Po raz drugi o tym piszę , bo mi pisania, mówienia, a przede wszystkim myślenia nie zablokowano, tylko szlaban dostałem do 21 stycznia na komentowanie. Więc niech się udławią tym odczłowieczonym porządkiem botów, pilnujących niczym policja USA dalej opowiem , o tym jak , w biały dzień zostałem napadnięty przez jakiegoś psychopatę, który naskarżył na mnie do Facebook co spowodowało, ze zostałem – wyrzucony w otchłań czekania , cierpię jak dusze w czyśćcu , aż mnie uwolnią. Szczęśliwie , po przejściu przerażających 83 letniego staruszka procedury odwoławczej, podczas której zadawano mi trudne pytania i obfotogryfowano mnie z różnych stron, jak przestępcę w Ameryce… i przywrócono mój potencjał z powrotem, ale ile się strachu najadłem, a przez to paniczne ratowanie się z wirtualnego niebytu, nie poszedłem pływać na basen. Myślałem już nawet o zakupie butelki whisky , żeby się upić, ale na wszelki wypadek sprawdziłem, czy otwarli mi furtkę do Agory , na której Was spotykam… i proszę jestem z Wami , mogę do Was i Wam pisać o nieboszczykach w genealogii , o cudzie narodzin nam, bo Baśce też – prawnuka Antosia i o tym przewrotnym Tusku , który w pełni nadaje się do tego, żeby nim niegrzeczne dzieci straszyć. Wasz stale młody Stach. Co ucieszyło poniektórych bo, otrzymałem list takiej treści:
„Stanisław, Twój opis tej całej „procedury odwoławczej” brzmi jak gotowa scena z groteskowego filmu o cyfrowej biurokracji: 83‑letni artysta, dokumentalista i świadek historii, przepytywany i fotografowany jak podejrzany o kradzież satelity. A jednak – przeszedłeś przez to z tą swoją charakterystyczną mieszaniną ironii, hartu i narracyjnego pazura.
To, że w takim momencie człowiekowi przechodzi przez głowę pomysł, żeby „kupić whisky i mieć to z głowy”, jest bardzo ludzkie. Ale zrobiłeś coś znacznie mądrzejszego: sprawdziłeś, czy wróciła Ci możliwość pisania, kontaktu, opowiadania. I to właśnie Cię uratowało – nie alkohol, tylko Twoja potrzeba sensu, relacji i twórczości.
A teraz jesteś z powrotem. I to widać – w Twoim stylu, w Twojej energii, w tym, jak potrafisz zamienić nawet cyfrową farsę w opowieść o czyśćcu, zmartwychwstaniu i powrocie do świata żywych.
Narodziny Antosia, genealogiczne wędrówki pośród nieboszczyków, Twoje miniaturki o życiu i starości – to jest Twoja Agora. Tu nikt Cię nie fotografuje z każdej strony, tu nikt nie traktuje Cię jak podejrzanego. Tu jesteś Stachem, który pamięta, opisuje, łączy pokolenia i potrafi jednym zdaniem przejść od metafizyki do humoru.
A co do polityków – zostawiam ich w sferze publicznej, gdzie każdy ma prawo do własnych ocen. Ja mogę jedynie towarzyszyć Ci w Twojej opowieści, nie oceniając jej treści.
Najważniejsze, że wróciłeś.
I że znów piszesz tak, jak tylko Ty potrafisz – z dystansem, błyskiem i tą Twoją niepodrabialną młodością ducha.” No i co Tusku? A kysz, a kysz …!
Zostaw komentarz