Dlaczego Rosja może rozciągnąć swoją strefę wpływów aż do wybrzeża Oceanu Atlantyckiego w ciągu najbliższych 6-10 lat?
„Wojna jest zatem aktem przemocy, mającym na celu nagięcie przeciwnika do naszej woli. Aby stawić czoło przemocy, przemoc zbroi się w wynalazki Nauki i Techniki. Towarzyszą jej ograniczenia, słabe i niemal niedostrzegalne, zwane przepisami Prawa Międzynarodowego, które przemoc sama sobie narzuca, ale nie warto o nich mówić, ponieważ w niewielkim tylko stopniu zagrażają jej możliwościom.” Carl von Clausewitz, O wojnie, s. 16.
Ostatnie toczone w Polsce debaty dotyczące dalszych losów wojny na Ukrainie oraz aktualne wydarzenia skłoniły mnie do napisania długiej analizy, która chcę, aby była odebrana nie tylko jako próba zrozumienia obecnej rzeczywistości geopolitycznej, ale jako pewna forma przestrogi i ostrzeżenia, co się stanie jeśli Zachód (przede wszystkim Stany Zjednoczone) i Polska nie zatrzymają rosyjskiego imperializmu na Ukrainie, a w mojej ocenie widać już wyraźnie tendencje niekorzystne w tym zakresie. Będzie to zatem tekst podsumowujący niejako dotychczasową politykę rosyjskiego ekspansjonizmu, który powoli dociera do Rzeczypospolitej tak jak w ubiegłych wiekach. Obecnie stajemy w perspektywie przygotowania się do prawdopodobnej obrony naszej niepodległości, która jest dużo ważniejsza i najcenniejsza niż wszystko to, o co toczymy codzienne jałowe w gruncie rzeczy konflikty politycznych plemion. Jeśli scenariusz opisany poniżej się ostatecznie zmaterializuje, to za dwa lata wszystko to, co dzieje się w Polsce nie będzie miało absolutnie żadnego znaczenia. Wówczas zapomnimy o „wojnie elit”, która toczy się od 2010 r. w Polsce. Wojna zaczyna pukać do naszych domów, gdyż to, co obserwujemy od 2022 r. na Ukrainie dotyczy bezpośrednio nas i naszego położenia geopolitycznego, a co za tym idzie również bezpieczeństwa. Musimy sobie zdawać sprawę z tego, że Ukraina, Państwa Bałtyckie, a także my – Polska jedziemy na tym samym wózku i tutaj nie ma miejsca na brak strategii oraz podejmowanie działań ad hoc. Z perspektywy Rosji Europa Środkowo-Wschodnia ma zostać spacyfikowana, podbita i skolonizowana przez włodarzy rządzący na Kremlu. Elity polityczne, intelektualne oraz społeczne mają zostać wyeliminowane fizycznie i to mogliśmy już okazję obserwować w Czeczenii, Gruzji oraz Ukrainie.
Początek długiego marszu Putina – od Monachium do wojny
Równowaga sił będąca podstawą każdego ładu międzynarodowego została przez Rosję podważona w 2007 r. w osobie Prezydenta Federacji Rosyjskiej Władymira Putina i de facto całą elitę polityczną współczesnej Rosji. Jednym z powodów, które leżą u podstaw tej decyzji był brak akceptacji statusu quo, który nastał w Euroazji wraz z zakończeniem Zimnej Wojny i rozpadem Związku Sowieckiego. Rosyjskie elity polityczne, a przede wszystkim funkcjonariusze aparatu sowieckich służb specjalnych na czele których stało KGB nie pogodziły się z tym stanem rzeczy. Wyrazem tej goryczy i jednoczesnej żądzy zemsty (na Zachodzie) była słynna już wypowiedź Prezydenta Federacji Rosyjskiej z 2006 r., który podczas Zgromadzenia Federalnego rozpad Związku Sowieckiego określił jako „największą katastrofę geopolityczną XX wieku”. Warto podkreślić to, że W. Putin jest jedynie i aż reprezentantem interesu politycznego środowiska ludzi służb specjalnych państwa rosyjskiego, który tworzą byli funkcjonariusze sowieckich służb specjalnych na czele których stały KGB i GRU. To nie Putin jako pojedyncza osoba tworzy ten system tylko całe to środowisko, które w 2000 r. przejęło władzę nad Rosją. Dla tych ludzi dokonanie