Na temat Papieża Benedykta XVI wypowiedziano w ostatnim czasie wiele pięknych słów dotyczących jego całego życiowego dorobku.

Dla mnie osobiście najbardziej doniosłą, wzruszającą, a przy tym historyczną sceną z całego pontyfikatu Papieża Benedykta XVI była jego pielgrzymka do niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Jego przejście przez główną bramę obozową nad którą widniał szyderczy napis „Arbeit macht frei” stanowiło symbol ostatecznego triumfu dobra nad złem. Sceną niezwykle symboliczną, gdyż przez tą bramę przeszedł Papież pochodzący z Niemiec. Kraju i narodu, którego nienawiść doprowadziła do zbrodni ludobójstwa i cierpienia milionów ludzi zamieszkujących obszar całej Europy.

Auschwitz było miejscem zbudowanym na korzeniach i triumfie ludzkiego egoizmu, który w czasach kultu idei „śmierci boga” przerodził się w nienawiść prowadzącą do największych zbrodni w dziejach człowieka.

Papież Benedykt XVI w tym miejscu wypowiedział swoje następujące słowa:

„Mówić w tym miejscu kaźni i niezliczonych zbrodni przeciwko Bogu i człowiekowi, nie mających sobie równych w historii, jest rzeczą prawie niemożliwą – a szczególnie trudną i przygnębiającą dla chrześcijanina, dla papieża, który pochodzi z Niemiec”.

Słowa te miały bardzo ważny wymiar historyczny i symboliczny, gdyż zostały one wypowiedziane przez Papieża, który pochodził z Niemiec. Papieża, który jako Niemiec prosił Boga oraz całą ludzkość za wybaczenie wszystkich zbrodni popełnionych przez synów i córki narodu niemieckiego.

„Ja przychodzę tutaj jako syn narodu niemieckiego i dlatego muszę i mogę powtórzyć za moim poprzednikiem: Nie mogłem tutaj nie przybyć. Przybyć tu musiałem. Był to i jest obowiązek wobec prawdy, wobec tych, którzy tu cierpieli, obowiązek wobec Boga: jestem tu jako następca Jana Pawła II i jako syn narodu niemieckiego – syn tego narodu, nad którym grupa zbrodniarzy zdobyła władzę przez zwodnicze obietnice wielkości, przywrócenia honoru i znaczenia narodowi, roztaczając perspektywy dobrobytu, ale też stosując terror i zastraszenie, by posłużyć się narodem jako narzędziem swojej żądzy zniszczenia i panowania”.

Zarówno Papież Jan Paweł II, jak Papież Benedykt XVI obaj doświadczyli czasów w których te wszystkie zbrodnie były przeprowadzane każdego dnia. Jako młodych chłopaków w latach II WŚ dzieliło ich wiele, gdyż jeden był Polakiem, a drugi Niemcem. Jednakże połączyło ich doświadczenie zła i cierpienie. Karol Wojtyła stracił podczas okupacji wielu swoich przyjaciół oraz widział to, co się działo na terenie całej Polski. Joseph Ratzinger także doświadczył okrucieństwa ze strony ówczesnych niemieckich władz. Jego kuzyn cierpiący na zespół downa został zamordowany przez niemieckie nazistowskie władze w 1941 r. Został uznany za podczłowieka, który nie może być częścią narodu niemieckiego.
Obu późniejszych papieży połączyło podobne doświadczenie (Joseph Razinger był świadkiem pędzenia Żydów do obozów śmierci w czasie służby wojskowej na Węgrzech w 1944 r.), ale przede wszystkim miłość do Boga i człowieka.

To pozwoliło im zbudować trwałą więź, która wyrosła na gruncie przebaczenia i miłości. Miłości, która jest największą i najgroźniejszą „bronią” przeciw złu. Obaj byli orędownikami pojednania między narodem polskim i niemieckim. Ich przyjaźń, wspólna wieloletnia praca na rzecz Kościoła oraz człowieka mogą być przykładem dla każdego chrześcijanina, który w swoim życiu powinien kierować się miłością, a nie nienawiścią. Miłością do każdego człowieka.

„Wołamy do Boga, aby pomógł ludziom opamiętać się i zrozumieć, że przemoc nie buduje pokoju, ale rodzi tylko dalszą przemoc – potęgujące się zniszczenie, które sprawia, że w ostatecznym rozrachunku przegrywają wszyscy. Bóg, w którego wierzymy, jest Bogiem rozumu – takiego jednak rozumu, który na pewno nie jest tylko naturalną matematyką wszechświata, ale który stanowi jedność z miłością i dobrem. Prosimy Boga i wołamy do ludzi, aby ten rozum -rozum miłości i afirmacji mocy pojednania i pokoju – przeważył nad grożącym nam irracjonalizmem czy rozumem fałszywym, oderwanym od Boga.

Stoimy dziś w miejscu pamięci. Czas miniony nie jest tylko przeszłością. W jakiś sposób dotyczy nas wszystkich i wskazuje drogi, którymi nie należy iść, jak też drogi, którymi pójść można”.

Nie wyciągnęliśmy wniosków jako ludzkość z tej lekcji, którą usiłowali nam przekazać obaj Papieże. Synowie narodu polskiego i niemieckiego. Na „gruzach” Auschwitz budujemy świat człowieka mocnego, który może decydować o innych narodach i ich prawach do istnienia lub zagłady. Człowieka, który może decydować o ludzkim życiu lub śmierci. Człowieka, który nie ma zdolności do samoograniczeń. Na takim gruncie na nowo budujemy podłoże pod nowe „Auschwitz”. Konsekwencje tego widać obecnie na Ukrainie, Syrii, Jemenie i innych miejscach na świecie.

Wraz ze śmiercią Benedykta XVI domyka się pewien okres historii w dziejach człowieka. Odchodzi osoba, która całe swoje życie oddała Bogu i każdemu człowiekowi. Wielki teolog i mąż stanu, który w całym swoim pontyfikacie kontynuował nauki Jana Pawła II. Dla mnie osobiście jako człowiekowi, który nie jest idealny, ma swoje słabości i grzechy najważniejsze jest, abyśmy zrozumieli, że zło możemy tylko pokonać miłością.

Spoczywaj w pokoju. Cały Kościół Katolicki, ale także ludzkość doświadczy wielkiej straty z powodu twojej nieobecności. Zwłaszcza Kościół, który obecnie przeżywa najtrudniejszy okres w swojej całej historii. Wszystkie napisane przez ciebie teksty, wygłoszone homilie oraz wypowiedziane słowa podczas całego pontyfikatu mogą być przykładem dla następców i być źródłem nadziei.