Przyglądam się reformie sądownictwa w Izraelu. Zawodowa ciekawość.
Reforma wywołała rekordowe protesty, podzieliła społeczeństwo i zmusiła obecnego premiera do ustępstw. „My nie chcemy być jak dzisiejsza Polska” – skandowali ludzie.
W Izraelu przeciwko tej reformie już trzeci miesiąc trwają masowe protesty. 25 marca w akcjach wzięło udział ponad 600 tysięcy osób – to około 10% dorosłej populacji kraju i rekordowa liczba w jego historii. Izraelski związek zawodowy Histadrut ogłosił strajk generalny, a największe lotnisko w kraju, Ben Gurion, odwołało wszystkie odloty.
To zmusiło Netanjahu do odroczenia przyjęcia poprawek do lata.
O co w tej reformie chodzi?
Reforma sądownictwa została wprowadzona 4 stycznia, sześć dni po zaprzysiężeniu 37. rządu Izraela. Jej głównym celem miało być ograniczenie uprawnień Sądu Najwyższego. Od założenia Izraela w 1948 roku Sąd Najwyższy odgrywa rolę organu kontroli konstytucyjnej, ponieważ ten kraj nie ma ani konstytucji, ani sądu konstytucyjnego. W szczególności Sąd Najwyższy może kontrolować działania rządu, blokując przyjęcie ustaw, które uważa za nielegalne.
„Tworzenie przez Sąd Najwyższy w orzecznictwie nowych doktryn rozsądku, zdolności skargowej i dopuszczalności drogi sądowej doprowadziło do poszerzenia zakresu jego kompetencji przyznanych mu przez akty normatywne. Doktryny te znalazły zastosowanie przy sprawowaniu kontroli działań władzy publicznej i to dzięki nim Sąd był w stanie objąć zakresem kontroli wewnętrzne decyzje Knesetu, a od 1995 r. również ustawodawstwo, dając w ten sposób podstawy do wprowadzenia w Izraelu sądowej kontroli konstytucyjności prawa” – pisze w swojej pracy pt. „Sąd Najwyższy Izraela jako Sąd Konstytucyjny. Przyczynek do badań nad aktywizmem sędziowskim” Pani dr Anna Rataj z UJ (wyd. Austeria Kraków Budapeszt 2016 r.).
Z tej pozycji zaczął atakować Sąd Najwyższy premier Netaniahu. Zaproponował reformę, zgodnie z którą, każde weto Sądu Najwyższego może zostać obalone zwykłą większością 61 głosów. Ponieważ koalicja rządząca ma obecnie 64 miejsca w Knesecie, mogłaby swobodnie przyjmować lub uchylać dowolne ustawy. Ponadto deputowani mogliby ponownie uchwalić ustawę uchwaloną przez poprzedni Kneset, a anulowaną przez Sąd Najwyższy.
Praktycznie wyłączono możliwość uchylania niezgodnych z „konstytucją” ustaw o specjalnym statusie (dotyczących ustroju państwa). Aby to zrobić Sąd Najwyższy będzie musiał zebrać się w pełnym składzie 15 sędziów i uzyskać większość 12 z nich.
Kto będzie wybierał sędziów? Większość parlamentarna. Mówiąc prościej, Netaniahu forsuje reformę prawa, zgodnie z którym sądownictwo w kraju będzie podporządkowane władzy ustawodawczej.
Netanjahu uważa obecną sytuację za antydemokratyczną, ponieważ sąd może ograniczyć działania parlamentu wybranego przez naród. Zwolennicy reformy twierdzą, że sąd nadużywa teraz swoich uprawnień, zajmując się politycznymi, a nie prawnymi aspektami stanowienia prawa. W ostatnich latach Sąd Najwyższy zmienił lub uchylił około dwudziestu przepisów przyjętych przez Kneset.
