Od dłuższego czasu facebook podsuwa mi profile co bardziej prominentnych Ukraińców. I jeśli w niektóre z nich się wczytać można dojść do wniosku, że toczone obecnie walki graniczne rosyjsko-ukraińskie to tylko tzw. wojna zastępcza…

 Mieszkaniec Lwowa Jurij Michalczyszyn to przykład typowego neobanderowca, jakich, przynajmniej w Necie, wydaje się być zatrzęsienie. W przeszłości zdążył już wsławić się propozycją odtworzenia… dywizji SS Galizien (po ukraińsku Hałyczyna) tuż przed wyborami prezydenckimi w 2019 r.

Jeszcze wcześniej wieszczył zaś wielką wojnę, jaka czeka Ukrainę.

– Pisałeś o praktycznej nieuchronności wojny między nami a Rosją i Polską. Czy źle interpretuję twoje słowa?

—Poziom dyskursu, jaki osiągnęli polscy politycy, nie pozwala już na poszanowanie suwerenności Ukrainy ani na politykę dobrosąsiedzkiego współżycia. To teraz, szczerze mówiąc, retoryka ekspansjonistyczna.

—I czy uważasz, że zapewnili sobie poparcie Rosji?

To ewidentnie proces w toku. Rozwiązanie sporów rosyjsko-polskich i późniejsze pojednanie są nieuniknione – jestem tego pewien. 

— Ale jak to się mogło stać, powiedz mi?

— Tak jak stało się w XVII wieku. Rozejm w Andruszowie (traktat między Rosją a Rzeczpospolitą Obojga Narodów, kończący wojnę o Ukrainę z lat 1654–1667). „Wieczny pokój” między Rzeczpospolitą a Moskwą, osiągnięty kosztem podziału Ukrainy wzdłuż Dniepru. To jest geopolityka.

—A więc aż do Dniepru? Mieszkam w Kijowie na prawym brzegu — czy to oznacza, że ​​będziemy mieszkać w Polsce? A moi krewni na lewym brzegu — w Rosji?

—Wierzę, że to zagrożenie będzie wisiało nad krajem przez długi czas.

—Czyli mówi pan z przekonaniem o dalszej eskalacji?

—Tak. Eskalacja jest nieunikniona w ciągu najbliższych trzech do pięciu lat — chyba że sytuacja w Ukrainie i wokół niej się zmieni.

—Czy wjadą czołgi? Jak mam interpretować pańskie słowa?

—Obecna polityka Rzeczypospolitej Polskiej w ciągu najbliższych trzech do pięciu lat doprowadzi do zgłoszenia roszczeń terytorialnych wobec Ukrainy — roszczeń popartych agresywnymi prowokacjami i próbą aneksji Zachodniej Ukrainy.

Powyższy wywiad został zamieszczony w książce kijowskiej mediaworkerki Galyi Plachyndy „Zdrada vs. zwycięstwo” (Зрада vs перемога) jeszcze w 2018 roku.

Dzisiaj zaś neobanderowiec Michalczyszyn przypomina ten fragment ku uciesze innych ukraińskich userów. Bo co tam jakaś Rosja…

Niewątpliwym wkładem w przyjaźń polsko-ukraińską a la Zelenśki jest kolejna propozycja zadekowanego na tyłach frontu lwowskiego „patrioty”.

Nie „Tragedia Wołyńska”, ale Powstanie

Wołyńskie.

Udane.

Poniżej zaś możemy przeczytać wpis byłego zastępcy prokuratora generalnego Mykoły Gołomszy.

To bardzo rozsądne; zgadzam się. Jednakże Ukraina nie zdołała skutecznie przeciwstawić się polskiej ofensywie w Parlamencie Europejskim. Warto wręcz uzupełnić Pańskie uwagi o jeszcze jeden aspekt: ​​Polacy biorą w obronę antynarodowy reżim imperialny, który zasłynął z polonizacji Ukraińców oraz z poddania poddaństwu nie tylko Ukraińców, ale i samych Polaków. Swoją brutalnością wobec Ukraińców reżim ten doprowadził do ogromnego rozlewu krwi i licznych ofiar po obu stronach. Ukraińcy nigdy nie byli stroną atakującą; walczyli o swoje prawa przeciwko krwiożerczemu reżimowi, cechującemu się nieludzkim wyzyskiem i całkowitym brakiem poszanowania dla ludzkiej godności.

