Nie napiszę nic odkrywczego kiedy stwierdzę, że wszelkie systemy władzy w danym państwie czerpią z charakteru ludzi, którzy to państwo zamieszkują.

Czytam sobie książkę rosyjskiego oligarchy Leonida Nevzlina, wspólnika Michaiła Chodorkowskiego w Jukosie, krytyka Putina, pt. „Pozostając w mniejszości”.

Książka ta – dopiero ją zacząłem – stanowi zbiór wspomnień Autora, który raczy nas również opowieściami dotyczącymi historii swojej rodziny, które snuje na tle historii Rosji.

Moją uwagę przyciągnęła opowieść o pewnym Żydzie, który w latach dwudziestych i trzydziestych XVIII wieku robił interesy na polsko – rosyjskim pograniczu. Żyd ów, Lejba Boroch z Dubrownej (dzisiejsza Białoruś, tuż przy granicy z Rosją w okolicach Smoleńska), handlował z Rosją. Bywał w Moskwie, bywał w Petersburgu, dorobił się sporego majątku.

Pewnego razu Lejba Boroch spotkał w Moskwie carskiego porucznika Aleksandra Woznicyna. Między nimi nawiązała się debata światopoglądowa o tym, która religia bardziej odpowiada Bogu, po której to debacie… Aleksander Woznicyn zdecydował się przejść na judaizm. A w zimie 1737 nowonawrócony Żyd Aleksander Woznicyn przyjechał do Dubrownej, gdzie go obrzezano.

W tamtych czasach Rosjaninowi nie wolno było porzucać prawosławia. Przed małżonką Woznicyna faktu zmiany wyznania długo ukryć się nie dało. Nie zaakceptowała ona tego posunięcia swojego męża i napisała na niego donos do władz.

W wyniku donosu i Woznicyna i Lejbę Borocha spalono na stosie. Pierwszego za przejście na judaizm, drugiego – za to, że go swoimi sztuczkami do bałwochwalstwa przywiódł.

Historia ta ukazuje, że Pawko Morozow nie był pierwszym, który składał donosy do władz na swoich bliskich. I niestety nie ostatnim – kiedy się czyta to, co się dzisiaj odprawia w Rosji w związku z napaścią na Ukrainę, to włos się na głowie jeży.

Morał z niej taki, że człowiek, oddając Bogu, co Boskie, cesarzowi co cesarskie powinien patrzeć, czy się czasami gdzieś w tym nie popląta i nie padnie ofiarą manipulacji tych, co bogiem i cesarzem chcą mu sumienie usypiać. Bo jak sumienie śpi, to budzą się demony, czyli biesy.

Setki lat mijają, a na przeklętej ziemi rosyjskiej ciągle rządzą biesy.