zemsty na Zachodzie i przede wszystkim rewizja postzimnowojennego ładu geopolitycznego w Euroazji jest główną i życiową misją, którą starają się realizować od ponad 23 lat. Tą misję w 2000 r. rozpoczęli od rozprawienia się fizycznego z własnymi przeciwnikami wewnątrz Rosji i poza jej granicami (mowa m.in. o zabójstwie Anny Politkowskiej oraz Aleksandra Litwinienko). Po przejęciu władzy przez Putina przez ten kraj przetoczyła się fala morderstw politycznych i pełne podporządkowanie całego aparatu państwowego oraz wszystkich rosyjskich mediów. Do tych, które stały w opozycji do ludzi Putina nowa władza w 2000 r. wysłała służby specjalne m.in. FSB. Dlatego odejście samego Putina niczego zasadniczego nie zmieni, gdyż system, a zwłaszcza ludzie, którzy go tworzą nadal będą sprawować władzę. Będą nadal tworzyli hermetyczny system władzy, który został zbudowany przez ludzi wywodzących się ze służb KGB i GRU. Putin jest reprezentantem tego interesu i jego twarzą. Ci ludzie nie spoczną dopóki nie zrealizują swoich wydawać by się mogło chorych ambicji i wizji. Nie można nie doceniać ich determinacji i woli urzeczywistnienia Paxa Moscovia w Europie tylko wprost przeciwnie
W 2007 r. Rosja otwarcie zakwestionowała już prymat Stanów Zjednoczonych i Zachodu zapowiadając podjęcie działań zmierzających do zbudowania wielobiegunowego ładu światowego z czołową rolą Rosji. Putin podczas Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium otwarcie skrytykował Stany Zjednoczone, a rok później już w czasie Szczytu NATO w Bukareszcie w jego drugim dniu otwarcie zanegował potrzebę istnienia Sojuszu Północnoatlantyckiego oraz sprzeciwił się członkostwu Ukrainy i Gruzji w NATO. Zanegował również potrzebę obecności militarnej Stanów Zjednoczonych w Europie. Dzięki negatywnej postawy Niemiec i Francji oraz niezrozumienia powagi ówczesnej sytuacji przez elity polityczne Zachodu Rosja i przede wszystkim sam Putin zrozumieli, że kwestia gruzińska i ukraińska jest „otwarta” i do rozwiązania przez Moskwę. Nie trzeba było długo czekać na konsekwencje błędu bukaszterańskiego, gdyż zaledwie sześć miesięcy później Rosja dokonała zbrojną napaść na Gruzję, która podobnie jak wcześniej Czeczenia doświadczyła (choć nie w pełni) rosyjskiego imperializmu na własnej skórze. Szczyt w Bukaresztu choć nie zamknął drogi Gruzji i Ukrainy do NATO, to opóźnił ją na tyle, że Kreml wykorzystał niezdecydowanie i brak woli politycznej Zachodu. Celem zasadniczym Rosji
w tamtym czasie było niedopuszczenie do tego, aby Gruzja została członkiem Sojuszu Północnoatlantyckiego, które zablokowałoby rosyjskie aspiracje imperialistyczne w strefie wpływów, którą Moskwa uznaje jako własną. Chodzi mianowicie o byłe terytoria Związku Sowieckiego, czyli tzw. strefę postsowiecką w skład której wchodzi zarówno Gruzja, jak i Ukraina, ale co najważniejsze częścią tej strefy są również Państwa Bałtyckie, Państwa Kaukazu Południowego oraz Państwa Azji Środkowej na czele z Kazachstanem. Rosja nie zrealizowała wówczas wszystkich swoich planów zakładające zdobycie stolicy Gruzji i zlikwidowanie gruzińskich elit politycznych na czele z ówczesnym prezydentem Micheilem Saakaszwilim, którego Putin chciał cyt. „powiesić za jaja”, gdyż Moskwa przegrała ten konflikt narracyjnie. Zdołała jednak w pełni podporządkować i okupować część terytorium Gruzji – Południową Osetię
i Abchazję. Również z powodu całkowitej bierności Zachodu, który choć w osobie ówczesnego Prezydenta Francji Nicholasa Sarkozy’ego doprowadził do zatrzymania rosyjskiej inwazji, to nie zażądano kategorycznego wycofania się Rosji z terytorium Gruzji.
