Ziobro na celowniku prokuratury Żurka. Polityczny teatr podszyty starym duchem SB
Znowu to samo: „dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie”. Komunistyczna metoda wraca w pełnej krasie – dziś w roli głównej Zbigniew Ziobro, były minister sprawiedliwości, który całe życie ścigał przestępców, a teraz sam staje przed sądem oskarżony o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą. Ręczne sterowanie? Raczej polityczny spektakl podszyty zemstą i strachem.
Znowu to samo: „dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie”. Komunistyczna metoda wraca w pełnej krasie – dziś w roli głównej Zbigniew Ziobro, były minister sprawiedliwości, który całe życie ścigał przestępców, a teraz sam staje przed sądem oskarżony o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą. Ręczne sterowanie? Raczej polityczny spektakl podszyty zemstą i strachem.
Polowanie na Ziobrę
Śledztwo prowadzone przez prokuratora Jacka Żurka od 2024 roku miało być zwykłą kontrolą Funduszu Sprawiedliwości. Nagle jednak, niczym z archiwów epoki Bieruta, wyciągnięto oskarżenie, że Zbigniew Ziobro miał kierować zorganizowaną grupą przestępczą w Ministerstwie Sprawiedliwości. W tle – środki Funduszu, z których finansowano zakup oprogramowania Pegasus, wozów strażackich, sprzętu ratowniczego i wsparcia dla Kół Gospodyń Wiejskich.
Czy naprawdę chodzi o prawo, czy o polityczne polowanie na człowieka, który przez lata był symbolem walki z mafiami i układami III RP?
Teatr oskarżeń i sędziowie z nadania
Dziś to nie Ziobro wymierza sprawiedliwość, lecz sam jest ciągnięty przed sąd, w którym – jak mówią jego zwolennicy – sędzia już rozgrzany przed rozprawą. Minister Żurek zmienia rozporządzeniem ustawowe zasady wyboru sędziów do spraw, co wielu prawników nazywa próbą ręcznego sterowania wymiarem sprawiedliwości.
Prezydent RP Karol Nawrocki zaskarżył te przepisy do Trybunału Konstytucyjnego, widząc w nich otwarte naruszenie konstytucji i zasad trójpodziału władzy. Ale czy Trybunał w ogóle jeszcze ma głos, gdy scenariusz procesu pisze polityczny reżyser?
Pachołki nowej Europy
W tle tej farsy majaczy cień Donalda Tuska – samozwańczego „króla Europy”. To jego dworscy namiestnicy w Ministerstwie Sprawiedliwości ochoczo wykonują każde życzenie, byle Bruksela była zadowolona. Zamiast reformy państwa, widzimy próbę upokorzenia byłego ministra, który miał odwagę mówić o suwerenności i bronił polskich sądów przed unijną ingerencją.
PR-owe sztuczki już nie działają, więc trzeba wytoczyć ciężkie działa: paragrafy, komisje, media i prokuraturę w roli kata.
PiS też ma swoje grzechy
Nie da się jednak ukryć, że Zjednoczona Prawica sama zbudowała scenę, na której teraz rozgrywa się ten spektakl. Przez osiem lat rządów nie potrafiła rozliczyć Donalda Tuska, choć – jak mówił były szef ABW oraz prokurator Bogdan Święczkowski – gotowy akt oskarżenia znajdował się w książce „Afery czasów Tuska”.
Teraz historia wystawia rachunek: zamiast rozliczyć dawnych winnych, państwo polskie wytoczy proces polityczny byłemu ministrowi sprawiedliwości.
Ziobro: „To zemsta, nie prawo”
Zbigniew Ziobro nie zamierza milczeć. W ostatnich wystąpieniach publicznych i oświadczeniach stawia sprawę jasno:
– „Zawsze działałem zgodnie z prawem. To, co dziś obserwujemy, to nie wymiar sprawiedliwości, tylko wymiar politycznej zemsty.”
Na zarzuty o nadużycia Funduszu Sprawiedliwości odpowiada:
– „Przepisy o tym, że to dysponent Funduszu, a nie komisja, decyduje o dotacjach, stworzyła Platforma Obywatelska już w 2014 roku. Czy osiołki z PO tego nie wiedzą?”
Podczas swojego głośnego wystąpienia w Sejmie mówił też:
– „Donald Tusk i jego nominaci to tchórze, którzy boją się prawdy. Boją się konfrontacji, boją się własnych decyzji, które kosztowały Polskę miliardy.”
W sprawie medialnych spekulacji o jego broni palnej zaapelował o rozsądek:
– „Choć posiadam legalnie broń, nigdy nie stanowiłem zagrożenia. Policjantów przyjąłem herbatą, nie kulą. To absurd, że ktoś próbuje z tego robić sensację.”
Proces pokazowy czy początek nowego reżimu?
Coraz więcej komentatorów zwraca uwagę, że Polska dryfuje w niebezpiecznym kierunku. Kiedyś władza ludowa ścigała patriotów w imię ideologii. Dziś władza europejskich biurokratów ściga przeciwników w imię „praworządności”. Różnica? Zamiast celi na Mokotowie są flesze kamer, wycieki do mediów i gotowe wyroki w studiach telewizyjnych.
Dzisiaj przyszli po Ziobrę. Jak przyjdą po Ciebie nie będzie już nikogo…
Sprawa Zbigniewa Ziobry to nie tylko kolejny akt w politycznym teatrze. To test, czy Polska potrafi jeszcze odróżnić sprawiedliwość od zemsty, prawo od propagandy, a państwo od partyjnego narzędzia. Bo jeśli dziś można zniszczyć człowieka paragrafem, jutro wystarczy już tylko jego nazwisko.
Zostaw komentarz