„Oddajmy głos narodowi”
„Więcej demokracji bezpośredniej”
„Ludzie wiedzą lepiej niż politycy”
„Ruszamy w ogólnopolską trasę żeby słuchać Polaków”

– tak brzmią modne hasła, slogany i propozycje kampanii politycznych, medialnych, wizerunkowych. To się klika, to się sprzedaje, takie rzeczy znajdują posłuch. Wyborcy, widzowie, odbiorcy lubią słuchać na swój temat takich rzeczy. Tak trzeba mówić żeby zdobywać poparcie. Trudno.

Niemniej prawda jest zupełnie przeciwna; gdyby w zarządzaniu państwem na serio słuchać „tego co ludzie chcą” i według tego podejmować decyzje… to mielibyśmy natychmiastową katastrofę państwa, gospodarki, społeczeństwa.

Otóż przygniatająca większość ludzi, i to niezależnie od wieku, wykształcenia i miejsca zamieszkania, nie ma pojęcia o złożoności państwa, prawa, gospodarki, procesów społecznych itd. Ludzie wcale nie wiedzą lepiej. Większość ludzi mało co wie a jeszcze mniej rozumie. Nastroje społeczne nie są oparte na tym co ludzie naprawdę rozumieją a na tym co im się wydaje lub ewentualnie czego by chcieli.

Możemy to ocenić nie tylko na podstawie ilości bzdur, uproszczeń i mitów jakie ludzie wypisują w komentarzach w sieci na dowolny temat. Niektóre badania opinii publicznej, na przykład w sprawach, które nie są na osi sporu ideologicznego, potwierdzają, że gdyby „oddać władzę ludowi”, to można od razu gasić światło i ogłaszać koniec Polski. I to nawet w sprawach prostych, takich, które nietrudno wytłumaczyć.

Spójrzmy na poniższe wyniki sondażu ws. wieku emerytalnego. 9% odpowiadających wykazało w miarę zdrowy rozsądek, 91% popisało się mniejszym lub większym poziomem szaleństwa. Katastrofa demograficzna jest przecież ogólnie znanym faktem, idzie przez nasze społeczeństwo, gospodarkę i państwo jak tsunami. Najgorszą, najbardziej długofalowo niszczącą dla narodu decyzją podjętą przez ostatnie 20 lat w Sejmie RP było cofnięcie platformerskiej reformy emerytalnej przez PiS.

Mało kto pamięta, że obniżony wiek emerytalny dla kobiet wynika z jednego, konkretnego czynnika – z dzietności. Kobiety rodzą i poświęcają więcej czasu dzieciom niż mężczyźni (również jako babcie) w zamian za co państwo dało im „taryfę ulgową” w postaci wcześniejszej emerytury. Tak, ale ta umowa powinna obowiązywać pod warunkiem, że rzeczywiście rodzą – tzn. zapewniają przynajmniej prostą zastępowalność pokoleń na średnim poziomie około 2.2 dziecka na kobietę.

Z tego punktu widzenia ostatnimi rocznikami kobiet, które „zasłużyły” na obniżony wiek emerytalny były roczniki 1959/1960. Wszystkie roczniki urodzone później już nam prostej zastępowalności nie przyniosły a dziś współczynnik spadł do dramatycznych 1.2-1.1 dziecka na kobietę.

Mimo tego aż 91% Polaków chciałoby albo kontynuacji szaleństwa i niesprawiedliwości jakim jest nierówny wiek emerytalny albo jeszcze większego szaleństwa w postaci obniżania wieku emerytalnego przy rosnącej średniej długości życia i rosnącym odsetku emerytów wobec reszty społeczeństwa…

Jak wobec takich faktów zaradzić powszechnej głupocie? Poprzez masową edukację społeczną? Szczerze wątpię w jej powodzenie. Myślenie większości ludzi formatują dziś algorytmy baniek internetowych, w których sobie tkwią. Żyją w złudzeniu, że zaklęcia, jakie powtarzają im medialni szamani, umiejętnie sterujący emocjami, „odkrywają prawdę”, „wyjaśniają złych ludzi”, „włączają myślenie” itd. Podczas gdy w istocie głównie nakręcają i karmią ich emocjonalne karuzele.

Nadziei nie upatruję więc w ludzie, a w znienawidzonych przez lud elitach. Budowa, formatowanie tych elit, postacie liderów łączących znajomość rzeczy z siłą i zdolnością do podejmowania decyzji – w tym tkwi przyszłość Polski. Te elity muszą mieć wsparcie owej małej części „ludu”, która jest w stanie w miarę ogarnąć rzeczywistość.

Mamy takich ludzi w w Polsce w porywach 9%, ale, na koniec napiszę, na pocieszenie, że w liczbach bezwzględnych to wychodzi już całkiem sporo. Wystarczająco żeby zarządzać państwem i nie pchać go do katastrofy.

Autor: Robert Winnicki
Polski polityk, w latach 2009–2013 prezes Młodzieży Wszechpolskiej, jeden z twórców oraz pierwszy prezes Ruchu Narodowego, poseł na Sejm RP VIII i IX kadencji.