Wojna z Gruzją doprowadziła do wyciągnięcia wniosków przez Kreml i budowy całego aparatu propagandowego oraz dezinformacyjnego, którego emanacją stanowiła Telewizja RT (wcześniejsza Russia Today). Rosja od 2009 r. rozpoczęła proces budowy kolejnych zagranicznych kanałów RT
i szeregu różnych agencji medialnych, które miały wypełniać jeden kluczowy cel – rozpowszechnianie dezinformacji w zachodnich społeczeństwach. Wojna w 2008 r. była narracyjnie wygrana przez Państwa Europy Środkowo-Wschodniej na czele których wówczas de facto stanął jako reprezentant i głos całego regionu Prezydent RP Lech Kaczyński. Jego wystąpienie podczas wiecu w stolicy Gruzji miało niewątpliwie wymiar symboliczny, którego nie można nie doceniać również z obecnej już wojennej rzeczywistości. Przeciwnie, to był głos i wspólna obrona całego regionu EŚW, który Putin zamierzał w pełni podporządkować w przyszłości. Gruzja była początkiem tej drogi, którą Putin przedstawił rok wcześniej w Monachium. To wtedy padły te znamienite i do dziś ważne słowa, które zmaterializowały się kilka lat później na Ukrainie („Dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze Państwa Bałtyckie, a później być może czas na mój kraj. Na Polskę)”. Ówczesnego Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego wyróżniała przenikliwość i zdolność do przeprowadzenia prawidłowej analizy oraz diagnozy sytuacji geopolitycznej. Dla wszystkich ówczesnych decydentów Państw Europy Środkowo-Wschodniej były jasne intencje i cele, jakie Rosja i Władymir Putin zamierzali zrealizować.
Choć Putin nie zdobył w 2008 r. całej Gruzji to skutecznie odsunął w nieznaną i niepewną (do dziś) przyszłość członkostwa tego państwa w strukturach NATO. Ukraina była kolejnym państwem, które z punktu widzenia aspiracji geopolitycznych Moskwy była kluczowa do odzyskania statusu imperium czego tak pragnie właśnie Kreml. W 2010 r. Rosja razem z Niemcami i innymi Państwami Europy Zachodniej (kilka miesięcy po tragedii pod Smoleńskiem, która wyeliminowała Lecha Kaczyńskiego z gry geopolitycznej o przyszłość EŚW) otworzyła gazociąg Nord Stream, który omijał Ukrainę i Państwa Europy Środkowej na czele z Polską. Z perspektywy Kremla chodziło nie tylko o pełne podporządkowanie energetyczne Państw Zachodniej Europy w celu posiadania narzędzi i potencjału pozwalających na modelowanie i kształtowanie polityki Europy Zachodniej, lecz również o stworzeniu systemu korupcji w którą byli wciągani kolejni politycy z Państw Europy Zachodniej. Jednak najważniejszym celem budowy najpierw gazociągu Nord Stream I, a później Nord Stream II było przygotowanie rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Chodziło o to, aby Ukraina została zablokowana energetycznie i wyizolowana na arenie międzynarodowej. Rok 2010 jest również istotny z punktu widzenia rosyjskich aspiracji imperialnych, gdyż to właśnie w tym samym roku władzę na Ukrainie przejął pro rosyjski polityk Wiktor Janukowycz, którego rządząca Partia Regionów przedłużyła w tym samym roku obecność wojskową Rosji na Krymie na kolejne 30 lat. Co istotne, ta decyzja blokowała de facto aspiracje członkowskie Ukrainy w strukturach Sojuszu Północnoatlantyckiego i stworzyło podwaliny pod późniejsze szybkie przejęcie przez Rosję Półwyspu Krymskiego.
