Z góry przepraszam za ten post, bo wiem, że wiele osób nie chce go czytać.

Nielegalna Izba Wytrzeźwień.

Woźny zauważył, że odkąd funkcjonuje quasilegalny bar z alkoholem i papierosami bez filtra prowadzony przez garbatego studenta na parkingu podziemnym przy żarówce, która prawie nie wytwarza światła, na korytarzach czuć woń alkoholu.

– Pracownicy naukowo-dydaktyczni, a zwłaszcza dydaktyczni są od rana do wieczora nietrzeźwi – powiedział Woźny do Kierownika Działu. – Studenci donoszą, że czasem kilkanaście minut trwa otwieranie drzwi do sali zajęciowej, bo pracownik nie potrafi wcelować się z kluczem do zamka.

– Wiem, że ciągle piją, ale ich trochę rozumiem, bo i czasy są trudne, studenci nie tacy jak kiedyś, no i problemy w domu, przed którymi uciekają w nadgodziny na uniwersytecie. Ale faktycznie powinni pić mniej, albo palić zioło zamiast pić wódkę. Nota bene mam sporo zastrzeżeń do jakości tej wódki serwowanej na parkingu. Widziałem zresztą jak garbaty student przelewa wódkę „Parkowa” za 16 zł w Biedronce do butelek po „Finlandii”. Ale nic mu nie mówiłem, bo mi od czasu do czasu kundla solidnie wygłaszcze i nakarmi.

– Ale to nic z tym nie zrobimy? – zapytał Woźny Kierownika Działu.

– Trzeba to przedyskutować z Dyrektorem Biblioteki, on ma doświadczenie w tych sprawach, bo w 1999 roku wszyscy pracownicy mu się dokumentnie rozpili. Pan sobie wyobrazi, że leżeli na stosie zwalonych z regałów książek i majaczyli. Ci najmniej nietrzeźwi bredzili, że mają już dość tego, że studenci nie czytają książek, a jeśli już czytają, to ich nie rozumieją. I że stracili sens życia, dlatego piją. – powiedział Kierownik Działu.

Chodźmy zatem do niego, bo to nie sprawa na telefon. – powiedział Woźny i ubrał mundur galowy i zasugerował Kierownikowi Działu, by dla podniesienia rangi spotkania uczynił podobnie wdziewając swój mundur galowy.

– Ale kierownicy działów nie mają osobnych mundurów, chodzą tylko w ciuchach z sekendhendu, ale takich bardziej markowych niż niemarkowych – westchnął Kierownik Działu.

– My do pana Dyrektora Biblioteki – powiedział stanowczo Woźny do sekretarki.

– Chwileczkę, proszę poczekać i weszła do gabinetu Dyrektora Biblioteki, ale w taki sposób, aby oczekujący na wizytę nie mogli zajrzeć do środka.

– Pan Dyrektor przyjmie panów, ale nie teraz, gdyż obecnie zażywa terapii sennościowej, znaczy śpi teraz i wolę go nie budzić, bo potem jest na mnie zły. Proszę sobie przykucnąć tam w kącie, tylko nie siadać na tym czerwonym taborecie.

– A dlaczego – zapytał Woźny – przecież jak każdy z nas usiądzie półdupkiem, to się zmieścimy.

– Panie Woźny – powiedziała sekretarka – to pan jest w naszym uniwersytecie od wczoraj zatrudniony i nie wie, czemu służy ten czerwony taboret? – Przecież on ma wieloletnią tradycję!

– Jestem od pięciu lat zatrudniony, choć nie jestem wynagradzany finansowo. Ale nie mam o to pretensji, bo uniwersytet umożliwia mi dojadanie resztek jedzenia ze stołówki, z czarnym kundlem, do tego wolno mi spać w salach wykładowych po zakończonych zajęciach. Bylebym tylko po sobie porządek zostawił. – To o co chodzi z tym czerwonym taboretem? – zapytał.

