Dzisiaj wchodzi w życie Pakt Migracyjny, pod którym podpisał się również polski rząd z Tuskiem na czele. I właśnie dlatego warto spojrzeć na to, co dzieje się dziś w Belfaście. Nie po to, by siać strach. Po to, by zrozumieć, do czego prowadzi polityka multikulti
Belfast płonie. Na ulicach wybuchły zamieszki, płoną samochody i domy.

Oczywiście, nikt rozsądny nie będzie usprawiedliwiał przemocy. Ale równie nierozsądne jest udawanie, że wszystko zaczęło się od pierwszej rzuconej cegły.
Iskrą był brutalny atak nożownika. Hadi Alodid, trzydziestoletni uchodźca z Sudanu, został oskarżony o usiłowanie zabójstwa Stephena Ogilviego. Według ustaleń sądu ofiara straciła lewe oko, a nagrania, które obiegły internet, pokazują ciosy zadawane w okolice głowy i szyi człowieka leżącego już na ziemi. Wielu świadków uważa, że gdyby nie interwencja przypadkowych przechodniów, mogło dojść do dekapitacji. Już próbował odciąć mu głowę.To właśnie takie obrazy zostają ludziom w pamięci. Nie konferencje prasowe. Nie polityczne, klamliwe komunikaty. Tylko człowiek walczący o życie na ulicy.

Kilka dni wcześniej Wielką Brytanią wstrząsnęła sprawa Henry’ego Nowaka. Młody człowiek, polskiego pochodzenia ugodzony nożem przez imigranta błagał o pomoc, powtarzając: „Nie mogę oddychać”. Mimo odniesionych obrażeń został skuty kajdankami przez policję. Nagranie tej interwencji wywołało ogromne oburzenie społeczne i stało się symbolem państwa, które czasem bardziej boi się oskarżeń o uprzedzenia rasowe niż popełnienia tragicznego błędu.
Ktoś powie: to Wielka Brytania, nie Polska.

Naprawdę?

W Toruniu młoda Polka została brutalnie napadnięta, zgwałcona a Kolumbijczyk dodatkowo wydłubał jej nożem oczy.Sprawa poruszyła cały kraj. Coraz częściej słyszymy o przestępstwach, które jeszcze niedawno wydawały się problemem odległych państw Europy Zachodniej. w Polsce był spokój .Coraz częściej słyszymy też, że nie wolno o tym mówić, bo ktoś poczuje się urażony. Takie lewackie bredzenie.

Bezpieczeństwo własnych obywateli jest podstawowym obowiązkiem każdego państwa.

Największym problemem Europy nie jest dziś sama migracja. Europa przyjmowała przybyszów od dziesięcioleci. Problemem jest utrata nad nią kontroli i próba przekonania obywateli, że nie mają prawa zadawać pytań. Że mają milczeć. Że mają ignorować własne obawy. Że wszystko jest pod kontrolą, nawet gdy rzeczywistość pokazuje coś zupełnie innego.

Historia uczy, że gdy politycy przez lata lekceważą społeczne niepokoje, w końcu pojawia się gniew. A gniew bardzo rzadko jest dobrym doradcą.

Dlatego Belfast nie powinien być dla nas powodem do satysfakcji ani do politycznych przepychanek. Powinien być ostrzeżeniem dla tej nieodpowiedzialnej ekipy. Bo gdy władza przestaje słuchać ludzi, a ludzie przestają ufać władzy, wtedy zaczynają płonąć nie tylko budynki. A rozsądek podpowiada, by nie czekać, aż płomienie staną się jedynym językiem, który zostanie usłyszany.