Czasami polityk mówi tak dużo, że nie zauważa jednego: każde jego zdanie jest rykoszetem wymierzonym w niego samego. Tak było w Sejmie, gdy premier Donald Tusk wyszedł na mównicę po niejawnej części posiedzenia i zaczął straszyć Polaków rosyjską mafią, ciemnymi siłami, zagrożeniami z podziemia, które rzekomo czają się w każdym rogu polskiej gospodarki.

Tyle że im dłużej mówił, tym bardziej było jasne jedno:
to nie był atak POLITYCZNY — to był akt oskarżenia.
Akt oskarżenia na niego samego i na jego ministrów, którzy odpowiadają za służby, bezpieczeństwo i państwo.Bo jeśli Tusk odkrywa nagle „rosyjską mafię”… to co robiły jego służby?Najważniejsze pytanie, które zadał minister Zbigniew Bogucki, było brutalnie proste i dlatego tak zabolało:
„Gdzie są pana służby, panie premierze? Wczoraj się pan obudził?”

Jeżeli rzeczywiście Polska jest zalana rosyjskimi wpływami, przestępczością, zagrożeniami — to przecież nie pojawiły się one wczoraj ani nie przyszły wraz z wetem prezydenta.
To premier i jego ministrowie nadzorują:ABW, AW,Policję,
Krajową Administrację Skarbową,służby finansowe.
Jeżeli dziś Tusk alarmuje, że „jest niebezpiecznie” — to on sam wystawia świadectwo własnej niekompetencji, a nie cudzej.Premier próbował zastraszyć posłów atmosferą sensacji:albo poprą rząd, albo będą po stronie Rosji.

Gdy premier straszy, a sam był od lat po stronie resetu z Rosją, a nawet darował wielomiliardowy dług Gazpromowi, a dziś nagle wciela się w rolę głównego tropiciela rosyjskich wpływów, to jest to tak absurdalne, że nie wymaga komentarza.

Ten sejmowy show miał przykryć jedno: rządowy chaos wokół ustawy o kryptowalutach, którą prezydent słusznie zawetował.

Ustawa była nieprecyzyjna, nadmiernie restrykcyjna i groziła paraliżem rynku.
Tusk zamiast ją poprawić — postanowił użyć szantażu.
Problem w tym, że kiedy premier zaczyna straszyć mafią, a jednocześnie sam odpowiada za bezpieczeństwo państwa — to nie jest już narracja polityczna.

To jest publiczne przyznanie się do zaniedbań.

Minister Bogucki miał rację:
„Pan swoim wystąpieniem pisze przeciwko sobie akt oskarżenia.”

I tego zdania nie da się już cofnąć, bo to jest samooskarżenie. To jest tez autoparodia i kabaret, który będzie trwał, żeby przykryć agonalny stan służby zdrowia, państwa i własną nieudolność.