Jestem niepoprawnym optymistą. Sądziłem, że tym razem politycy staną ponad podziałami i nie będą się kłócić w sprawie zasług w uwolnieniu Poczobuta. Po raz kolejny, myliłem się.
Nawet w takiej sprawie jak uwolnienie dziennikarza z rąk łukaszenkowskich opryczników, polscy politycy zachowują się jak banda przekupek na targu licytujących się na zasługi.
Niestety, dołączyły do nich dwa główne, telewizyjne programy informacyjne.
Rozumiem, że ten sukces przypadł, niejako w darze, aktualnej rządzącej koalicji, ale to nie powód by wyzłośliwiać się na opozycję czyli PiS.
Z kolei, PiS niepotrzebnie atakował Tuska, za rzekome zaniechania w tej sprawie.
Uwolnienie więźnia politycznego z rąk opresyjnego reżimu, to nie jest krótki ani łatwy proces.
Bywało też, w innych przypadkach, że trwał on latami, jak to było z żołnierzami amerykańskimi przebywającymi w niewoli wietnamskiej.
Łukaszenka zaś, traktuje więźniów politycznych jak atut, w rozgrywce z Zachodem, głównie z USA.
Chodzi mu zawsze o rozluźnienie sankcji na białoruską gospodarkę, która ledwo zipie pod ich ciężarem.
To „arcymistrz” kłamstw i pokrętnej logiki, której często nie rozumiemy.
Poznałem go osobiście, w Wiskulach, na nieformalnym spotkaniu z Aleksandrem Kwaśniewskim, któremu wtedy towarzyszyłem jako rzecznik prasowy.
Otwarcie, zgadzał z na spotkanie prezydenta RP z białoruską opozycją.
Po cichu, wydał polecenie KGB by maksymalnie je utrudniać.
To, że do niego doszło, Kwaśniewski zawdzięczał wyłącznie swemu uporowi.
Jest mi wstyd za tych politykierów, od lewa do prawa, że na uwolnieniu Poczobuta zbijali kapitał polityczny, zamiast po prostu stwierdzić, że to sukces Polski i jej sojuszników.
Przede wszystkim USA, które zniosły embargo na potas.
Niestety, ze świecą szukać wśród nich państwowca myślącego kategoriami państwa jako całości.
Ponad politycznymi kłótniami.
Zostaw komentarz