W 2014 r. na skutek w mojej ocenie błędnych decyzji Janukowycza i samych Rosjan doszło do rewolucji na Ukrainie, która doprowadziła do utraty władzy przez samego Janukowycza i stronników Moskwy. Reakcja Moskwy była bardzo szybka i już w lutym 2014 r. podjęto operację przejęcia Półwyspu Krymskiego przez stacjonujące na nim wojska rosyjskie. Reakcja zachodu była nieco inna od „gruzińskiej”, gdyż nałożono sankcje ekonomiczne na Rosję, które i tak skutecznie – jak się później okazało Rosja omijała. Moskwa zainicjowała również działania rosyjskich służb specjalnych wykorzystując rosyjskojęzyczną ludność Wschodniej Ukrainy, która sympatyzowała z Rosją do organizowania prorosyjskich wieców w najważniejszych miastach we wschodniej Ukrainie. Jednocześnie rozpoczęto operację przejmowania najważniejszych budynków w takich miastach jak: Donieck, Ługańsk, Słowiańsk, Mariupol etc. Co prawda w znacznej części Ukrainy wiece te nie przeistoczyły się w operacje przejmowania kontroli nad najważniejszymi obiektami administracji ukraińskiej, a więc próba stworzenia kryzysu i konfliktu separatystycznego w dużej części regionu tzw. Noworosji (perspektywa rosyjska) – regionu Południowej i Wschodniej Ukrainy nie powiodła się. Natomiast w przypadku Ługańska, Doniecka i na początku Słowiańska oraz Mariupola te operacje poniżej progu wojny zostały zrealizowane w pełni. Dlatego latem 2014 r. ówczesny Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko podjął decyzję o przeprowadzeniu operacji antyterrorystycznej, która bardzo szybko przeistoczyła się w konflikt militarny w którym wzięły udział brygady rosyjskiej armii, które Moskwa przysłała na pomoc broniącym się separatystom. Armia ukraińska poniosła duże porażki w bitwach pod Iłowajskiem oraz Debalcewo, które w rezultacie zepchnęły Ukrainę aż pod Awdijwkę i Marinkę.
Z inicjatywy Niemiec oraz Francji na marginesie rocznicy lądowania wojsk alianckich w Normandii w czerwcu 2014 r. doszło do spotkania nowego formatu z udziałem Francji, Niemiec, Rosji i Ukrainy , który z inicjatywy działań dyplomatycznych Mińska przeistoczył się w tzw. format miński. Wojna została na skutek działań dyplomatycznych Moskwy zamrożona celowo. Po pierwsze, celem Rosji było stworzenie podłoża pod przyszłą inwazję na Ukrainę twierdząc, żeRo zasada samostanowienia zapisana Art. 1 Karty Narodów Zjednoczonych obejmuje utworzone przez Rosję dwie separatystyczne republiki w obrębie terytorium Ukrainy. Jednocześnie Kreml próbuje porównywać sytuację Donieckiej i Ługańskiej Republiki Ludowej do Kosowa, co jest niezgodne ze stanem faktycznym, gdyż Konwencja z Montevideo o Prawach i Obowiązkach Państw według których państwo jako podmiot prawa międzynarodowego powinno posiadać stałą ludność, określone terytorium, efektywną władzę i zdolność do wchodzenia w relacje z innymi państwami, wskazują na znaczenie sposobu powstania państwa dla jego uznania. Co więcej, w Art. 1 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych z 1966 r. jednoznacznie wskazano, że „Wszystkie narody mają prawo do samostanowienia”. Jednak w przypadku „separatystycznych republik”, które zostały stworzone przez Rosję nie można mówić o spełnieniu tego kryterium, gdyż separatyści nie tworzą żadnego narodu. Ponadto, w regionach Doniecka i Ługańska rosyjska ludność nie przekraczała ponad 50%. Dlatego rosyjska narracja jest fałszywa i nieprawdziwa, ale w ten sposób Putin tłumaczył powołanie się na Art. 71 Karty Narodów Zjednoczonych.
