Moja przestrzeń życiowa ulega postępującej miniaturyzacji, dostosowując się do malejących z wiekiem moich możliwości, stąd nie rodzi się we mnie poczucia deficytów, bo punktem odniesienia są nieżyjący już przyjaciele i znajomi. Mimo więc jakiegoś w krzyżu strzykania, czy innych sygnałów ciała wskazujących na to, że jeszcze żyję … życie nie traci smaku ani powabu. Rocznicę wygranych przed 34 laty wyborów głównie spędziłem na balkonie, wśród pelargonii i pachnącej lawendy, czytając wspomnieniową książkę Jarosława Abramowa i zerkając na relacje z marszu sprzeciwu wobec PiS w TVP i w TVN.
Marsz jak marsz nie zrobił we mnie specjalnego wrażenia, bo go… pochłonięty lekturą apercypowałem kątem oka i nie będę się z tego tłumaczył.
Apercepcja definiowana jest jako postrzeganie połączone ze zrozumieniem i przyswojeniem sobie treści spostrzeżenia na podstawie posiadanego już doświadczenia i posiadanej wiedzy.
Książka owszem, chociaż nie tyle natłokiem informacji biograficznych wziętego w swoim czasie autora sztuk, piosenek, syna mojego ulubionego pisarza Igora Newerlego, ojca dwóch zakonnic, ile poruszył mnie opis jego przyjaźni z Włodzimierzem Odojewskim znakomitym pisarzem, którego ja stary mól książkowy umieściłem na prywatnym indeksie. Po ujawnieniu jego kontaktów ze Służbą Bezpieczeństwa nie brałem więcej jego książek do ręki. Wprawdzie wcześniej zdążyłem przeczytać „Zasypie wszystko, zawieje…”, które zrobiło na mnie duże wrażenie, ale później omijałem jego książki niczym Putramenta. Abramow rozcieńcza cukrem zażyłości te, kompromitujące Odojewskiego relacje i brutalnie atakuje autorkę książki o kolaborujących z bezpieką literatach, która ujawniła zachowane w IPN dokumenty o współpracy Odojewskiego z policją polityczną. Tak więc nie marsz protestacyjny zwołany przez Tuska nie dawał mi w nocy spać, ile natłok myśli czy czytać Odojewskiego, który się współpracy wypierał, w Wolnej Polsce do późnej starości świecił blaskiem swoich książek, czy nie ? W końcu Villon był złodziejem, a jego wiersz umieściłem na swoim w Facebooku profilu. Kolaborant Boni był u Tuska ministrem, a Szaweł stał się Pawłem.