Czasami mam wrażenie, jakby przy regulowaniu gospodarki decydenci zapominali, że nie każdy pracodawca to zagraniczna korpo.
Jest sobie Pan Marek, człowiek pochodzący z typowej polskiej rodziny. Dzięki swojej pomysłowości, oszczędzaniu i pracy po kilkanaście godzin na dobę i w weekendy zbudował swój biznes, zatrudnia w nim 3 ludzi, w tym małżeństwo, w firmie panuje rodzinna atmosfera. Pan Marek to bardzo uczciwy człowiek. Działa legalnie i płaci wszelki podatki. Jest bardzo zapracowany, brakuje mu trochę czasu dla żony i chorego dziecka, żona prosi go, aby częściej bywał w domu, bo ona nie wytrzymuje sama psychicznie.
Pan Marek jej tak obiecał i ustalili, że zatrudni nową osobę. Zrobi tak jak dotychczas – zatrudni pracowników do przyuczenia, ponieważ do tej pory tak robił i ma trzech bardzo lojalnych pracowników. Żona zaakceptowała, że na początku będzie miał jeszcze mniej czasu dla rodziny, ale potem to się zrekompensuje.
Zatrudnił Pana Maćka, porozmawiał z nim i powiedział, że przyuczenie do zawodu zajmie około roku, do tej pory będzie miał pensję minimalną, ale potem otrzyma tyle i tyle. Pan Maciej był zachwycony propozycją i zapewnił Pana Marka, że pozyska w nim nowego pracownika na wiele długich lat.
Pan Maciej pracował przez 11 miesięcy po czym złożył wypowiedzenie, gdyż jego ciocia też ma firmę i zaproponowała mu w niej pracę, może nawet z przyszłymi zarobkami niższymi niż oferował w przyszłości Pan Marek, ale ciocia Pana Macieja obiecała mu, że kiedyś przekaże jemu swoją firmę, więc Pan Maciej mógłby teraz w niej pracować, rozwijać ją i wykorzystać wiedzę zdobytą w firmie Pana Marka.
Pan Marek wydawał na pracownika 5000 zł miesięcznie, czyli 60 000 zł przez 12 miesięcy (11 miesięcy i 1 miesiąc pracy w okresie wypowiedzenia). Uczył go, więc te pieniądze musiał dodatkowo zarobić (a to znaczy, że pracował więcej), żeby zapłacić pracownikowi, który de facto przynosi stratę w pierwszym okresie, dodatkowo poświęcał czas na to, żeby wskazywać Panu Maciejowi jak wszystko funkcjonuje, zlecał Panu Maciejowi zadania, potem poprawiał efekty pracy Pana Macieja i tłumaczył mu jak to powinno być zrobione, więc pracował jeszcze dłużej i miał mniej czasu dla żony i dziecka. Może dla niego szybciej było zrobić daną rzecz samemu, ale chciał sobie wyszkolić lojalnego pracownika.
Żona, gdy otrzymała informację, że nowy pracownik postanowił odejść pomimo, że Pan Marek de facto dał mu świetne warunki, to podłamała się jeszcze bardziej. Pan Marek jest już bardzo zmęczony, gdyby zrezygnował z prowadzenia firmy i poszukał zatrudnienia na etat, to pracę straciłaby trójka lojalnych pracowników, w tym małżeństwo, gdzie oboje utraciliby źródło utrzymania, a Ci pracownicy mają kredyt mieszkaniowy i starają się cały czas o dziecko.
Pan Marek więc jest w wielkiej kropce.
Bardzo często politycy, upojeni swoim pięknym słowotokiem, nie są w stanie spojrzeć na świat inaczej niż poprzez pryzmat korporacji wyzyskujących ludzi pracy.
