Mimo bez limitowego dostępu do leczenia w wielu poradniach AOS czas tego dostępu znowu się wydłużył. Na pewno odrabiamy dług zdrowotny po epidemii COVID-19 i znacznych wtedy ograniczeń w dostępie do leczenia i diagnostyki, na pewno wielu chorych ma z tego samego powodu bardziej zaawansowane schorzenia, zaostrzenia chorób przewlekłych, stara się dostać do poradni specjalistycznych, bo ze strachu przed zarażeniem SARS-CoV-2 omijali szerokim lukiem wszelkie placówki ochrony zdrowia. Ale dzieje się też co zauważa się po rozmowach z lekarzami różnych specjalizacji: praca w ramach kontraktów z NFZ staje się nieatrakcyjna i nie jest chętnie wybierana, jeśli tylko dla danej specjalizacji jest alternatywa.
Procedury i leczenie są przez NFZ różnie finansowane i generalizować nie można, ale oprócz zarobków decydują też inne czynniki, których często zmienić się nie da. NFZ wymuszając na lekarzach przyjmowanie większej liczby pacjentów robi to poprzez mechanizm: więcej pracujesz/przyjmujesz szybciej/ krócej/na akord, to więcej zarobisz – znacznie zmniejsza satysfakcję z wykonywanej pracy i naszą jakość życia zawodowego i nie tylko, bo przemęczenie przyspiesza wypalenie zawodowe i negatywnie odbija się na rodzinie.
Nie chcemy być tak traktowani, nie chcemy tak pracować, praca lekarza nie jest seryjną produkcją gwoździ. często słyszymy komentarze lekarzy: nie chcę więcej zarabiać w ten sposób, wolę mniej zarobić, a mieć czas dla siebie, rodziny, na swoje hobby i przyjemności. Gonitwa między szpitalami, poradniami, gabinetem nie jest tym, co świadomie wybieramy, to była konieczność życiowa lub brak asertywności w odmawianiu kolejnym jednostkom/szefom w zapychaniu dziur kadrowych, zwiększenia przychodów szpitala lub poradni.
Czasy stachanowców chyba powoli odchodzą w niesławną niepamięć, uczymy się powoli, ale jednak uczymy tego, że mamy wolny zawód i po zakończeniu medycznego niewolnictwa odbywania stażu i rezydentury chcemy decydować o sobie bez przymusu, szukamy najlepszych dla nas miejsc pracy i nie poddajemy się szantażowi typu „dla dobra pacjenta” …. Dla dobra pacjenta mamy mieć dobrze zorganizowany i finansowany system opieki zdrowotnej i jest to obowiązek polityków i decydentów rynku medycznego.
My mamy wykonywać swój zawód zgodnie ze sztuką i z należytą starannością. A tego często nie da się pogodzić z pracą w ramach publicznego systemu opieki zdrowotnej.
Dobrze by było, by politycy wzięli to pod uwagę, bo naiwne myślenie, że wyprodukowanie tysięcy lekarzy coś zmieni w dostępie wyborców do leczenia może nie być relalne.
Zostaw komentarz