Ponadto zwolennicy reformy powołują się na doświadczenia międzynarodowe, wskazując, że w 24 z 36 krajów OECD sędziów powołuje parlament. Ich zdaniem reforma postawiłaby Izrael na równi z innymi rozwiniętymi demokracjami, gdzie podejmowanie decyzji koncentruje się w rękach wybranych ludu.
Krytycy reformy uważają, że całkowicie rozwiąże ona ręce rządowi kierowanemu przez Netanjahu i ostatecznie doprowadzi do dyktatury. Twierdzą, że odwołanie się do międzynarodowego doświadczenia jest nie do przyjęcia, ponieważ w krajach, z którymi dokonuje się porównania, istnieją dodatkowe ograniczenia władzy ustawodawczej i wykonawczej, a w Izraelu nie ma żadnych.
W szczególności w większości tych krajów parlament składa się z dwóch izb i nie zawsze większość w obu należy do tej samej partii, która kontroluje rząd. Ponadto kraje te mają konstytucję, a nie odrębne ustawy o specjalnym statusie. Sędziowie Sądu Najwyższego są wybierani po konsultacji z aktualnie sprawującymi swój urząd sędziami i chociaż ich zalecenia nie są (w większości tych krajów) prawnie wiążące, kultura prawna w tych krajach jest taka, że są one zwykle egzekwowane.
Innym argumentem jest to, że sam Benjamin Netanjahu jest zamieszany w kilka spraw karnych, a skuteczne wdrożenie reformy pozwoli premierowi wpływać na ich przebieg. Od grudnia 2016 r. przeciwko Netanjahu wszczęto kilka spraw karnych związanych z zarzutami korupcji i nielegalnego lobbingu na rzecz interesów osobistych i rządu. W maju 2020 roku rozpoczął się przeciwko niemu proces.
W lutym 2023 r. doradca prawny izraelskiego rządu, Gali Baharav-Miara, oświadczył, że Netanjahu nie może kontynuować reformy sądownictwa z powodu konfliktu interesów. Po przyjęciu ustawy, jeśli premier zostanie uznany za winnego w sądzie powszechnym, będzie mógł odwołać się do Sądu Najwyższego, którego sędziów będzie mógł powołać.
Nastroje protestacyjne są silne w środowisku akademickim i wśród studentów. Na jednym z wieców przemawiał skądinąd dobrze w Polsce znany historyk Yuval Noah Harari, obwiniając Netanjahu za dewastację instytucjonalną. Powiedział, że urzędnicy państwowi i armia muszą być posłuszni sądom, a nie rządowi (sic!), w przeciwnym razie Izrael znajdzie się w kryzysie konstytucyjnym.
Zwracając się do Netanjahu, Harari oświadczył: „2000 lat później wciąż pamiętamy faraona. I o Tobie też będziemy pamiętać. Nie będzie ulic, placów, lotnisk nazwanych twoim imieniem. Ale opowiemy historię człowieka, który próbował nas zniewolić i poniósł porażkę”.
Reformie sprzeciwiało się kilka grup rezerwistów IDF (Israel Defence Forces), w tym elitarne jednostki i piloci sił powietrznych. Napisali listy otwarte, domagając się zatrzymania reformy i w proteście odmówili służby. Przedstawiciele biznesu i środowiska inwestycyjnego wyrazili niezadowolenie z poprawek. Powiedzieli, że nie chcą kontynuować swojej działalności w kraju, jeśli reforma zostanie przyjęta.
Na tym tle nawet kurs szekla spadł (w stosunku do dolara) do wieloletnich minimów.
26 marca br. minister obrony Yoav Galant opowiedział się przeciw reformie. Powiedział, że planowane zmiany oburzyły izraelskie społeczeństwo i wielu wojskowych, a także wpłynęły na gotowość bojową sił zbrojnych. Galant uważa, że zmiany w izraelskim systemie sądowniczym są konieczne, ale ryzyko ze strony Iranu i Palestyny rośnie, a reformy dzielą kraj.