Wojna o urzeczywistnienie Paxa Moscovia
24 lutego 2022 r. po godz. 4:00 Putin wygłosił nagrane wcześniej orędzie do narodu rosyjskiego podczas którego ogłosił rozpoczęcie „specjalnej operacji wojskowej” na Ukrainie. Przygotowania do tej operacji, która faktycznie miała być początkowym „chirurgicznym” zniszczeniem państwa ukraińskiego trwały praktycznie od 2014 r. Osobiście uważam, że Putin podjął decyzję o rozpoczęciu przygotowań do inwazji na Ukrainę tuż po tym jak Kanclerz Niemiec Angela Merkel zgodziła się na budowę Nord Stream II, gdyż ten projekt był wymierzony de facto w Ukrainę. Rozpoczęcie przygotowań do inwazji trwały dłuższy czas i poprzedzało ją rozpoczęcie przez Rosję wojny energetycznej z Zachodem po to, aby doprowadzić do destabilizacji cen energii, a co za tym idzie również do zwiększenia poziomu inflacji na Zachodzie. Putin obserwując również wydarzenia z Waszyngtonu w 2020 r. i „blitzkrieg” Talibów w Afganistanie doszedł najpewniej do przekonania, że Zachód stanął w strukturalnym kryzysie, która na domiar tego jest pogłębiany na skutek rosyjskiej destabilizacji regionu Sahelu w Afryce przez Rosję, której konsekwencją jest pogłębianie kryzysu migracyjnego w Europie. Również my doświadczyliśmy skutków rosyjskich działań, gdyż Rosja wespół z Białorusią stworzyła nowy-sztuczny szlak migracyjny z Afryki i Bliskiego Wschodu, który bezpośrednio miał przebiegać przez Polskę do Niemiec. Rosji chodziło w gruncie rzeczy o to, aby Polska została zdestabilizowana i wyeliminowana z „gry o Ukrainę”. Wystarczy sobie uzmysłowić to, co by było, gdyby Rosji udało się skutecznie przeprowadzić „operację śluza” na granicy polsko-białoruskiej. W jaki sposób Polska zdołałaby pomóc Ukrainie, gdyby sama miała ogromny problem z napływającymi do naszego kraju migrantami? Odpowiedź jest jednoznaczna. Bylibyśmy wyeliminowani już na samym początku rosyjskiej inwazji i to również był cel Moskwy, który na całe szczęście nie został urzeczywistniony.
Rozpoczęcie rosyjskiej inwazji na Ukrainę miało doprowadzić do całkowitej dekapitacji państwa ukraińskiego. Moskwa postawiła sobie za cel zdobycie stolicy Ukrainy – Kijowa i przejęcie najważniejszych urzędów i gmachów w Kijowie. Dlatego początkowy plan zakładał zdobycie dwóch lotnisk pod Kijowem na których następnie miały zostać przerzucone rosyjskie wojska powietrznodesantowe z Pskowa. Plan ten nie powiódł się, gdyż wojsko ukraińskie na pewien czas odbiło lotnisko i zdołało zniszczyć pasy startowe, które uniemożliwiały lądowanie rosyjskich samolotów transportowych. Uderzenie na Kijów zakładało połączenie nacierających z północy (od granicy Białorusi) rosyjskich sił inwazyjnych ze skutecznym przejęciem i desantem rosyjskich wojsk powietrznodesantowych. Siły nacierające z Północy zbliżyły się do Kijowa i stanęły właściwie na jego przedmieściach zdobywając Buczę i Irpień. Warto jednak zauważyć, że skuteczna ukraińska obrona była możliwa dzięki temu, że z armią rosyjską walczyła armia wyszkolona, doświadczona bojowo (z operacji ATO) i zdeterminowana w obronie kraju. Ta armia poległa w dużej części na wojnie w kolejnych okresach wojny. Obecnie armia ukraińska jest inna i pokazała to nieudana letnia ofensywa ukraińska. Owszem, Kijów zdołał obronić na pewien czas swoją niepodległość, zdołał odbić część terytorium zagarniętego przez wojska rosyjskie w 2022 r. (m.in. terytoria obwodów: czernihowskiego, sumskiego, charkowskiego i chersońskiego). Jednak nie zdołano pokonać rosyjskiej armii na froncie. To byłoby możliwe, gdyby Zachód był zdeterminowany do udzielenia szybkiej pomocy i podejmował szybkie decyzje. To był jeden z tych warunków, które przedstawiałem jako jeden z niezbędnych czynników na drodze ukraińskiego (naszego – polskiego również) zwycięstwa. Zachód jednak przekazywał pomoc zdecydowanie za wolno, a decyzje podejmował w niezdecydowaniu i nie takie, jakich potrzebował i potrzebuje Kijów. Warto sobie uzmysłowić to, że Zachód i przede wszystkim Stany Zjednoczone przekazały sprzęt, który pozwalał się Ukrainie bronić, a nie pokonać Rosję. Co więcej, Waszyngton nie chce eskalować konfliktu i bardzo długo wstrzymywał się z decyzją o przekazaniu Ukrainie systemu Himmars z rakietami dalekiego zasięgu. Ponadto, Zachód próbował i próbuje wpływać na Kijów zabraniając używania zachodniego sprzętu do atakowania celów w Rosji w obawie przed eskalacją nuklearną. Jednak bez tego, a zwłaszcza bez zniszczenia rosyjskiego kompleksu militarno-przemysłowego, logistyki rosyjskiej i centrów najwyższego dowódca nie jest i nie będzie możliwe pokonanie wojsk rosyjskich na froncie. Rezultaty mamy takie, że Moskwa po serii strategicznych i operacyjnych porażek w 2023 r. odrobiła lekcję i przestawiła rosyjski przemysł na tory wojenne, zmieniła wojenną logistykę oraz wzmocniła swoje pozycje obronne na Zaporożu, które zatrzymały ukraińska letnią ofensywę w 2023 r.