– Na tym taborecie siada zawsze ktoś, kto czeka na spotkanie z Dyrektorem Biblioteki – ale nigdy do tego spotkania nie dochodzi. Ale wielu zabiega o posiedzenie na nim, bo zawsze mogą potem mówić publicznie, że prawie coś załatwili. Także bardzo proszę sobie przykucnąć w kącie, jeśli macie jakąś nadzieje na spotkanie z Dyrektorem. – powiedziała stanowczo sekretarka.

– Wody, wody – rozległ się głos z gabinetu Dyrektora.

– Gazowanej, średnio gazowanej czy niegazowanej? – zapytała sekretarka wchodząc do gabitentu tak, aby nikt postronny nie mógł obaczyć Dyrektora.

– Średniogazowanej – wybełkotał Dyrektor. – Takiej jakby niegazowanej ale jednak gazowanej. – mamrotał pod nosem śpiąc jeszcze.

– Panowie wybaczą – Dyrektor zachorował, właśnie wdrażamy proces leczenia – powiedziała sekretarka.

– To co, odwyk się zapowiada? – zapytał Woźny.

– Pojebało Cię? – krzyknął Kierownik Działu i cisnął Woźnym na środek pokoju oczekiwań na audiencię. – Chcesz nam zepsuć audiencję, debilu jeden?

Pan Dyrektor zaprasza – powiedziała sekretarka, i Woźny oraz Kierownik Działu weszli do jego gabinetu. Panował w nim półmrok. Celowo zainstalowano żarówkę o najmniejszej mocy. Taką, żeby prawie nie świeciła.

– Czego ode mnie chcecie – wymamrotał Dyrektor Biblioteki – wszystkie książki są już przeczytane, po co je czytać kolejny raz? – zapytał ze swadą i nieco prowokacyjnie, żeby rozeznać kwalifikacje intelektualne swoich gości.

– Ale niektóre książki są przeczytane wybiórczo, tylko na przykład strony parzyste były czytane, a nieparzyste nie – tłumaczył Woźny.

Uderzywszy po tej wypowiedzi w tył głowy Woźnego, Kierownik Działu przybliżył się do ucha Dyrektora Biblioteki i rzekł:

– Chcemy na naszym uniwersytecie założyć izbę wytrzeźwień, ale taką nielegalną, bo jak będzie legalna, to studenci pomyślą sobie, że jesteśmy pijakami. – powiedział Kierownik Działu.

– A ilu pracowników zmaga się z problemem alkoholowym – zapytał Kierownik Biblioteki.

– Prawie wszyscy – odpowiedział Kierownik Działu, a jak ktoś nie pije to jest przez resztę do konsumpcji wódki przymuszany.

– Czyli tak jak u mnie za dawnych czasów. – powiedział kierownik Biblioteki. – Cały czas piją, ale zmuszam ich do czytania książek w trakcie upojenia alkoholowego. I wiecie, oni je naprawdę czytają. Ale nie rozumieją – i tu pojawia się problem. – Z czym jednak przychodzicie do mnie? – zapytał Dyrektor Biblioteki.

– Chodzi nam o to, żeby urządzić w podziemiach Biblioteki nielegalną izbę wytrzeźwień. Znaczy taką, w której incognito każdy pracownik mógł wytrzeźwieć, żeby móc pić dalej. – Rozumie Pan Dyrektor – nie zależy nam na wytrzeźwieniu naszych pracowników, ale na tym by mieli taki moment refleksji nad własnym życiem, żeby wytrzeźwieli i zrozumieli, że życie na trzeźwo jest pozbawione sensu.

– Znakomity pomysł – wybełkotał Dyrektor Biblioteki – jedźcie na poziom -2 do archiwum, w którym składujemy książki, których nikt nigdy nie czytał. Tam zróbcie sobie tę izbę wytrzeźwień. Tylko, żeby mi nie było sikania po korytarzach. Kible są piętro wyżej.