Średniowieczne kroniki nie znały pojęcia „emisji CO₂”, a jednak pełne są opisów lat tłustych i głodowych, zim ostrych i łagodnych, rzek zamarzających i winorośli dojrzewających tam, gdzie dziś uchodziłoby to za klimat zbyt chłodny. Historia Europy pokazuje rzecz niewygodną dla wielu współczesnych sporów: klimat zmieniał się zawsze. Zmieniał się długo przed epoką przemysłową, przed kominami fabryk, przed silnikami Diesla i elektrowniami węglowymi. Człowiek nowoczesny często zachowuje się tak, jakby natura przez tysiące lat pozostawała nieruchoma, a dopiero XIX wiek wprawił atmosferę w ruch. Tymczasem dzieje klimatu są historią nieustannej zmienności.

Nie oznacza to automatycznie, że współczesny człowiek nie wpływa na środowisko. Oznacza jednak, że klimat nigdy nie był układem statycznym i że wielkie cykle ociepleń oraz ochłodzeń występowały również w czasach całkowicie przedindustrialnych. Dwa szczególnie interesujące okresy ciepła — optimum rzymskie i optimum średniowieczne — pozostawiły wyraźny ślad w rozwoju Europy, także ziem polskich.

Optimum rzymskie — ciepło imperium

Okres: około 250 r. p.n.e. – 400 r. n.e.

Historycy klimatu nazywają ten czas często „Roman Climate Optimum”. W basenie Morza Śródziemnego panowały warunki sprzyjające rolnictwu, handlowi i ekspansji demograficznej. Łagodniejsze zimy i stabilniejsze sezony wegetacyjne umożliwiały wysokie plony zbóż, rozwój sadownictwa i upraw winorośli daleko na północ od Italii.

To nie przypadek, że właśnie wtedy rozkwitło Imperium Rzymskie. Potęga Rzymu opierała się nie tylko na legionach i prawie, lecz także na nadwyżkach żywności. Bez stabilnego klimatu trudno byłoby wyżywić milionowe miasta i utrzymać sieć dróg oraz garnizonów ciągnących się od Brytanii po Syrię.

W cieplejszym klimacie rozwijały się także ziemie barbarzyńskiej Europy. Tereny dzisiejszej Polski znajdowały się poza granicami imperium, ale korzystały z handlu bursztynem i większej aktywności gospodarczej kontynentu. Archeolodzy wskazują, że okres wpływów rzymskich (I–IV wiek n.e.) był czasem względnego dobrobytu także na ziemiach kultury przeworskiej i wielbarskiej.

W cieplejszym i bardziej stabilnym klimacie łatwiej rozwijały się szlaki handlowe, osadnictwo i rolnictwo. Rzeki rzadziej zamarzały, sezon upraw był dłuższy, a lasy łatwiejsze do kolonizacji. Natura sprzyjała ekspansji cywilizacji.

Ochłodzenie i chaos

Po IV–V wieku klimat zaczął się pogarszać. Nadeszły chłodniejsze i bardziej niestabilne stulecia. W VI wieku doszło prawdopodobnie do serii wielkich erupcji wulkanicznych, które wywołały globalne ochłodzenie i nieurodzaje. Kroniki bizantyjskie i irlandzkie wspominają o „słońcu bez blasku” oraz latach głodu.

To właśnie w tym okresie rozpoczęła się wielka wędrówka ludów. Oczywiście historia nie sprowadza się wyłącznie do pogody, lecz trudno ignorować fakt, że pogarszające się warunki klimatyczne często stają się katalizatorem migracji, konfliktów i upadku państw.

Średniowieczne optimum klimatyczne

Okres: około 950–1250 r.

Po wiekach chłodu Europa ponownie weszła w okres ocieplenia. Tym razem skutki były jeszcze bardziej widoczne dla rozwoju średniowiecznej cywilizacji.

W czasie średniowiecznego optimum klimatycznego wydłużył się okres wegetacyjny,
wzrosły plony, rozwinęło się osadnictwo, zwiększyła się liczba ludności, miasta zaczęły gwałtownie rosnąć.

Europa XI–XIII wieku była kontynentem ekspansji. Budowano katedry, lokowano miasta, karczowano puszcze i zakładano nowe wsie. Ciepły klimat nie stworzył sam średniowiecznej prosperity, ale niewątpliwie ją ułatwił.

Wikingowie dotarli do Grenlandia, gdzie prowadzili hodowlę bydła. Sama nazwa „Greenland” — „zielona kraina” — nie wzięła się znikąd. W Anglii uprawiano winorośl dalej na północ niż przez kolejne setki lat.

Polska w epoce ciepła

Dla ziem polskich był to okres ogromnego przyspieszenia cywilizacyjnego.

Państwo pierwszych Piastów powstało właśnie w czasie średniowiecznego optimum klimatycznego. Trudno nie zauważyć związku między korzystnymi warunkami przyrodniczymi a gwałtownym wzrostem liczby ludności i rozwojem rolnictwa.

