Plotki o rekonstrukcji rządu krążą po Polsce szybciej niż hulajnogi po chodnikach. Mówi się, że Donald Tusk szykuje wielkie polityczne przemeblowanie przed przyszłorocznymi wyborami. Że ktoś poleci, ktoś awansuje, a ktoś dowie się o swojej dymisji z przecieków do mediów, zanim zdąży dopić kawę, czy inny napój, w sejmowym bufecie.
Według tych politycznych legend, wicepremierem nie zostanie Pełczyńska-Nałęcz, bo podobno Tusk jej nie lubi i dostaje fur…rri na jej widok. W polityce to zresztą bardzo merytoryczne kryterium. Nie program, nie kompetencje, nie wizja państwa. Sympatia. Trochę jak wybór kapitana drużyny w podstawówce, tylko że zamiast piłki jest 300 miliardów długu i państwo w rozsypce.
Mówi się też, że poleci Żurek, bo nie upilnował Ziobry i w związku z tym zrobił z całej ekipy kabaret prokuratorski. Wyobrażam sobie te narady: „Mieliście go pilnować”. „Pilnowaliśmy”. „I co?” „No i odleciał”.
Państwo z kartonu? Nie. Państwo z papieru toaletowego.
Ale najlepsze i chyba prawdziwe są pogłoski, że Tusk wymieni premiera, bo premier jest fatalny.Kłamie, manipuluje, zadłuża, opowiada bajki,wprowadza białoruskie standardy. Do tego udaje fachowca, a w praktyce ma lewe ręce do wszystkiego. Bardziej przypomina konferansjera kryzysów niż szefa rządu. Dlatego premier poleci. Problem pojawia się dopiero po chwili zastanowienia, kiedy człowiek sobie przypomina i uzmysławia, że premier i Tusk to dokładnie ta sama osoba.
I tu zaczyna się polityczna filozofia wyższa. Czy można zdymisjonować samego siebie? Czy Tusk przeprowadzi rekonstrukcję Tuska? Czy premier Tusk zostanie usunięty przez Tuska, po konsultacjach z Tuskiem i akceptacji Tuska?
To już nie jest polityka. To jest teatr jednego aktora, który gra Hamleta, grabarza i ducha ojca jednocześnie.
Najbardziej fascynujące jest jednak to, że ten system działa wyłącznie dzięki medialnej hipnozie i tępocie jego wyborców. Codziennie słyszymy o „nowym otwarciu”, „świeżej energii”, „planie naprawy”, a potem okazuje się, że nowym otwarciem jest ten sam człowiek tylko w innym garniturze. I kolejna jałowa konferencja, a plan naprawy polega na powołaniu zespołu do spraw naprawiania skutków poprzedniego planu naprawy.
Polska polityka coraz bardziej przypomina serial, w którym scenarzysta dawno stracił pomysł, rozum i uciekł, ale odcinki dalej lecą, bo reklamy i kasa się zgadzają. A widz siedzi przed telewizorem i tylko czasem pyta: „Moment… ale czy oni naprawdę właśnie pokłócili się sami ze sobą?”
Zostaw komentarz