Pamięta krzyk, płomień i strach i śmierć . Pamięta noc, w której sąsiedzi stali się wrogami. Ale Wołyń pamięta także tych którzy– nieśli chleb zamiast noża. I właśnie na tych krwawych wydarzeniach wyrasta historia Babci Szury.
Ołeksandra Wasiejko urodziła się w 1946 roku, już po wojnie. Nie widziała rzezi, nie słyszała strzałów, nie uciekała nocą przez pola. A jednak dorastała wśród opowieści, które paliły jak ogień. Jej dzieciństwo było inne. Ojciec przekazał jej prawdę o tym co się tam wydarzyło.
Jej tata był zwykłym ukraińskim gospodarzem. Takim, który znał swoich polskich sąsiadów po imieniu. Przed wojną razem pracowali, razem świętowali, razem dzielili smutki i radości. Kiedy przyszła fala nienawiści, on nie poszedł za nią. W czasie, gdy jedni zabijali, inni odwracali wzrok – on pomagał. Niósł jedzenie Polakom ukrywającym się w lesie, wiedząc, że za taki gest grozi śmierć. Nie wszystkich udało się uratować.
Gdy tych, którym pomagał, zamordowano, pochował ich własnymi rękami w lesie. Spoczęli tam gdzie ich zamęczono. Na drzewach wyciął krzyże. A potem zaprowadził tam swoją małą córkę. Pokazał jej miejsca, które nie miały prawa zniknąć.
– Zapamiętaj – powiedział. – Przyjdą tu kiedyś po nich. Będą ich szukać. Ty im pokażesz, gdzie leżą.
Szura dorastała. Granice się zmieniły, ludzie wyjechali, po domach nie pozostał ślad . Ale ona pamiętała. Przez całe życie wracała do lasu, sprzątała zapomniane mogiły, poprawiala krzyże, szeptała modlitwy, paliła znicze.
Kiedy po wielu latach zaczęli przyjeżdżać Polacy. Szura wiedziała, że nadszedł czas. Brała laskę i prowadziła ich ścieżkami, które znała od dziecka. Pokazywała miejsca, gdzie ziemia przyjęła ich na zawsze.. Nikomu nic nie tłumaczyła nie usprawiedliwiała nikogo, ani nikogo nie oskarżała. Jej życie stało się dowodem na to, o czym tak często zapomina historia :
że nie wszyscy Ukraińcy byli zbrodniarzami,
że w samym środku nienawiści byli ludzie, którzy ratowali i pomagali.
W 2019 roku Babcia Szura została uhonorowana medalem „Virtus et Fraternitas” – odznaczeniem przyznawanym tym, którzy w najtrudniejszych czasach stanęli po stronie dobra i braterstwa. Przyjęła go skromnie, jakby nie rozumiała, dlaczego ktoś nazywa ją bohaterką.
– Ja tylko dotrzymałam słowa – mówiła.
Jej historia przypomina że nawet w morzu nienawiści można pozostać człowiekiem.
Nie wszyscy dziś chcą pamiętać.
Wielu odwraca wzrok, bagatelizuje. Inni piszą obraźliwe komentarze, szydzą z bólu, mówią językiem pogardy.
A jednak — pośród tego hałasu i obojętności — stoi ukraińska staruszka, pochylona nad zapomnianą mogiłą. Prosta kobieta która nie prowadzi wojen w komentarzach. A potrafi zapalić znicz.
I to światło mówi więcej niż tysiąc słów. Mówi, że pamięć nie potrzebuje nienawiści. Że nawet tam, gdzie zło miało twarz sąsiada, znalazł się ktoś, kto potrafił pozostać człowiekiem.
A dopóki gdzieś na Wołyniu pali się choć jeden znicz , Polscy męczennicy nie są sami. Dla wielu z nich bowiem Boże Narodzenie nie było czasem kolęd i opłatka, lecz nocą krzyku, ognia i śmierci. Święta, które miały przynieść pokój, stały się krwawymi świętami — przerwanymi modlitwami, niedokończonymi wieczerzami, domami które płonęły jak pochodnie.
I właśnie dlatego pamięć jest dziś obowiązkiem. Nie po to, by nienawidzić, lecz by nie zdradzić tych, którzy zginęli tylko dlatego, że byli Polakami. Patriotyzm bowiem nie rodzi się z krzyku ani z pogardy. Rodzi się z ciszy nad mogiłą, z płomienia znicza, który mówi: pamiętamy.

Autor: Jędruś Ciupaga
Zostaw komentarz