prywatnych kieszeni.

To prawda, że granty najeżone są przepisami, regułami i formularzami. Ale zawsze trzeba popatrzeć, czy gdzieś z boku nie ma małych drewnianych drzwiczek. Bo właściwie grantów oświatowych nie należałoby oceniać po tym, czy dopełniono wszystkich formalności, ale czy one miały sens.

Pamiętam elementarz mojego dziecka, którego projekt był sfinansowany z grantów. Nauka pisania polegała na przeklejaniu nalepek z literkami w odpowiednie miejsca na obrazkach. Niech mi ktoś wyjaśni, jak można nauczyć się pisania bez pisania?

Więc już wiem, panie psychologu, szanowny panie czarowniku już mam super pomysł dla CBA na nieoczywistą korupcję. Czy możemy powtórzyć naszą rozmowę? Otóż bierzemy sobie taki projekt oświatowy realizowany za olbrzymie pieniądze i sprawdzamy, ile z niego zostało poza stertą papierów do ksero i kupką długopisów z logiem. Mam dużo takich długopisów.