W odpowiedzi Netanjahu usunął Galanta ze stanowiska, oskarżając go o działanie „za plecami rządu”. To zwiększyło niezadowolenie społeczeństwa.
Protestujący zebrali się pod rezydencją premiera w Jerozolimie, doszło do starć między nimi a siłami bezpieczeństwa.
W Tel Awiwie demonstranci zablokowali główną autostradę kraju, Ayalon. W obu przypadkach niezadowoleni z reformy sądownictwa zostali rozproszeni armatkami wodnymi.
Związek zawodowy Histadrut ogłosił strajk generalny w proteście przeciwko reformie. Do strajku przyłączyli się pracownicy służby zdrowia, placówek dziecięcych, urzędnicy i część pracowników jednostek Ministerstwa Sprawiedliwości. Największe lotnisko w kraju, Ben Gurion, odwołało wszystkie odloty, pozwalając na lądowanie tylko lotów, które były już w powietrzu.
Rankiem 27 marca prezydent Izraela Icchak Herzog dołączył do protestujących (!!!), wzywając rząd do zatrzymania reform. Wcześniej krytykował przyjęcie poprawek w ich obecnej formie, mówiąc, że w 75. roku niepodległości Izrael jest „na wyciągnięcie ręki od otchłani” i wojny domowej.
Jeden z politologów (Arkady Dubnow) stwierdził, że ” Izrael przechodzi teraz przez być może najbardziej dramatyczną kartę w swojej historii, nie militarną, ale cywilną.”
Oprócz fali protestów ulicznych, związki zawodowe wielu branż również rozpoczęły strajki (aż do wstrzymania odlotów z lotniska Ben Guriona).
I teraz pytanie: czy wyobrażacie sobie takie protesty dotyczące sądownictwa w Polsce? Na których czele stanąłby Andrzej Duda? Czy w ogóle ludzie w Polsce są świadomi co to jest Konstytucja i dlaczego warto o nią walczyć?
W Izraelu – jak się wydaje – walka zakończy się sukcesem. Wczoraj (kiedy to piszę jest już po północy i jest dzień 4.04) Minister sprawiedliwości Yariv Levin przyznał, że pierwotna wersja proponowanej przez niego ustawy o składzie komisji ds. mianowania sędziów „nie mogła narodzić się w demokratycznym kraju, ponieważ zamienia trzy gałęzie rządu w jedną”. Słowa ministra można było usłyszeć w wywiadzie dla Channel 14. Szef resortu sprawiedliwości zaznaczył, że koalicja musiała zmienić treść projektu ustawy o składzie komisji.
„Istnieje wiele bezpodstawnych twierdzeń przeciwników reformy” – powiedział Levin w wywiadzie. – Jednak jeden argument jest naprawdę poważny. Jeśli większość koalicyjna może mianować nieograniczoną liczbę głównych sędziów, oznacza to, że koalicja, która już ma kontrolę nad rządem i Knesetem, może podporządkować sobie Sąd Najwyższy w ciągu jednej kadencji.
W rezultacie będziemy mieli kryzys konstytucyjny”.
Mimo wszystko walka społeczeństwa Izraela nie jest jeszcze skończona. Pomimo oświadczenia premiera Benjamina Netanjahu o zawieszeniu reformy sądownictwa i poszukiwaniu kompromisu, Yariv Levin (swoją drogą bardzo przypomina mi braci Karnowskich) zamierza przeprowadzić ją na kolejnej sesji Knesetu, latem 2023 roku. Minister sprawiedliwości obiecuje również „organizować demonstracje w całym kraju” dla poparcia reformy.
Nie ukrywam, że będę śledził temat. W kontekście polskim wydaje mi się on bardzo ciekawy.
Grafika: Pixabay.com
Szanowny wirtualny radco, Monteskiusz pisał o równowadze trzech władz, a nie o dominacji którejkolwiek. Sądownictwo natomiast tak w Polsce jak i w Izraelu chce pozostawać jako nadrzędne w stosunku do pozostałych. A na to przyzwolenia nie ma.