Mam wrażenie, że Tusk tylko udaje służbę publiczną. I traktuje państwo jak scenę do własnych gierek, kłamstw i handlu emocjami. Codziennie mówi o prawdzie, przyzwoitości i narodzie, a potem zostawia po sobie tylko smród cynizmu, manipulacji i pogardy dla ludzi.
Reymont w powieści ,,Chłopi” opisał scenę brutalną, ale symboliczną. Wieś postanowiła wyrzucić ze wspólnoty kogoś, kogo uznała za źródło zepsucia -Jagne. Dziś nie żyjemy w czasach samosądów i nie o to chodzi. Ale metafora pozostaje mocna.
Bo może największym problemem współczesnej polityki jest to, że wielu ludzi od dawna zasługuje nie na czerwone dywany, nie na limuzyny i ochronę, lecz na publiczne odrzucenie. Na polityczne wywiezienie na wozie pełnym gnoju. Nie dosłownie. Symbolicznie. Przez obywateli przy urnach, przez utratę szacunku, przez odsunięcie od życia publicznego.
Są bowiem kłamstwa, które zatruwają państwo bardziej niż błędy. Są oszustwa, które rozkładają wspólnotę szybciej niż kryzysy gospodarcze. I są politycy, po których zostaje wyłącznie moralne błoto.
Demokracja nie potrzebuje widłów. Potrzebuje pamięci. I odwagi powiedzenia: dość.