Na Sienkiewicza zrobił się korek. Nikt nie wiedział dlaczego. Gdy straciłem wiarę, że zdołam przejechać tych kilka metrów do mojego parkingu, zacząłem myśleć, aby zostawić samochód na środku ulicy na światłach awaryjnych i iść do domu.
Nie było żadnego widocznego uzasadnienia dla tej sytuacji. Nie było wypadku ani żadnego biegu ekologicznego. To znaczy tam dalej, na skrzyżowaniu z Wigury, były oczywiście płotki remontowe, ale stoją tu już od kilku tygodni. Trochę zwężają drogę, ale jak na warunki łódzkie to nic.
Może więc korek zrobił się przez deszcz. Jest ocieplenie klimatu, ziemia płonie i niektórzy ludzie nie radzą sobie psychicznie z deszczem. Być może wpadli w panikę na myśl o powodzi. To jest najbardziej prawdopodobne. Może też gdzieś wywaliła studzienka i wielka woda zalała ulicę. Dobrze, że w Łodzi nie mamy żadnej rzeki. Co jednak nie chroni nas przed powodzią. Tak samo zresztą jak powódź nie chroni nas przed suszą.
Ale co się stało naprawdę, tego nie wiem, gdyż nie było żadnego wyjaśnienia. Po prostu Łódź. Gdy wysiadałem z samochodu na parkingu, czułem na sobie zazdrosne spojrzenia tych, którzy nadal musieli stać w tym bezsensownym korku. Pokazałem im środkowy palec, aby wiedzieli, kto tu jest lepszy.
Deszcz cały czas padał. Rozłożyłem więc chiński parasol w kolorze bordowym i wyjąłem chiński telefon w kolorze morskim. Musiałem wyznaczyć drogę do Nova Post, gdzie miałem odebrać paczkę. Tak akurat się złożyło, że w paczce był płaszcz przeciwdeszczowy. Zacząłem prawą ręką stukać w klawiaturę, trzymając w lewej ręce jednocześnie parasol i chiński telefon. Ludzie omijali mnie szerokim łukiem, gdyż oczywiście parasol bujał mi się niesamowicie na wietrze. Musieli jednak zrozumieć, że bez ustawienia drogi w mapach Google nie trafię do celu.
To nic, że jestem rodowitym łodzianinem, a Nova Post było gdzieś tu blisko w Silver Screen, ale był to całkiem nowy punkt pocztowy, dlatego bez wskazówek Google byłem zupełnie bezradny. Było to dość niepokojące, gdyż niedawno czytałem w „Cyfrowej demencji”, że utrata orientacji w przestrzeni prowadzi do starzenia się mózgu. W tej właśnie kolejności: tracisz orientację i mózg zaczyna ci się szybciej starzeć, a nie odwrotnie. Dlatego gwałtowny wzrost przypadków starczej demencji jest pochodną korzystania z GPS-ów. Ale co z tego, jeżeli bez telefonu nie byłbym w stanie odebrać paczki. Demencją będę się martwił później.
W każdym razie doszedłem i wszedłem do punktu Nova Post. Wszyscy tam mówili po ukraińsku. Lub po rosyjsku, gdyż ja tych dwóch słowiańskich języków nie potrafię odróżnić od siebie. Aż się poczułem głupio, że ja po polsku. To było jak prowokacja, ale nie miałem takich intencji. Pewnie będę się musiał nauczyć ukraińskiego, abym nie czuł się jak okupant. Bo jak mówił jeden z ukraińskich dowódców – nie jest dobrze być polskim cywilem w kraju, który Ukraińcy uznają za swój.
Na szczęście obsługa tego ukraińskiego punktu pocztowego była wyrozumiała, a nawet zachowywała się przyjaźnie. Wprawdzie mówili do mnie po ukraińsku, ale nie przeszkadzało im, że ja mówię po polsku. Patrzyłem więc na nich jak na wizytówkę Nowej Polski. Mówiliśmy do siebie w dwóch różnych językach, ale doskonale się rozumieliśmy.
A co z myśleniem? Mój najstarszy znany mi przodek, Roch Derecki, zmarł w wieku 80 lat w XVIII wieku. Był owczarzem i nauczycielem. Jak Boga kocham – też był nauczycielem. Rodzinna skaza. Jego wnuk Jan Derecki został ranny w obie nogi w bitwie o Olszynkę Grochowską. Ignac Derecki odsłużył 15 lat w wojsku ruskim, do którego wcielono go pod przymusem. Dlatego oddział powstańców styczniowych chciał, aby został ich dowódcą. Za odmowę i sugestię, aby dzieciaki poszły do domu – został wybatożony. Ale później ukrywał tych chłopaczków, gdy ich oddział został rozbity. Po prostu polskie drogi. Kulawy Szczepan Derecki służył w legionach i nigdy nie wyleczył odniesionych wówczas ran. Ojciec i wujowie służyli w Armii Krajowej. To jest moje dziedzictwo i ono mnie ukształtowało.
A co ukształtowało tych Ukraińców z Nova Post? Jaki mają emocjonalny stosunek, oparty na tradycji rodzinnej, do Kościuszki, Armii Krajowej, Powstania Warszawskiego, powstań narodowych i pomordowanych na Wołyniu? Co poczują, gdy usłyszą „Żeby Polska była Polską”? A może ich dziadkowie byli bohaterami Ukraińskiej Powstańczej Armii? Jak więc oni rozumieją Ojczyznę? Gdzie mają Ojczyznę?
Niektórzy twierdzą, że historia nie ma już znaczenia i nie powinniśmy jej się nawet uczyć. Ja w to nie wierzę. Nie w tym sensie, że trzeba się jej uczyć, gdyż wcale nie trzeba – bo ona w nas tkwi, czy tego chcemy, czy nie. I w Ukraińcach też. Oni mają swoją historię, a my swoją. Aby ją z nas wyplenić – nie wystarczy nie uczyć, ale trzeba nam zrobić pranie mózgu. Niektórzy próbują to robić w imię budowania polsko-ukraińskiej wspólnoty. Dla dobra Polski oczywiście. Ale ja im pokazuję środkowy palec. Nie ze mną takie numery, Bruner.
Zostaw komentarz