Dlaczego jeden z najlepiej wykształconych przywódców świata nieustannie się kompromituje? Według Raphaëla Glucksmanna ostatnie wypowiedzi Emmanuela Macrona ”są rezultatem narcyzmu i braku kręgosłupa”. Jest bowiem faktem, że „Europa powinna dorosnąć i stworzyć własną wspólną obronę”, czego nie da się osiągnąć, gdy partnerzy tracą zaufanie.
Burza jaką tydzień temu rozpętał Emmanuel Macron nadal trwa. I nie chodzi o dyplomatyczne fochy, tylko o realne konsekwencje. Wracając z Pekinu skrytykował amerykańską politykę wobec Chin dodając, że Europa powinna zdobyć się na „strategiczną autonomię” wobec Tajwanu, gdyż nie ma powodu by „wikłać się w nie nasze kryzysy”. A poza tym Europa ma być „trzecim biegunem” – mocarstwem równym Ameryce i Chinom.
Wśród mocarstw nie wymienił Rosji. Zapomniał, czy zmienił zdanie? Bo tym przemilczeniem nieźle Moskwę upokorzył, choć wcześniej pouczał, że Moskwy upokarzać nie wolno. Upokorzył też Unię wypowiadając się samozwańczo w jej imieniu i depcząc z trudem budowaną jedność Zachodu. Niedawno ośmieszał się wytrwale dialogując z Putinem, a teraz puszył na czerwonym dywanie Xi Jinpinga.
Samą wizytę w Państwie Środka jakoś by przełknięto: ostatecznie Macronowi udało się sprzedać Pekinowi 160 samolotów Airbus za blisko 36 miliardów euro. To sporo, choć długu publicznego Francji nie zasypie, bo wynosi on 2950 miliardów euro, czyli niemal 112 % PKB. Trzykrotnie więcej, niż 20 lat temu.
A więc interesy. Problem w tym, że umowa handlowa dostała polityczno- ideowy naddatek w czasie, gdy Chiny po cichu dozbrajają Rosję. Pałac Elizejski tłumaczy, że prezydent działa w interesie pokoju. Ale ledwo wsiadł do samolotu, Pekin rozpoczął manewry wokół Tajwanu, a prezydent Xi Jinping ogłosił, że kraj ma być gotów do realnej wojny.
Polityczne gołąbki pokoju muszą oprócz pięknych słów posiadać argumenty dyplomatyczne, ekonomiczne i… siłowe. Równie ważny jest wybór odpowiedniego czasu na misjonarskie homilie. Inaczej pojawią się oskarżenia o hipokryzję, kręcenie lodów na boku i nielojalność wobec sojuszników. To już skuteczniejsze będą modlitwy w intencji pokoju.
Nie praktykuję kultu Stanów Zjednoczonych. Widzę bezwzględność a często też krótkowzroczność amerykańskiej polityki. Jednak to Stanom Europa zawdzięcza, że granica Unii z Rosją nie wydłużyła się kosztem Ukrainy. To dzięki Waszyngtonowi nie musimy się przejmować tym, że Putin żąda by usunąć nas z NATO.
Eksperci i politycy gremialnie skrytykowali Macrona. Z różnych wszelako powodów.
W państwach Europy Środkowej i Północnej przypomniano sobie Marcela Déata, który w 1939 r. nie chciał, by Francuzi umierali za Gdańsk. Z kolei zwolennicy federalizacji Unii dostrzegli w fatalnej wypowiedzi zasadniczy błąd polityczny, którego skutkiem będzie wzrost nieufności wielu stolic do idei dalszej integracji. Nic dziwnego, że niemiecki minister obrony Boris Pistorius uznał słowa Macrona za „nieszczęśliwe”, a szefowa MSZ podkreślała „jedność państw europejskich wobec Pekinu” dodając, że „w sytuacji wspólnego rynku, nie można mieć wielu polityk wobec największego partnera handlowego Unii.” A stosowana przez francuskich urzędników formułka odpowiedzi na krytykę – „Francja nie potrzebuje lekcji od nikogo” – tylko pogarsza złe wrażenie. Zwłaszcza że połajanek i pouczeń innym prezydent Macron nie szczędził.
Jeszcze niedawno we Francji nazywany Zeusem, chciał zostać Zeusem Europy. Nie wyszło. Smutne.
fot. mem via Radio France
Autor: Liliana Sonik
Urodzona 30 sierpnia 1954 r. w Krakowie – polska filolog, wychowanka DA Beczka, po śmierci Stanisława Pyjasa założycielka Studenckiego Komitetu Solidarności, publicystka, dziennikarka, publikowała w „Tygodniku Powszechnym”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Polskim”, „Głosie Wielkopolskim”, „Gazecie Wyborczej”, „Znaku”. Pracowała w Radio France Internationale i TVP.
Zostaw komentarz