Polityka ma swoje odwieczne prawa. Jedno z nich brzmi: znajomości są trwałe… aż do pierwszego problemu. Wtedy zaczyna się fascynujący spektakl pod tytułem „czy my się w ogóle znamy?”.

Scena jest dobrze obsadzona. Donald Tusk i Monika Wielichowska — doświadczeni, obyci, świadomi, jak działa kamera i jak działa pamięć wyborców. A gdzieś obok postać, która jeszcze niedawno miała być „blisko”, „zaangażowana”, „obecna”, a dziś nagle dryfuje w stronę kategorii: osoba zupełnie przypadkowa.

Kłodzko stało się w tej historii nie tylko miejscem, ale i metaforą. Bo oto mamy klasyczny przykład politycznej geografii relacji: im bliżej problemu, tym dalej od znajomości.

W takich chwilach język polityki osiąga poziom wręcz poetycki. „Nie znam”, „nie współpracowałem”, „brak relacji” — to wszystko brzmi niemal jak mantra, która ma moc unieważniania przeszłości. Gdyby to działało poza polityką, połowa znajomych zniknęłaby nam z kontaktów po pierwszej niezręcznej sytuacji.

Problem polega na tym, że rzeczywistość nie jest aż tak elastyczna. Zdjęcia, wypowiedzi, wspólne inicjatywy — to wszystko ma tę przykrą cechę, że istnieje również wtedy, gdy przestaje być wygodne.

Oczywiście, każdy ma prawo nie znać każdego. Każdy może zostać niesłusznie „doklejony” do większej historii. Ale kiedy liczba takich przypadków zaczyna przypominać epidemię nagłej niepamięci, trudno nie odnieść wrażenia, że mamy do czynienia raczej z mechanizmem niż z przypadkiem.

Polityka bowiem uwielbia bliskość w chwilach sukcesu i równie mocno ceni dystans w chwilach kłopotów. To trochę jak znajomości na bankiecie — wszyscy są razem, dopóki gra muzyka. Gdy zaczyna się cisza, każdy nagle znajduje się przy innym stoliku.

A wyborcy? Oni coraz częściej przynoszą własne krzesła i siadają z boku, patrząc na to przedstawienie z rosnącym sceptycyzmem.

Bo w gruncie rzeczy nie chodzi o to, kto kogo znał. Chodzi o to, czy ktoś ma odwagę powiedzieć: „tak, znam — i biorę odpowiedzialność za to, co z tej znajomości wynika”.

I właśnie tego w tej historii najbardziej brakuje.