Jak ktoś pyta, będąc głupi lub tylko udając zdumienie, w jaki niby sposób Unia Europejska faworyzuje kraje „starej unii” kosztem krajów „nowej unii”, skoro wszystko jest przeprowadzane w sposób demokratyczny i zgodnie z procedurami, to proszę.

Jak trzeba było, to na wniosek Portugalii przemianowano marchewkę z warzywa na owoc. Dlaczego? Bo Portugalia tradycyjnie produkuje marchewkowy dżem i uznanie marchewki za owoc pozwoliło na oznaczenie tego produktu jako dżemu właśnie a nie „przetworu warzywnego”. W Unii Europejskiej bowiem nazwa „dżem” dotyczy wyłącznie produktów owocowych.

Jak trzeba było, to na wniosek Francji uznano ślimaki za ryby. Dlaczego? Bo dzięki temu francuski „przemysł ślimaczany” mógł skorzystać z europejskich dotacji dla rybaków.

Jak jednak okazało się, że Polska produkuje dużo łososia wędzonego – za dużo, jak na cierpliwość Niemców i Francuzów, to łosoś wędzony będzie uznany za świeży i będzie wymagać odpowiedniego rygoru transportowego. Od chwili uwędzenia, wędzony łosoś będzie musiał trafiać do sprzedaży w czasie nieprzekraczającym 96 godzin. Przepisy te skutecznie wykluczą większość polskich producentów z rynków zachodnich. A jak się jeszcze dołoży odpowiednio długie oczekiwanie na granicy polsko-niemieckiej, to już na pewno wykończy wszystkich.

Wszystko zgodnie z prawem i procedurą, a jakże!

To tak się odbywa. We wszystkich urzędach Unii Europejskiej zdecydowaną większość kadr stanowią urzędnicy z państw „starej unii”. Na stanowiskach decyzyjnych, urzędnicy z krajów „nowej unii” stanowią jedynie 2% kadry! Grupy polityczne i lobby przemysłowe z krajów „starej unii” mają tam już od dawna „wychodzone” kontakty. Wszędzie działa procedura „obrotowych drzwi”, gdzie urzędnicy z UE zmieniając pracę przechodzą do polityki i przemysłu „starych krajów” a politycy i kadra zarządzająca z przemysłu i bankowości tych krajów znajduje zatrudnienie w urzędach Unii.

Ponieważ są to procesy „organiczne” – trudno tu oczekiwać szybkich zmian. Nad krajami „nowej unii” wisi sztywno zawieszony „szklany sufit” i tyle. Niedawno zwróciła na to uwagę premier Estonii Kaja Kallas. Jej opinia w tej sprawie została nawet opublikowana, bodajże przez Politico. I co? I gówno!

Myślicie Państwo, że w ramach planowanej „reformy” traktatów europejskich poruszono sprawę ewentualnych parytetów w dostępie do unijnych stanowisk? A skąd! Parytety mogą być rasowe lub genederowe, ale nie w tak nieistotnej sprawie, jak kraj pochodzenia urzędnika! W dodatku wszyscy wiedzą, że urzędnicy z krajów „starej” unii są najbardziej doświadczeni, więc są po prostu najlepsi – po co szukać gdzieś dalej?

Tak będzie! Po przekazaniu większości kompetencji państw narodowych do Brukseli szybko okaże się np. że w ramach różnych polityk rozwojowych Unia uzna Francję za centrum przemysłu jądrowego i kosmicznego, Niemcy zostaną centrum przemysłu maszynowego, chemicznego i samochodowego a Polska zostanie centrum przemysłu kiszenia ogórków. Dotacje będą przyznawane proporcjonalnie. Dostaniemy talon na balon i trzy euraski za produkt ekologiczny, pod warunkiem, że wcześniej zlikwidujemy nasz przemysł nawozowy.

POWODZENIA!!!

Czytaj więcej.