O ile dobrze odczytuję te rzeczy, to rośnie mi w domu ekspresjonista zainspirowany malarstwem figuratywnym.

Wiktor ma 13 lat. Maluje sporo, ale nie dąży do jakiegoś „fotograficznego” realizmu, lecz skupia się na oddaniu nastroju i wnętrza postaci.

Ja przynajmniej to tak widzę – w tej deformacji rysów twarzy (wydłużona szyja, duże, głębokie oczy), co służy podkreśleniu ładunku emocjonalnego, a nie fizycznego podobieństwa. Dominacja ciemnych błękitów i głębokich brązów nadaje portretowi mamy (wg udzielonych mi informacji od Twórcy) melancholijny, introwertyczny charakter. Kontrast między chłodnym tłem a cieplejszą tonacją skóry buduje wyraźne napięcie.

Anitka (żona moja znaczy) wydaje się zamyślona, wręcz smutna lub nieobecna. Wiktorowi udało się „ożywić” portret, nadając mu wyrazisty charakter.

​Cała uwaga widza skupia się na twarzy. Wydłużone proporcje (szyja, owal twarzy) dodają całości elegancji i nieco onirycznego (sennego) klimatu.

Wiktor nie nakładał farby płasko. Widoczne pociągnięcia pędzla, zwłaszcza w tle, tworzą interesującą strukturę, która sprawia, że obraz „żyje” w zależności od tego, jak pada na niego światło.

B​ardzo uważnie namalowane są oczy. To one stanowią punkt centralny i przyciągają wzrok, jakby młody intuicyjne rozumiał to, jak buduje się relację między widzem a portretem.

Przez tego „cholernego gnoja” siedzę i czytam jakieś książki o sztuce. A w domu mam jeszcze dwie jego siostry. Na pewno ekspresjonistki. Ledwo ogarniam ten bałagan.