Panie premierze, pani ministro, potrzebny nam jest atom. I to szybko!
– Dotarło?
Może z miliardów SAFE rząd wygospodaruje drobiażdżek na reaktory SMR? Bo bez stabilnych dostaw prądu z faraonicznymi inwestycjami zbrojeniowymi będzie kłopot.
►Ilustracją tego był chaos w Niemczech, o czym tak pisał w Interii Andrzej Krajewski:
„”Jeśli chcecie zrobić coś dobrego dla bezpieczeństwa dostaw i transformacji energetycznej oraz budżetu federalnego, to wyłączcie jutro swoją instalację fotowoltaiczną” – apelował do Niemców wieczorem 1 maja w mediach prof. Lion Hirth.
Piękna pogoda sprawiła, że produkcja energii elektrycznej z elektrowni fotowoltaicznych i wiatrowych przekroczyła 60 gigawatów (GW) a zapotrzebowanie spadło do 40 GW.
Wtedy rośnie napięcie, rozgrzewają się przewody, przepalają transformatory, a automatyczne zabezpieczenia „odcinają” od niej kolejne elektrownie. Gdyby się spóźnić z reakcją, nastąpiłoby wielkie „bum”, zwane blackoutem i na wiele godzin cały kraj zostałby pozbawiony prądu. Jak niedawno w Hiszpanii.
W Niemczech regionalni operatorzy sieci energetycznej odłączali co tylko się dało ratując system przed rekordowym nadmiarem mocy, jakiego nie odnotowano nigdy wcześniej. Acz okazało się, że nie posiadają technicznej możliwości odcięcia od sieci 5 milionów domowych instalacji fotowoltaicznych masowo zakładanych przez Niemców na dachach domów i balkonach.
Pozostały tylko dramatyczne apele o odłączenie paneli i zajęcie się w słoneczny weekend odkurzaniem, prasowaniem, zmywaniem w zmywarkach, ładowaniem telefonów i samochodów elektrycznych, podkręceniem na ma maksa klimatyzacji…
„Niemcy produkują za dużo prądu w słoneczne dni. Prowadzi to do absurdalnej sytuacji, w której dostawcy energii płacą klientom za odbiór nadwyżek. Kosztuje to nas, podatników, miliardy euro” – tłumaczył 7 maja Michael Westerhoff.
Przed godziną 13 cena za kilowat energii osiągnęła rekordową wartość MINUS (!!!) 49,9 eurocentów. Oznacza to, że ktoś, kto chciał sprzedać kilowat prądu, musiał taką kwotę zapłacić temu, który chciał go nabyć. Na tym koszty wcale się nie skończyły.
Gdy operatorzy odłączali od sieci, co tylko się dało, koncerny energetyczne robiły wszystko, by nie odłączono elektrowni węglowych. Bo wstrzymanie pracy i ponowny rozruch jest tak drogi, iż ich właścicielom bardziej opłaca się dokładać do ujemnych cen energii. Ale skoro elektrownie węglowe dalej dostarczały prąd to ujemne ceny stawały się jeszcze bardziej ujemne.
Teoretycznie najtaniej wychodzi odłączanie OZE. Ale to tylko teoria. Bo inwestorom w tym sektorze rząd udzielił pakietu gwarancji, że na tym nie stracą. Oni nie muszą się troszczyć o ceny na giełdzie energii, bo mają długoterminowe kontrakty gwarantujące ceny minimalne za dostarczony prąd.
Rząd musi zwrócić część „utraconych przychodów”. Zwykle to 95 proc. Czyli choć operatorom sieci udało się pozbyć się z niej 20 GW niechcianej mocy i tak państwo niemieckie musi za nią właścicielom farm wiatrowych i instalacji fotowoltaicznych zapłacić.
W tym miejscu „koszty systemowe” nadal się nie kończą.
Operatorzy sieci robili, co mogli, żeby wypchnąć nadmiar mocy za granicę do: Francji, Czech, Polski, Holandii i Danii, PŁACĄC (!) sąsiadom za to, że biorą niemiecki prąd. Teraz operatorzy wystawią rachunek producentom i rządowi. Ci przerzucą go na obywateli, którym nie chciało się: sprzątać, prać i zmywać w Święto Pracy.
► Chcąc redukować koszty systemowe minister Katherina Reiche proponuje cięcie gwarancji rządowych oraz benefitów. Ale Zieloni oskarżają ją, że chce sabotować transformację energetyczną a SPD, że z jej winy Niemcy nie zrealizują celów polityki klimatycznej.”
Post scriptum
► Byłam gorącą zwolenniczką OZE, zanim to było modne. I dalej jestem! To nie OZE tworzy problemy, tylko ‘przemocowy’, kosztowny i do cna zakłamany model wprowadzania OZE w Unii.
Dlaczego tak? Po co? I kto na tym zarabia? Oto są pytania!
Autor: Liliana Sonik
Urodzona 30 sierpnia 1954 r. w Krakowie – polska filolog, wychowanka DA Beczka, po śmierci Stanisława Pyjasa założycielka Studenckiego Komitetu Solidarności, publicystka, dziennikarka, opublikowała w „Tygodniku Powszechnym”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Polskim”, „Głosie Wielkopolskim”, „Gazecie Wyborczej”, „Znaku”. Pracowała w Radio France Internationale i TVP.
Zostaw komentarz