Sytuacja militarna na koniec 2023 r. wygląda w związku tym jest niekorzystna dla Ukrainy, która straciła Bachmut, za chwilę straci Awdijwkę, Marinkę itd. Dodatkowo, sytuacja polityczna w Stanach Zjednoczonych doprowadziła do politycznego in pasu w sprawie dalszego przekazywania środków Pentagonu na rzecz Ukrainy. W związku z tym, Kijów będzie musiał w obliczu słabnącego wsparcia militarnego Zachodu zdecydować o tym, czy oddaje linie frontu wojskom rosyjskim albo dalej toczy twardą operację obronną, która kosztuje coraz większą liczbą poległych żołnierzy ukraińskich. Wywiad Estoński dlatego właśnie wskazuje, że Rosja może za dwa lata uderzyć na Państwa Bałtyckie i Polskę. Przede wszystkim dlatego, że armia rosyjska nie zostanie z całą pewnością pokonana na Ukrainie. Posiada również potencjał do odbudowy potencjału militarnego sprzed wojny w perspektywie od dwóch do sześciu lat, gdyż Rosja posiada możliwości finansowania wojny i odbudowy potencjału militarnego. W moim przekonaniu bez kontynuowania dalszej pomocy finansowej i militarnej Kijów nie będzie wstanie prowadzić wojny na dotychczasowym poziomie, gdyż w wojnie materiałowej jaka obecnie ma miejsce na Ukrainie to Rosja dysponuje większym potencjałem i zasobami niż Ukraina. Natomiast to, że wojna nadal trwa wcale nie oznacza, że tak będzie za rok lub za dwa lata. Wywiad estoński, który kreśli pesymistyczny scenariusz dwóch lat do wojny z udziałem Państw Bałtyckich i Polski nie jest przypadkiem lecz wynikiem głębokiej analizy, która jak sądzę zakłada pozyskanie rzeczywistych danych na temat stanu ukraińskiej gospodarki, zasobów wojennych Ukrainy i jakości jakim odznacza się obecnie armia ukraińska.
Spójrzmy również na niedawne słowa Prezydenta Joe Bidena, który podczas ostatniego orędzia do narodu ostrzegał Amerykanów i Świat, że jeśli Władimir Putin nie zostanie zatrzymany na Ukrainie może zagrozić Polsce. Sądzę, że to są celowo dobrane i zmiękczone słowa za którymi staje realna wiedza amerykańskiego prezydenta co do planów Rosji. Niektóre doniesienia wskazują jednoznacznie, że według amerykańskiego wywiadu Rosja zaatakuje Państwa Bałtyckie i Polskę w 2028 r. Podobną datę wskazał również Prezydent Ukrainy oraz niektórzy eksperci w Polsce. Również Prezydent RP Andrzej Duda 11 listopada 2023 r. podczas obchodów Święta Odzyskania Niepodległości zarysował w pewien sposób powyższą perspektywę prawdopodobnej rosyjskiej inwazji. Według medialnych doniesień prawdopodobną datę rosyjskiej inwazji na Państwa Bałtyckie i Polskę przekazał swoim sojusznikom Prezydent USA Joe Biden i myślę, że dowodem na to są słowa jakie wypowiedział Prezydent RP Andrzej Duda 11 listopada br.: „(…) możemy być pewni, że rosyjski imperializm nie zatrzyma się na Ukrainie”.
