Ten wyrok w sprawie żołnierza, który oddał strzały na granicy, to nie tylko sygnał ostrzegawczy – to przede wszystkim KOMPROMITACJA organów ścigania.
Sąd w swoim uzasadnieniu nie zostawił na prokuratorach suchej nitki, wytykając im rażące błędy (czytaj tutaj). Trudno nie odnieść wrażenia, że oskarżenie zostało sformułowane w oderwaniu od realiów służby w warunkach kryzysowych.
Osoby odpowiedzialne za stawianie tych zarzutów powinny głęboko się zastanowić, czy ich kompetencje pozwalają im zajmować się czymkolwiek poważniejszym niż sprawami o wykroczenia na głębokiej prowincji.
Jako obywatele mamy prawo wymagać humanitaryzmu – to fundament cywilizacji. Ale humanitaryzm nie może oznaczać bezbronności państwa. Jeśli funkcjonariusz publiczny – żołnierz czy strażnik graniczny – ma się bać własnego cienia i konsekwencji prawnych za reagowanie na agresję, to w jakim kraju żyjemy?
Prawo do obrony granic to nie tylko frazes, to realne zadanie. Jeśli przestępca czy osoba nielegalnie przekraczająca granicę przestanie czuć respekt przed mundurem, państwo przestaje spełniać swoją podstawową funkcję: zapewnienie bezpieczeństwa obywatelom.
Warto przy tym przypomnieć, że nawet w Strasburgu (ETPCz) wielokrotnie podkreślano, że państwa mają prawo i obowiązek kontrolowania swoich granic. W sprawach takich jak N.D. i N.T. przeciwko Hiszpanii, Trybunał uznał, że państwa mają prawo egzekwować prawo graniczne, a osoby, które same stawiają się w nielegalnej sytuacji, nie mogą oczekiwać, że ich działania będą całkowicie bezkarne.
ETPCz rozumie, że granica musi być realną barierą, a nie iluzją.
Czas, aby prokuratura wreszcie zrozumiała, że ich rolą jest stanie na straży praworządności, a nie utrudnianie życia tym, którzy ryzykują zdrowie, pilnując naszego bezpieczeństwa.
Kiedy wreszcie w takich sprawach prokuratorzy będą ponosić odpowiedzialność za swoje błędne decyzje?
Zostaw komentarz