To miasto, położone w środkowym Iranie, na Wielkiej Pustyni Słonej i Pustyni Lota, nie powinno istnieć, bo średnia roczna opadów wynosi zaledwie 60 mm, a temperatura dochodzi często do 50 stopni Celsjusza. Gdy piszę ten tekst, w Jaździe jest 39 stopni. Przez przyszły tydzień, średnio, 40.

A jednak, od dawna żyją tam ludzie i nic nie wskazuje na to, że się z miasta wyprowadzą.
Znane już było w czasach Medów, a jego obecna nazwa pochodzi od imienia szacha z dynastii Sasanidów, Jezdegerda I.
Po najeździe Arabów, stało się schronieniem zaratusztrian.
Do dziś jest tam czynna „świątynia ognia”, gdzie nieprzerwanie pali się święty ogień.

Bagdiry – pierwsze klimatyzatory

To, że w Jaździe da się mieszkać, mieszkańcy zawdzięczają dwóm, starożytnym wynalazkom.
Jednym są „kanoty” podziemne kanały, którymi woda dopływa do miasta z pobliskich gór, niekiedy wykopane kilkanaście metrów pod ziemią.

Drugim, „łapacze wiatru” czyli wysokie, murowane wieże wznoszące się ponad dachy domów.

Dzięki takiemu usytuowaniu są w stanie wyłapać nawet najmniejszy powiew wiatru.

Przez otwory na górze wież, powietrze jest kierowane w dół, gdzie w piwnicach lub nad podziemnymi kanałami się ochładza, co sprawia, że w domach panuje temperatura o 20 stopni niższa jak na zewnątrz.
Dodatkowo, przed nadmiernym ogrzaniem chronią grube mury domów.

Sprawdziłem to mieszkając w takim domu, zamienionym na hotel, przez blisko tydzień.
Na dworze piekielny upał, a w środku, miły chłodek.

Kiedy patrzę na osiągnięcia starożytnych cywilizacji i porównuję je z rozwiązaniami obecnej, dostrzegam jak wiele żeśmy przegrali, co w upały widać, w miastach paraliżowanych, a to upałem, a to, gwałtownymi ulewami.

Wtedy, ludzie budowali swe domy w zgodzie z naturą.
Z warunkami klimatycznymi w danym miejscu, dostępnością wody.
Wystarczy popatrzeć na miasta Inków, świątynię w Angor Wat, czy właśnie Jazd.

Dziś, walczymy z nią.

A jak to się kończy wie mieszkaniec dużych aglomeracji.
Zdychający z upału w betonowej klatce.

Na zdjęciach:

bagdiry.

Wnętrze domu przerobionego na hotel