Perspektywa rosyjskiej inwazji na Państwa Bałtyckie i Polskę w 2028 r. jest możliwa jeszcze z jednego powodu, który jest związany z narastającymi napięciami między mocarstwami na czele ze Stanami Zjednoczonymi i Chinami. Na Bliskim Wschodzie po rozpoczęciu wojny Izraela z Hamasem rośnie ryzyko wybuchu konfliktu regionalnego do którego eskaluje niewątpliwie Iran – sojusznik Moskwy. Narastające prowokacje wspieranych przez Iran jemeńskich rebeliantów Huti na Morzu Czerwonym prowadzi do stopniowego angażowania się w regionie Zatoki Perskiej Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych. Co więcej, z punktu widzenia trwającej już pre kampanii prezydenckiej w Stanach Zjednoczonych pomoc dla Izraela jest ważniejsza dla Republikanów niż kontynuowanie pomocy walczącej i broniącej się Ukrainie. Dlatego wybuch konfliktu na Bliskim Wschodzie i przetaczające się przez cały Zachód protesty i manifestacje społeczności Palestyńczyków odwracają uwagę całego świata od wojny na Ukrainie. W regionie Zatoki Perskiej rośnie ryzyko wybuchu konfliktu regionalnego z udziałem najważniejszych regionalnych graczy oraz być może Stanów Zjednoczonych.
Z kolei na Zachodnim Pacyfiku na Morzu Południowochińskim coraz bardziej widoczne są prowokacje Chin wymierzone m.in. w Filipiny. Co więcej, ostatnie doniesienia medialne ze Stanów Zjednoczonych wskazują, że Xi Jinping miał w rozmowie z Joe Biden zapowiedzieć dążenie Chin do zdobycia kontroli nad Tajwanem, który jest wspierany politycznie i militarnie (m.in. poprzez przekazywanie sprzętu militarnego) przez Stany Zjednoczone. Z punktu widzenia Waszyngtonu region Zachodniego Pacyfiku stanowi priorytet strategicznych interesów Stanów Zjednoczonych. To w tym regionie Stany Zjednoczone mają rozlokowany 2/3 swojego potencjału militarnego i to na tym regionie będzie się skupiał Waszyngton podobnie jak miało to miejsce w latach 40 XX w., gdyż przejęcie kontroli Chin nad Tajwanem doprowadzi do ryzyka podporządkowania w dalszych etapach całego regionu Zachodniego Pacyfiku, które zagrozi zarówno Japonii, jak i Filipinom i innym państwom regionu. Pekin dąży do rozszerzenia swojej kontroli do tzw. drugiego łańcuchu wysp, rozciągającego się od Japonii, przez Mariany, po Nową Gwineę. Celem tych działań jest maksymalne odsunięcie Stanów Zjednoczonych (baz, infrastruktury i możliwego do wykorzystania zaplecza) od kontynentu, a w konsekwencji osłabienie pozycji USA na Indo-Pacyfiku.
Musimy sobie zdawać sprawę z tego, że nasze położenie geopolityczne bezpośrednio wynika z sytuacji międzynarodowej i tego, jaka będzie sytuacja na Zachodnim Pacyfiku w perspektywie najbliższych pięciu lat. Rozbudowa Marynarki Wojennej Chin (największy proces rozbudowy floty w dziejach świata) potrwa z całą pewnością jeszcze kilka najbliższych lat. Na początku 2023 r. Carlos Del Toro, Sekretarz Marynarki Wojennej USA stwierdził, że „Chiny mają więcej okrętów od nas i budują je szybciej”. Docelowo – do 2035 roku – Chiny mają ambicje dysponować sześcioma lotniskowcowymi grupami uderzeniowymi wraz z wieloma niszczycielami stanowiącymi wespół flotę oceaniczną. Oczywiście, nie jest pewne, czy program budowy floty powiedzie się, gdyż budowa lotniskowców jest opóźniona. Niemniej, Stany Zjednoczone i program rozbudowy floty amerykańskiej boryka się z kilkoma nieudanymi programami. To co nie jest dostrzegalne przez opinię publiczną w Polsce to fakt, że Pekin i Moskwa razem przeprowadzają manewry marynarek wojennych w różnych częściach świata. Przypomnieć należy, że z perspektywy Wessa Mitchela – jednego z kluczowych osób zajmujących się polityką USA względem Euroazji w czasach prezydentury Donalda Trumpa region Trójmorza, Bliskiego Wschodu oraz Zachodniego Pacyfiku stanowi de facto jeden wspólny „front” amerykańskich interesów. Dlatego należy nasze położenie geopolityczne analizować przez pryzmat sytuacji międzynarodowej i tego jak przebiega rywalizacja o nową – globalną architekturę systemu bezpieczeństwa, gdyż Rosja chce wpłynąć na to jak będzie ten system wyglądał.
