Dla jednych ładne, dla innych brzydkie. Zresztą są to kategorie nie pasujące do tutejszej rzeczywistości, która jest jakby wymykająca się takim jednoznacznym kategoryzacjom. Te kategorie obmyślone przez ludzi Zachodu zupełnie nie tylko wypaczają patrzenie, ale uniemożliwiają zrozumienie innego sposobu pojmowania estetyki, stylu życia, samych siebie nawzajem. Zbyt łatwo przychodzi nam przeklejanie łaty „dzikusi” ludziom, którzy w odróżnieniu od nas są szczęśliwi, czerpiący z życia, zadowoleni i spełnieni.
Włóczenie się po Europie Środkowo-Wschodniej nauczyło mnie przede wszystkim pokory.
Nauczyłem się, że to nie dobrostan i piękne krajobrazy budują szczęście człowieka, ale jego relacje z innymi, które często budowane są w biedzie i wstydzie przed innymi. Może mi nie uwierzycie, ale tysiące romskich dzieci, na które patrzymy z pogardą, to są najszczęśliwsze osoby pod słońcem. Bose, półgołe, ale opatrzone miłością i troską swoich rodziców. Bo Romowie potrafią kochać dzieci!
Ale nie tylko oni, bo miejscowi Rumuni, Rusini i Węgrzy także. Oni wiedzą, że dziecko to skarb. Że bez niego nie ma przyszłości. Całe społeczności jednoczą się w ich wychowywaniu. W całej północnej Rumunii trwa walka o przetrwanie białego i śniadego człowieka na tym obszarze. Starzy ludzie pędzą pożywną śliwowicę i siedząc w altanach swoich domostw cieszą się, że jeszcze młodsi wciąż zbierają siano z łąki. I przytulając ich dzieci opowiadają im historie, które w normalnych okolicznościach mogłyby podpadać pod paragraf.
Owszem, Siedmiogród z całym swoim historycznym przepychem, z niesamowitymi karpackimi landskejpami, ich uroczyście masakruje. Są przy tym jakby nieważni. Mogliby w ogóle nie istnieć. Bez straty dla turysty, który ma za mało czasu, by poznać Rumunię.
Rumunię należy poznawać od północy od strony Cisy lub od południa położonego przy Dunaju. Każdy, kto poznaje Rumunię od strony Siedmiogrodu dopuszcza się na swój sposób gwałtu. Mówią: mam mało czasu – chce zobaczyć jak najwięcej. – Zobaczyć można, ale bez tej południowo lub północnej inicjacji, to nie ma sensu. Rumunia to kraj kontrastów.
A ja osobiście, coraz silniej czuję się Romem. Zresztą wystarczy na mnie popatrzeć.
Zostaw komentarz