Odwiedzając bieszczadzkie nekropolie, często można natknąć się na mogiły z krótkimi inskrypcjami mówiącymi o zbrodniach UPA dokonanych na tych terenach. To jednak jedynie ułamek tragedii, jaka rozegrała się w Bieszczadach podczas wojny i w pierwszych latach powojennych. Za kilkoma wyrytymi słowami kryją się ludzkie dramaty, cierpienie całych rodzin i śmierć zadawana w niewyobrażalnym okrucieństwie. Na cmentarzu w Cisnej znajduje się rodzinny grób Halików. Krótki napis — a umierali długo. Jednym z najbardziej przejmujących świadectw tamtych wydarzeń jest relacja Ireny Antoniszek z domu Halik, spisana 24 września 1965 roku.

IPN Rz 00377/4 t. 26, k. 71–73
Cisna, 24.09.1965 r.
Oświadczenie.
Antoniszek Irena z d. Halik, ur. 23.08.1914 r. Michałkowice, Śląsk Cieszyński, narodowości polskiej, pochodzenie społeczne robotnicze, wykształcenie 6 klas szkoły podstawowej, zawód bez zawodu, członek KG, karana nie była, obecnie zamieszkała w Cisnej 35.
Niniejszym oświadczam, że w dniu 19.09.1944 roku do miejscowości Cisna nadeszła bardzo duża ilość członków bandy UPA od strony Łupkowa i Woli Michowej, przychodząc na nasze podwórze w ilości trzech w niemieckich [mundurach] pytali gdzie jest mój brat. Ojciec odpowiedział, że nie wie, jeden z banderowców powiedział, o ile nie wiesz, gdzie masz syna, to pójdziesz ty z nami. Mamusia widząc to zamieszanie wyszła na pole, banderowcy podchodząc do niej ponownie zapytali o jej syna a mojego brata Mieczysława, mamusia odpowiadając również, że nie wie, banderowcy zabrali i ją.
Po pewnym czasie gdy brat Mieczysław Halik wstąpił do MO, ustalił miejsce pochowania mych rodziców po zamordowaniu. Gdy poszliśmy na miejsce do Strubowisk, po odgrzebaniu ich stwierdziliśmy, że ojciec Franciszek Halik był przed zamordowaniem w niesamowity sposób maltretowany, a to miał z obydwóch rąk pościąganą skórę aż do palców i tak wisiała, z głowy skóra również ściągnięta i pozostawiona na jednej stronie, uszy poobcinane i język obcięty oraz ściągnięta skóra z nóg, szczęki porozbijane.
Jeśli chodzi o zamordowanie mamusi Karoliny Halik, to była ona przed zamordowaniem poddana torturom, pościągano jej również skórę z obydwóch rąk i nóg, poobcinano obydwie piersi i trzy bagnety otrzymała w brzuch i piersi, gdyż pozostały po nich dziury.
Jest mi również wiadomo, że w podobny sposób zostali zamordowani w Smolniku nad Sanem Praizner z synem, to jest ojciec obecnego funkcjonariusza MO w powiatu Ustrzyki Dolne. Gęsior Józef ze Smolnika, Polańska Anastazja wraz z pięcioma osobami ze swej rodziny. Marszałek Anna wszyscy zamieszkiwali w Smolniku, oraz jej czworo członków rodziny. Rodzina Gregów z Wetliny, matka z córką. W Smereku rodzina Czarneckich w ilości pięciu osób, w/w zostali powieszeni na drzewach na kolącym [kolczastym] drucie. Musielski Jan ze synem były strażnik graniczny z Przysłupia. Sokiry Grzegorza żona z trojgiem dzieci. Czerniewski Cezary z Cisnej.
Z całej ilości członków bandy rozpoznałam dwóch byłych „Siczowczyków” z Cisnej, którzy później wstąpili do bandy i przechodzili wraz z bandą przez Cisnę tj. Penhrin, ps. „Steć”, drugi prawdopodobnie nie żyje. Więcej członków bandy nie rozpoznałam, jak też nie wiem po nazwisku kto zabrał moich rodziców i kto ich zamordował.
Jako zgodne z prawdą podpisuję.
Na tym samym oświadczeniu składa podpis mąż Antoniszek Ireny, Szymon, również jak świadek.
(-) (-) dwa podpisy. Zacznij pięknym wstępem i zakończ pięknie grób ludzi znajduje się w Cisnej

Bieszczady są piękne ale to tu kryje się historia bólu i męczeństwa ludzi. Pamięć o ofiarach nie jest wyrazem wrogości. Jest wyrazem szacunku dla tych, którzy w większości nie doczekali się swoich mogił. A takich historii jak ta są tysiące…

Autor: Jędruś Ciupaga