To, że będzie nas mniej, to dużo mniejszy problem niż to, że będzie ogromna dysproporcja pomiędzy młodymi a starymi, pracującymi a niepracującymi.

Wystarczy, jak na Ukrainie, wysłać teraz młodych na front, a będzie można wygumkować ten kraj z mapy.

Jeżeli wydarzy się coś złego, tak poważnego, że przypomnimy sobie czasy zdychającej komuny (braki „wszystkiego” na półkach), to obecne młode pokolenie będzie miało w głębokim poważaniu pokolenie starych.

Jeszcze kiedyś „starzy” byli istotni w społeczeństwie. No był jakiś szacunek, jakieś poczucie, że należy im się opieka itp.

Dziś? Młodzi coraz częściej własnych dziadków nie znają lub mają z nimi tak słabą więź, że nie zauważą nawet, kiedy umrą, aż nie okaże się, że wypada jechać na pogrzeb.
Jeszcze potencjalny spadek sprawia, że się interesują.

Kiedy jednak starzy staną się, przez np załamanie gospodarcze, wojnę, braki, … kosztem dla rodziny, bo państwo im „nie da” czy też będzie to niewiele warte, aby nawet michę ryżu kupić każdego dnia, to przyjdzie zderzyć się z prawdą naszych czasów.

Nikogo starzy ludzie nie będą obchodzić. Zwłaszcza fala starych, którzy nadchodzą, nadejdą. To roczniki z lat 70 tych i 80tych, kiedy urodziło się wielu Polaków, ale sami nie rozmnożyli się goniąc za złotówą i płaceniem podatków na swoich staruszków znajdą się w tragicznym położeniu. Mają po jednym dziecku, nie mają wcale.
Nie ma znaczenia z jakiego powodu. Z własnego wyboru, bo tak niestety potoczyło się ich życie a chcieli inaczej.
Państwo, to gra zespołowa a cholerny zus, to zwykła ordynarna piermida, która nie ma szans utrzymać się, jeżeli poniżej nie ma „więcej bloczków” niż jest ich na górze.
Jeżeli jest inaczej, to jest to zwykła kreatywna księgowość, która zwycajnie musi się zawalić.
Kiedy mówią, że zus nie upadnie, to nie mylą się. Póki będzie represyjny aparat państwowy pod przymusem doił tych których można doić na składki, to będzie to trwać, ale okaże się jak na Ukrainie, że ta emerytura starczy na waciki jedynie.

Roboty będą na nas robić.
Jestem odmiennego zdania.
Sądzę, że jedyną drogą, która ostatecznie okaże się możliwa do realizacji i utrzymania pewnej równowagii, to depopulacja.

Niestety mówię o swoich rocznikach i nieco niżej.
Ci, którzy mają obecnie około 70tki, 80tki, mają szansę, że „im się upiecze” i spokojnie przed TVN i tureckim serialem doczekają końca w woim domu i pod opieka jeszcze jakoś tam działającej służby zdrowia. Choć …. biorąc pod uwagę obecną sytuację na świecie, może się to zmienić z dnia na dzień i mróz w lutym w nieogrzewanych domach pomoże państwu oszczedzić na utrzyamniu starych, o ile będzie nadal czym się dzielić czy też warunki do tego aby to robić.

Już to kiedyś pisałem.
Idźcie pod szpital czy do szpitala.
Przychodzą dwie osoby i nie wiesz czasem już która z nich po pomoc, na badania. Córka stara prowadzi starą matkę.
Niedawno w „moim szpitalu” w salach obok leżał ojciec i syn. Ojciec nie zdążył pożegnać syna, który zmarł. To nie są już odosobnione przypadki.

I co? Jeden wnuk czy wnuczka będzie latał obok kilku starców aby ich ograniać, kiedy będą chorzy, z problemami?

A w tym czasie mają mieć wiecej włąsnych dzieci, na które muszą zarobić, poświęcić im czas?

Taka nierównowaga w demografii musi się zakończyć źle i już zaczynami tego powoli a przyspiesza, doświadczać.

Pokolenie jedynaków będzie miało starych w poważaniu z wielu powodów.

Cóż … chciało się mieć domy, samochody, wakacje, dokonywać wyborów na swoich przywódców takich a nie innych ludzi, to przyjdzie na starość za to zapłacić wielu osobom wysoką cenę.

Autor: Diario