Węgry i Słowacja – ich liderzy, czy nam się to podoba czy nie, odgrywają od jakiegoś czasu niepomiernie większą rolę w stosunkach międzynarodowych niż skłócona wewnętrznie Polska zorientowana na bycie lokajem Komisji Europejskiej. Prawdopodobnie Orban i Fico staną się beneficjentami końca wojny rosyjsko-ukraińskiej, gdy Polska w tym czasie będzie ponosić jedynie koszta z tego tytułu.
Polska tzw. polityka zagraniczna od co najmniej dwudziestu lat jest zakładnikiem kilku szarpiących się ze sobą polityków o byle g….o. Do tego brak profesjonalnej, ustabilizowanej i odpornej na wstrząsy polityczne dyplomacji. Brak spójnej i ponadpartyjnej wizji priorytetów w polityce międzynarodowej. Do tego MSZ jako stajnia Augiasza. Od dziesiątków lat. No i wisieńka na tym kwaśmym torcie: obecnie szefami wielu placówek dyplomatycznych RP są ciecie zwani dla niepoznaki charge d’affaires ad interim na czele z gościem, który rezyduje w Waszyngtonie (czytaj), a wsześniej w mediach społecznościowych bluzgał na Donalda Trumpa. Do tego niemającym żadnych kompetencji dyplomatycznych.
Czy w sytuacji zwiększających się turbulencji geopolitycznych stać nas na to hojraczenie i przenoszenie sporów wewnętrznych na poziom międzynarodowy, na publiczne na oczach świata pranie (oby to tylko było pranie!) włąsnych brudów? Na instalowanie na placówkach dyplomatycznych cieciów, z którymi żaden poważny lokalny polityk nawet słowa nie zamieni?
Przecież można było do cholery poczekać te kilkanaście miesięcy do wyborów prezydenckich. Do tego można było prowadzić dialog z obecnymi ambasadorami, którzy zapewne w większości byliby lojalni wobec nowych władz. Ale niestety jesteśmy wszyscy obecnie zakładnikami wściekłej mściwości gościa, który zakładał swoją partię na bazie kilku reklamówek z markami niemieckimi.
To nie są żarty, to poważne sprawy. Polska mogła być wielka, ale nie może być mała. Może jej po prostu już tylko nie być. To, że w głowach nam się to nie mieści, to nie oznacza, że tak nie może być. Oznacza tylko, że brak nam wyobraźni i wiedzy historycznej dotyczącej choćby tylko XVIII wieku.
P.S. Idę o zakład, że co najmniej 30% mieszkańców Polski, bo świadomie nie nazywam ich Polakami, mając do wyboru obywatelstwo kraju bez znaczenia versus obywatelstwo europejskiego superpaństwa ze stolicą w Brukseli, którą przeniesie się z czasem do Berlina, wybrałaby tę drugą opcję. I tak wygląda postnowoczesne samoniewolnictwo.
Zostaw komentarz