Za panowania Mieszko I i Bolesława Chrobrego klimat sprzyjał uprawie zbóż, rozwojowi hodowli, kolonizacji nowych terenów, rozwojowi grodów i szlaków handlowych.

Między XI a XIII wiekiem trwała wielka akcja karczowania lasów. Zakładano setki nowych osad. Rozwijały się miasta lokowane na prawie. Powstawały fundamenty gospodarcze przyszłego Królestwa Polskiego.

Cieplejsze i bardziej stabilne warunki oznaczały mniejsze ryzyko klęsk głodu. Nadwyżki żywności umożliwiały rozwój elit, Kościoła, administracji i wojska. Nie ma silnego państwa bez nadwyżki energetycznej społeczeństwa, a w średniowieczu energia oznaczała przede wszystkim zboże.

Mała epoka lodowa — koniec prosperity

Okres: około 1300–1850 r.

Po XIII wieku klimat ponownie się pogorszył. Rozpoczęła się tzw. Mała Epoka Lodowa.

Zimy stały się dłuższe i bardziej surowe: zamarzła Tamiza, lodowce alpejskie posuwały się naprzód, częściej dochodziło do nieurodzajów.

Europa weszła w okres kryzysów. XIV wiek przyniósł głód, epidemie i wojny. Oczywiście nie można wszystkiego wyjaśnić klimatem, ale klimat wyraźnie pogarszał warunki życia.

Także Rzeczpospolita Obojga Narodów odczuwała skutki ochłodzenia. Krótszy sezon wegetacyjny oznaczał mniejsze plony i większą podatność na kryzysy gospodarcze.

Lekcja historii

Historia klimatu uczy pokory. Pokazuje, że natura zmieniała się wielokrotnie bez udziału fabryk, samochodów i przemysłowej emisji CO₂. Istniały okresy ciepłe i zimne, fazy dobrobytu i załamań gospodarczych związanych z warunkami środowiskowymi.

Współczesna debata publiczna często przedstawia klimat jako system wcześniej idealnie stabilny, zaburzony dopiero przez człowieka XXI wieku. Tymczasem źródła historyczne, archeologia i paleoklimatologia pokazują świat dynamiczny — świat, w którym temperatura, opady i długość sezonów zmieniały się od tysiącleci.

Los Europy wielokrotnie zależał od tych zmian. Ciepłe epoki sprzyjały ekspansji, wzrostowi populacji i budowie państw. Chłodne przynosiły kryzysy, migracje i konflikty. Polska również rozwijała się w rytmie tych wielkich naturalnych cykli.

Skoro jednak historia i paleoklimatologia pokazują tak wyraźnie, że klimat zmieniał się wielokrotnie bez udziału przemysłowej emisji CO₂, rodzi się pytanie: dlaczego współczesna debata publiczna tak rzadko o tym mówi?

Dlaczego przeciętny obywatel słyszy niemal wyłącznie o wpływie człowieka, a znacznie rzadziej o naturalnych cyklach słonecznych, oceanicznych czy wielowiekowych zmianach temperatur? Dlaczego średniowieczne optimum klimatyczne albo optimum rzymskie pojawiają się głównie w specjalistycznych publikacjach, a nie w głównym nurcie medialnym?

Dla wielu ludzi zaczyna to przypominać bardziej ideologię niż klasyczną naukę. Nauka z definicji powinna dopuszczać dyskusję, spór i analizę danych, tymczasem w debacie klimatycznej często pojawia się język moralny: „wierzący” i „negacjoniści”, „heretycy” i „wyznawcy konsensusu”. Krytyka modeli klimatycznych bywa traktowana nie jako element naukowej polemiki, lecz jako wystąpienie przeciw obowiązującej doktrynie.

Tymczasem istnieje wiele badań pokazujących, że naturalna zmienność klimatu była realna i znacząca jeszcze przed epoką przemysłową.

Przykładowo:

badania Huberta Lamba — twórcy nowoczesnej paleoklimatologii — opisywały wyraźne średniowieczne ocieplenie w Europie;

rekonstrukcje klimatu wykonane przez grupę PAGES 2k wskazują na silne regionalne wahania temperatur w ciągu ostatnich dwóch tysięcy lat;

badania rdzeni lodowych z Grenlandia pokazują wielowiekowe cykle ociepleń i ochłodzeń;

analizy osadów oceanicznych i słojów drzew wskazują na związki klimatu z aktywnością słoneczną i cyrkulacją oceaniczną;

publikacje dotyczące tzw. cyklu atlantyckiego AMO (Atlantic Multidecadal Oscillation) sugerują, że oceany odgrywają większą rolę klimatyczną, niż często przedstawia się w debacie medialnej.

Nie oznacza to automatycznie, że człowiek nie wpływa dziś na klimat. Oznacza jednak, że historia klimatu jest znacznie bardziej złożona niż prosty slogan: „przed industrializacją klimat był stabilny”.

Być może największym problemem współczesnej dyskusji nie jest sama troska o środowisko, lecz przekonanie, że jedna interpretacja została uznana za jedyną dopuszczalną. A kiedy nauka przestaje tolerować pytania, zaczyna przypominać system wiary.