Mówi się dziś, że ludzi na świecie jest za dużo. Że Ziemia jest przeludniona, że człowiek nie ma już gdzie żyć. Tymczasem liczby pokazują coś, co dla wielu będzie szokujące.
Na świecie żyje około 8 miliardów ludzi. Przyjmuje się, że człowiek stojący w bardzo dużym tłoku zajmuje około 0,25 metra kwadratowego powierzchni. To mniej więcej miejsce „ramię w ramię”, jak podczas wielkiego koncertu czy pielgrzymki. Proste wyliczenie wygląda więc tak:
8 000 000 000 × 0,25 m² = 2 000 000 000 m².
Po przeliczeniu daje to około 2000 km² powierzchni. Nawet jeśli dodamy więcej przestrzeni, przejścia i trochę luzu, dalej mówimy o obszarze niewielkiego regionu.
Dla porównania województwo opolskie, najmniejsze województwo w Polsce, ma około 9400 km² powierzchni. A więc cała ludzkość mogłaby zmieścić się na obszarze kilka razy mniejszym niż Opolszczyzna.
I teraz spróbuj to sobie wyobrazić.
Wszyscy ludzie świata, całe 8 miliardów, stoją właśnie tam, na terenie jednego małego polskiego województwa. Tłum niewyobrażalny. Morze ludzi. A jednocześnie w tej samej chwili cała Afryka, Ameryka Północna, Ameryka Południowa, Azja, Australia i reszta Europy pozostają całkowicie puste. Nie ma tam ani jednego człowieka.
Nagle okazuje się, że problem świata wygląda zupełnie inaczej, niż często słyszymy. To nie brak miejsca jest największym problemem. Problemem jest sposób organizacji życia, koncentracja ludzi w ogromnych miastach i system, który odbiera ludziom poczucie własnej przestrzeni.
Bo człowiek nie potrzebuje pałacu. Najczęściej potrzebuje tylko swojego miejsca. Kawałka ziemi, domu, ogrodu, poczucia bezpieczeństwa. Miejsca, gdzie może powiedzieć: „tu jestem u siebie”.
I wtedy pojawia się pytanie, którego wielu boi się zadać.
Skoro na świecie jest tyle miejsca, to dlaczego człowiek coraz częściej żyje jak królik w klatce? Dlaczego miliony ludzi tłoczą się w małych mieszkaniach, betonowych blokach i osiedlach przypominających kurniki? Dlaczego pracuje całe życie, żeby kupić kilkadziesiąt metrów przestrzeni, choć wokół planety są miliony kilometrów wolnej ziemi?
Może problemem nie jest brak miejsca na Ziemi. Może problemem jest to, kto i na jakich zasadach decyduje o dostępie do tej ziemi? Jeżeli spojrzymy na świat z tej perspektywy, nagle okazuje się, że problemem jest sposób, w jaki to miejsce zostało podzielone. Skoro ludzkość potrafi zmieścić się na obszarze jednego niewielkiego województwa, stojąc ramię w ramię, to trudno uwierzyć, że człowiek rodząc się na tej planecie nie ma prawa choćby do skrawka ziemi, który mógłby nazwać swoim.
Gdyby podzielić powierzchnię lądów na Ziemi po równo między wszystkich ludzi, każdy otrzymałby kilka hektarów przestrzeni. To więcej, niż posiada dziś wielu ludzi przez całe życie. Oczywiście świat nie działa tak prosto, bo są góry, pustynie, miasta i granice, ale sama matematyka pokazuje coś ważnego: na świecie nie brakuje miejsca dla człowieka. Często brakuje sprawiedliwości, rozsądku i odwagi, by inaczej spojrzeć na własność i godność człowieka.
Bo może prawdziwie cywilizowany świat zaczynałby się od prostej zasady: każdy powinien mieć swoje miejsce na ziemi. Choćby niewielkie. Takie, które daje poczucie bezpieczeństwa, zakorzenienia i wolności. Bez tego człowiek całe życie czuje się tylko lokatorem na planecie, na której przecież się urodził.I obiecuję, że jak zostanę prezydentem Krakowa, to każdy mieszkaniec Małopolski dostanie swój kawałek ziemi za darmo, żeby wreszcie mógł powiedzieć: „mam swoje miejsce na tej planecie”. Spokojnie jednak, to tylko satyra, bo w wyborach na prezydenta Krakowa nie startuję i geodeci mogą jeszcze odetchnąć i spać spokojnie.