Ze złotych myśli, które mi się nasunęły… oglądając pochód przez PiS skrzywdzonych to taka, że przecież nie zawsze 4 czerwca wypada w niedzielę, względnie w sobotę i dlatego, póki większość parlamentarna jest większością, to powinna tę datę upaństwowić. Ogłosić świętem wolnym od pracy.

Niech pokrzywdzeni mają, coś w rodzaju imienin, świętują, rozpamiętywają swoją krzywdę i nieszczęścia, jakie ich od aktualnie panującego reżimu spotkały — maszerując, a po maszerowaniu grillując, albo jedząc lody. Dla higieny społecznej manewr bardzo korzystny. A i pod względem strategii politycznej przynoszący same pozytywne rezultaty np. umożliwi policzyć nieszczęśników, posegregować według krzyw, pozbawionych posad odrębnie, tych, którym obniżono emerytury, albo odmówiono udzielenia ślubu w innej grupie itp., nad czym mógłbym długo się rozwodzić, ale ograniczę się do argumentacji, że mam rację!

Muszę znaleźć w swojej okolicy posła, który mnie krzywdzi i mu o tym powiedzieć, niech moją myśl przekaże wyżej do samego Prezesa.

Post ilustruję fotografią przedstawiająca mnie z gałązką, a raczej wiechciem pokoju.