Muszę się przyznać, że wierzę w teorie spiskowe. To nie jest moja wina, ale historii. Większa część historii jest efektem spisków.
A teraz pojawił się hantawirus. Na razie to jeszcze nic, spokojnie, ale przecież wszyscy od czasów koronawirusa podświadomie czekamy na nowego wirusa. Bo mamy taką sekwencję zdarzeń: pandemia, wojna, wojna… więc teraz znowu pandemia. A do tego należy pamiętać, że każda z tych katastrof przebiegała w powtarzalnych cyklach: zaczynało się od niepokoju, który zmieniał się w panikę, która po pewnym czasie wywoływała znużenie, które następnie przekształcało się w zwątpienie, z którego wyłaniał się wstyd, że tak się daliśmy nabrać. Zanim jednak wstyd przerodził się w gorycz — mamy nową katastrofę. I cykl zaczyna się od nowa.
Tak jakby powstało jakieś straszliwe perpetuum mobile. Przez wiele lat nie było żadnych wielkich katastrof — ani wojen, ani pandemii — ale jak się zaczęły, to teraz będą już lecieć ciurkiem. Sorry, ale ja nie wierzę w takie przypadki.
Bardziej jestem w stanie zawierzyć Naomi Klein, chociaż to lewaczka, która w książce Doktryna szoku wymyśliła bardzo przekonującą teorię spiskową. Otóż jej zdaniem kompleks humanitarno-katastroficzny zastąpił obecnie kompleks militarno-przemysłowy.
Przed kompleksem militarno-przemysłowym ostrzegał amerykański prezydent Dwight D. Eisenhower, który twierdził, że dla powiększenia własnych zysków popycha on świat do wojny. To nie był lewak, ale jeden z najwybitniejszych amerykańskich prezydentów prawicowych. Bardzo jestem ciekaw, dlaczego dzisiaj już wszyscy zapomnieli o jego słowach. Teraz przede wszystkim powinniśmy o nich myśleć. No chyba, że kompleks militarno-przemysłowy już nie dąży do powiększenia swoich zysków, ale walczy o pokój.
Natomiast Naomi Klein twierdzi, że przeobraził się on w kompleks humanitarno-katastroficzny i działa na jeszcze większą skalę. Jej zdaniem ten kompleks popycha świat w stronę katastrof humanitarnych, aby następnie pomnażać swoje zyski, ratując świat przed katastrofą. Bo prawdziwą katastrofą jest dla niego sytuacja, gdy nie ma katastrof.
Ale katastrofy humanitarne mają jeszcze inną wartość. Wywołują szok, który powoduje, że ludzie zgodzą się na to, na co normalnie nigdy by się nie zgodzili. Na przykład po wybuchu wojny na Ukrainie nasze społeczeństwo zgodziło się na przyjęcie milionów uchodźców ze wschodu.
Był to już czas, gdy zdawano sobie sprawę ze skutków masowej imigracji w Ameryce i Europie Zachodniej. Dlatego w naszym regionie narastał opór przed powtórzeniem tego błędu. Ale wybuchła wojna i w jednej chwili ten opór został przełamany, a granice zostały szeroko otwarte.
Oczywiście dorobiono do tego ideologię, że Ukraińcy są nam bliscy cywilizacyjnie. To twierdzenie jest jednak bardzo dyskusyjne. Od 966 roku my należymy do cywilizacji zachodniej, a oni do wschodniej. My walczyliśmy o wolną Polskę, a oni o Wielką Ukrainę.
Dlatego ja wierzę w nowego wirusa. To nic, że mamy tylko niewielkie ognisko na jednym promie. Media już jednak roznoszą hantawirusa po świecie niczym gryzonie w średniowieczu roznosiły po Europie „czarną śmierć”. Dla mnie w ogóle nie jest istotne pytanie, czy istnieją medyczne podstawy, aby hantawirus wywołał pandemię.
Właściwe pytanie jest inne: czy już nadszedł czas, aby wywołać nową pandemię. Czy wojny w Iranie i na Ukrainie na tyle spowszedniały, aby wywołać nową katastrofę. Bo kompleks humanitarno-katastroficzny potrzebuje żreć.
Zostaw komentarz