Pamiętacie, kiedy mówiłem, że Polska potrzebuje broni zdolnej do rażenia krytycznych celów w głębi Rosji?
Posypały się wówczas natychmiast komentarze w rodzaju „To nie ma sensu, Rosjanie na atak rakietowy na Sankt Petersburg odpowiedzą atakiem atomowym na Warszawę!”
A jednak dużo od nas mniejsi Estończycy jakoś się nie boją, natomiast zaniepokojeni są właśnie Rosjanie.
Zauważam – język siły, to jedyny język z jakim Rosjanie się liczą. Tylko poprzez poniesienie kosztów ich militarnego adwenturyzmu można zagwarantować sobie minimum bezpieczeństwa – zwłaszcza wobec bardzo trudnych do przewidzenia okoliczności związanych z uruchamianiem art. 5 NATO.
Autor: Zbigniew Szczęsny
Prawicowy ateista. Zwolennik proatomowej strategii wychodzenia z paliw kopalnych. Polityczny (sur)realista tęskniący za „Międzymorzem” jako suwerennym biegunem siły między Rosją a Zachodem. Żyję z programowania. Publicystyką zajmuję się w czasie wolnym nie mogąc znaleźć sobie miejsca w świecie rozdrapywanym przez skrajności.
Zostaw komentarz