Tymczasem – gdyby pensja w okresie nauki nie była taka wygórowana to Pan Marek mógłby zatrudnić przykładowo dwóch nowych pracowników i ich szkolić
W dominujących narracjach zapomniano, że każdy, kto chce być przedsiębiorcą, musi ponosić ryzyko. O przedsiębiorcy nikt nie rozmawia w kategoriach jego praw, w tym godności (co tam żona naszego Pana Marka i jego chore dziecko) i nikt nawet nie rozważa że on również może zostać oszukany.
Politykom jednak „gra w przedsiębiorcę” się nie opłaca. Ten, kto wyjdzie i zacznie sypać propozycjami uczciwymi i zarazem korzystnymi dla prowadzenia biznesu, ten wyborów nie wygra. Politykom bardziej opłaca się znaleźć grupę, która dysponuje dużo liczbą głosów i czuję się pokrzywdzona. Wtedy zwracają się do niej ze zrozumieniem i pięknymi górnolotnymi słowami, w które może sami niekonicznie wierzą.
Wymyślenie racjonalnego programu wymaga pewnego intelektu, trudu, powiedzenia ludziom, że w życiu trzeba się jednak trudzić, że nie będzie nic za darmo nie jest może najłatwiejsze.
Ale szacunek do człowieka wymaga mówienia mu prawdy, a nie wmawiania, że wszystko jest winą pracodawców, którzy ociekają złotem i dorabiają na niewolnikach pracownikach. Prawda jest taka, że dobrobyt wymaga pracy i kreatywności. Dobrobytu nie stworzą przepisy o płacy minimalnej. Jeśli ktoś szanuje człowieka, to powie mu taką prawdę.
Tylko takie prawdy są dla większości niezrozumiałe. Nie tylko w Polsce i nie tylko w tym konkretnym czasie. Eksperymenty z rozdętą ochroną „ludzi pracy” i z przeregulowaniem gospodarki przechodziły i wciąż przechodzi wiele krajów na świecie. Niektórym udało się z tej drogi zejść kosztem ogromnych wyrzeczeń (Wielka Brytania za madame Tatcher, Polska po 1989 r.), inne musiały właściwie zbankrutować, żeby móc wejść na drogę sprawiedliwego godzenia biznesu i interesów świata pracy.
Nie da się bowiem zrobić tak, żeby każdy był pracownikiem. Gdyby tak było, to kto miałby ich zatrudniać? Państwo? To se ne vrati – jak mawiają Czesi.
Charakterystyczny dla Polski jest bardzo duży sektor mikroprzedsiębiorstw generujących ok. 30 proc. naszego PKB. Jest to spora, niedoceniona wartość. To między innymi dlatego polska gospodarka okazała się całkiem odporna na światowy kryzys z 2008 r.
Przedsiębiorstwa generują niemal 73 proc. polskiego PKB. Ponad 49-proc. udział w tworzeniu produktu krajowego brutto ma sektor MŚP.
A zatem wielkie korporacje to mniejszość. Tymczasem reguła o płacy minimalnej będzie obowiązywać w takim samym stopniu i naszego Pana Marka i te wielkie korpo. W 2024 r. koszt pracy minimalnej wyniesie dla pracodawcy około 5 000 zł miesięcznie, a przecież wiadomo: czy się stoi, czy się leży, minimalna się należy.
A to przecież nie jedyny problem. Na przykład „mały” w Warszawie to zupełnie inna firma niż „mały” w Radomiu, czy „mały” w Zwoleniu. Mając zupełnie inny rynek, inne warunki działalności wszystkim zaostrzono reguły, jakby były równoprawnymi uczestnikami gry rynkowej. Taka zabawa wcześniej czy później skończy się rozkwitem szarej strefy i utrwaleniem zjawiska „Janusz company” – firmy spod tego znaku nie będą już tak uczciwe, jak nasz Pan Marek.
Tylko… ludzie chyba tego chcą. Albo nie wiedzą czego chcą. I dlatego dostaną byle co.
Fot. Pixabay.com
Co za bzdury… Może lepiej wprowadzić dowolność w ustalaniu płacy? Np. 3 zł/godzinę pracy początkującego radcy prawnego. ;)