– Mój ojciec był stolarzem, dziadek też. Ja nie miałem innego wyboru, po prostu wsiąkłem w stolarkę. – rzekł młody, rosły rusiński mężczyzna z blond włosami i przenikliwym modrookim spojrzeniem.

– Co robisz w Parku Pokoju? – zapytałem.

– Od jakiegoś czasu wędruję sobie po Google Maps i szukam miejsc intrygujących, takich nasiąkniętych niebanalnymi historiami. Dużo w necie czytałem, co tu było nawywijane. A było grubo – fajnie to opisałeś na FB – powiedział młody Rusin odpalając kolejnego papierosa bez filtra. – Fajnie, że nie traktujesz swoich bohaterów przedmiotowo, ale oddajesz im głos. Pozwalasz im mówić.

– Nie dlatego pozwalam im mówić, bo taki jest gest z mojej strony. To wynika z mojego lenistwa lub – w co wolałbym bardziej wierzyć – z chęci rozumienia innych gdy ja sam milczę. Lubię słuchać i wysysać coś z tego narracyjnego potoku myśli.

– Dlaczego tak mało mówisz? – zapytał stolarz z Zakarpacia.

– Bo męczę się jak mówię, poza tym nie mam pewności, że to co chcę powiedzieć zostanie właściwie zrozumiane. Spójrz pan wokół, wszyscy mają coś do powiedzenia, a tak niewielu gotowych jest do słuchania. Myślę sobie, że pewnego razu wszyscy mówiący zostaną zmieleni w jeden wielki walec gadułowatości. A wszyscy słuchający będę mieć wtedy wolne od słuchania niechcianych opowieści. Bo ten walec poleci zupełnie inną trajektornią.

– Mądrze pan mówisz, powiedział stolarz z Zakarpacia. To intrygujące nawet mnie, prostego chłopa. U nas pod Mukaczewem miałbyś pan za taką gadkę już dziesięć razy polane. Ludzie u nas proste i na takie intelektualne zaklęcia przyklękają na lewy łokieć. Obudziłbyś się pan w nocy z piątku na wtorek. To muszę przyznać, pijaństwo u nas jest astronomiczne. Jak spotkasz trzeźwego to nie wiesz, jak z nim rozmawiać.

– A co Pan tutaj zamierzasz robić, znaczy w Parku Pokoju? – zapytałem.

– Za pomnikiem cesarza Józefa II, tym zardzewiałym rozbiłem namiot. Mam też kuchenkę. Ale to nieważne. Znajomy Rumun, który tu był jakiś czas powiedział mi, że wy w Cieszynie się nawzajem nie lubicie, że jest dużo konfliktów, podziałów, generalnie takich nieprzyjemnych sytuacji.

– No i co – zawiesiłem głos.

– Będę budować stoły, duże drewniane stoły, przy których będę zasiadać ludzie o zasadniczo różnych poglądach i na początek patrzeć na siebie z rękoma… położonymi na tym samym stole. Bo wiesz, nawet jak najwięksi wrogowie oprą swoje ręce na tym samym stole, to wtedy jest ten moment, że mogą zacząć myśleć o sobie nieco przyjaźniej.

– Igorze, pięknie to pomyślałeś sobie – powiedziałem skracając dystans. Ale u nas to nie zda egzaminu. Wojna cieszyńsko-cieszyńska trwająca od niepamiętnych pokoleń rządzi się swoimi prawami. Poza tym to piękna wojna rodząca tak wielu bohaterów opłakiwanych przez rzesze zwolenników i agitatorów. Musisz zrozumieć, że my tu żyjemy w matriksie. Jeden zjada drugiego, drugi trzeciego i tak w kółko. Nie przerwiesz tego!

– To dlaczego tak wiele rzeczy wam się udaje? – zapytał Igor.

– Kiedyś siedzieliśmy wszyscy przy jednym stole, takim jakie ty wyrabiasz. Ale przestaliśmy siedzieć, bo żeśmy się sobą dostatecznie znużyli. Kain i Abel tezż byli braćmi, a jednak ten pierwszy zaciukał tego drugiego.

– Uważasz, że kiedyś się dogadamy, mimo istniejących różnic.

– Tego nie wiem, odpowiedziałem i poszedłem spać.