Przy nielegalnym, siłowym przejęciu mediów publicznych i Polskiej Agencji Prasowej przez ludzi Donalda Tuska wszystko było rozpisane. Role rozdzielone, działania zaplanowane, kroki koordynowane przez tak zwaną „grupę wejście” – grupę prawników z międzynarodowych, często zagranicznych kancelarii, które po tej operacji otrzymały olbrzymie pieniądze z publicznych środków. To nie była spontaniczna akcja – to był brutalny, antydemokratyczny zamach na wolność słowa w Polsce przy użyciu służb, policji, agencji ochrony. Ktoś, kto z zimną krwią planuje siłowe przejęcie mediów, nie zatrzyma się tylko na tym. Myślicie, że teraz – po porażce Rafała Trzaskowskiego, po wystawieniu kandydata, który skompromitował się już w pierwszym tygodniu kampanii – nie mają już wszystkiego rozpisanego?
Zaczęło się od Giertycha – jego prowokacyjne wejście do Sądu Najwyższego to był tylko sygnał otwierający nową kampanię. Ale to nie Giertych to wymyślił. To Donald Tusk i jego zaplecze – Hołownia, Bodnar, Domański – to oni zgrywają dobrych policjantów, podczas gdy ich aparat polityczny i medialny szykuje się do podważenia wyniku demokratycznych wyborów. Polska może być świadkiem powtórki rumuńskiego scenariusza – z próbą całkowitego przejęcia państwa, podważeniem legalności wyborów i być może próbą ich unieważnienia. Wbrew pozorom to nie jest wariactwo. To zaplanowana akcja. Oni wiedzą, że za to co już zrobili – za nielegalne zatrzymania, przejęcie Prokuratury Krajowej, siłowe przejęcie instytucji – grożą im poważne konsekwencje karne. Nawet dożywocie. A politycznie – Trybunał Stanu.
O grupie wejście dowiedzieliśmy się przez przypadek – tylko dlatego, że jeden z ludzi przejmujących PAP pisał przy nas na telefonie i udało się zrobić zdjęcia. Kto był członkiem tej grupy? Kto to koordynował? Tego nie wiemy jeszcze w pełni, ale wiem jedno – to trzeba wyjaśnić do końca, tu jest rola dla służb. I to zadanie dla przyszłego rządu, z silnym mandatem społecznym. Dlatego pytam: czy skoro wtedy byli tak przygotowani, to czy teraz nie są jeszcze lepiej? Moim zdaniem są. I jeśli dojdzie do próby fałszowania wyniku wyborów, próby unieważnienia decyzji Polaków – musimy być gotowi. Musimy wyjść na ulice. Masowo. Zdecydowanie. Pokazać, że Polska to nie jest prywatny folwark Tuska. Jeśli trzeba będzie – zorganizujemy największe protesty od 1980 roku. W obronie demokracji, suwerenności i prawdy.
Autor: Dariusz Matecki
Polski polityk i samorządowiec, poseł na Sejm X kadencji.
Zostaw komentarz