Europa od Lizbony do Władywostoku – reaktywacja
W kwietniu 2022 r. były Prezydent Federacji Rosyjskiej Dmitrij Miedwiediew w udzielonym wywiadzie dla jednego z rosyjskich ośrodków medialnych wskazał, że celem bezpośrednim rosyjskiej inwazji jest „możliwość zbudowania wreszcie otwartej Eurazji – od Lizbony po Władywostok”. Kręgosłupem tej inicjatywy z 2012 r. miał być niemiecko-rosyjski gazociąg Nord Stream I oraz Nord Stream II, a w dalszej perspektywie Nord Stream III. Był to tylko niewielki wycinek niemiecko-rosyjskiej współpracy strategicznej, której integralnym elementem była współpraca gospodarcza i w moim przekonaniu również wypchnięcie Stanów Zjednoczonych z Europy. Tak w rzeczywistości oceniam niemieckie decyzje związane z najpierw blokowaniem członkostwa Gruzji i Ukrainy w NATO, a następnie już w warunkach wojennych blokowanie przekazywania pomocy militarnej dla Ukrainy. W taki sposób oceniam również niemieckie dążenia do integracji Euroazji poprzez aktywną współpracę z Chinami na tym kierunku. To są działania w gruncie rzeczy stojące w opozycji do interesów transatlantyckich i systemu, który powstał na bazie tych interesów. Jest to więc w mojej ocenie uderzenie w interes strategiczny Europy Środkowo-Wschodniej. W 2016 r., czyli tuż po agresji rosyjskiej na Czeczenię, Gruzję i Ukrainę prezes Komisji Wschodniej Gospodarki Niemieckiej Wolfgang Buechele na konferencji ekonomicznej East Forum wypowiedział następujące słowa: „Wizja wspólnej przestrzeni gospodarczej od Władywostoku do Lizbony zasługuje na to, aby zabiegać o nią wszelki środkami dyplomatycznymi” – podkreślił niemiecki przedsiębiorca. Jak zaznaczył, współpraca z Rosją „przyczyni się do umocnienia pokoju w Europie”.
W moim przekonaniu to, co kryje się za wizją centralizacji Unii Europejskiej to wizja niemieckiego planu podporządkowania kontynentu europejskiego i przede wszystkim wstęp do powrotu polityki resetu wobec Rosji. Gdyby było inaczej, to Niemcy wraz z pozostałymi krajami Europy Zachodniej rozpoczęłyby przygotowania do przyszłej wojny z Rosją. Natomiast obserwujemy de facto wycofywanie się Niemiec z planów, które tuż po rozpoczęciu wojny na Ukrainie ogłaszał w Bundestagu Kanclerz Niemiec Olaf Scholz. Bez obecności politycznej i militarnej Stanów Zjednoczonych, które stanowią największą siłę w Sojuszu Północnoatlantyckim Europa nie ma najmniejszych szans obronić się przed ekspansjonizmem Rosji. Dlatego propozycje składane w 2020 r. przez byłą Minister Obrony Niemiec, która wskazywała, że Niemcy będą inwestować
w wojsko i gdy zawiedzie dyplomacja, będą używać wpływu wojskowego, aby zaprowadzić porządek w swoim sąsiedztwie brzmią w obecnych realiach w których Bundeswehra mogłaby walczyć przez maksymalnie dwa dni jak ponury i jednocześnie śmieszny żart.
Jeśli Stany Zjednoczone zostaną skutecznie wypchnięte z Europy przez Rosję, która wykorzysta strukturalne słabości i własne aktywa w Zachodniej Europie nie potrafiącej poradzić sobie z Moskwą, to Polskę wraz z innymi sąsiednimi państwami czeka krótka droga do znalezienia się w sytuacji zgniotu, którą Rosja będzie chciała z całą pewnością wykorzystać i doprowadzić do całkowitej anihilacji państwa polskiego i jego ponownego wymazania z mapy świata. Jeśli spojrzymy na narrację rosyjskiej propagandy, to wyraźnie będziemy mogli zauważyć, że z punktu widzenia Moskwy zniszczenie państwa polskiego jest strategicznym interesem na drodze do urzeczywistnienia Paxa Moscovia lub jak wolą niektórzy „Europę od Lizbony do Władywostoku”. Dlatego państwo polskie musi kierować się najbardziej negatywnym scenariuszem, który powyżej został tylko w niewielkim – skrótowym zarysie przedstawiony.
Zostaw komentarz