Sowieckie taktyki polityczne, mające na celu sianie wrogości między Polakami a Ukraińcami, wciąż są w Polsce stosowane. Czas, by Polacy zrzucili te brudne, sowiecko-esbeckie portki. Jednak zaproponowana przez Ciebie narracja musi zostać wdrożona!!!

Co można rzec na powyższe?

Jeden z użytkowników facebooka nie ma złudzeń.

Po pro-banderowskich zachowaniach Zełenśkiego i fali poparcia go przez Ukraińców coraz częściej łapię się na myślach, że w wojnie Rosja-Ukraina być może Polacy – w całej swej dobroci i empatii z napadniętymi – postawili na złego konia. Jednak Ruscy aż tak bestialsko w stosunku do etnicznych Polaków się nie zachowywali. Ale wojna się jeszcze nie zakończyła, może niech trwa jak najdłużej aż dany czas wykorzystamy by przygotować się na ukraińskie kosy i widły, którymi mi pachnie nakręcanie zbrodniczego kultu. Zastanawia mnie rola Białorusinów. Po której są w zasadzie stronie? Jako społeczeństwo nie jako polityka.

I jeszcze jedno, nie wierzę w polsko-ukraińskie pojednanie. Spadkobiercy tradycji UPA to ten rodzaj cywilizacji który nigdy nie odstąpi. Na południowym wschodzie od naszej granicy być może powstaje europejski odpowiednik nowoczesnego agresywnego i bestialskiego państwa Izrael. W pierwszy dzień po odzyskaniu polskiej polityki przez Polaków (po kilku pokoleniach-dodam) powinniśmy na nowo przemyśleć kto jest naszym zapiekłym wrogiem, kto potencjalnym partnerem a kto tylko rywalem.

Możemy za to już dziś bratać się z Hucułami czy z tymi Ukraińcami znad Dniepru czy z Zaporoża którzy nigdy nie ulegli banderowskiej tradycji.

Ale z nimi wszak nie ma o co się pojednywać.

(by Tomek Parol)

Cóż dodać? Od przeszło tygodnia wgłębiam się w podsuwane mi przez algorytm facebooka profile ukraińskie i zamieszczona tam posty.

I coraz bardziej przychylam się do powyższej opinii. Sam zresztą pisałem wiele razy, że homo sovieticus, a na Ukrainie mamy do czynienia już z kolejnym pokoleniem tej swoistej odmiany gatunku homo sapiens, rozumie wyłącznie język siły. Próby dialogu odbiera jako słabość.

Zatem za słowami musi iść nasze zdecydowane działanie. Bo na razie kremlowska jaczejka wsparta m. in przez takie zadekowane z dala od frontu bydlę w rodzaju Michalczyszczyna nic sobie nie robi z naszych cywilizowanych żądań.

Mamy bowiem do czynienia z konfliktem dwóch cywilizacji. Ukraina choćby nie wiem co mówiła o sobie stacza się lawinowo w objęcia turańszczyzny. I to w wydaniu banderowskim, a zatem gorszym zdecydowanie od moskiewskiego.

Polska natomiast od wieków przynależy do cywilizacji łacińskiej.

Dlatego właśnie polskiego posła wysłanego do UPA rozerwano żywcem końmi, zaś zaprzestano mordów dopiero wtedy, gdy AK w odwecie zaczęła mordować ukraińskich chłopów.

Tak zresztą było tam przez wieki. Mentalność niewiele zmieniła się od czasów koliszczyzny.

I dlatego nie będzie żadnego pojednania narodowego.

Bo oni się na nas obrazili za to, że upominamy się o godny pochówek zamordowanych Polaków przez ich ojców i dziadów.

Mamy im pozwolić na czczenie morderców naszych bliskich tylko dlatego, że walczą z Rosją wedle swoich zapewnień w obronie Cywilizowanego Świata. No i przede wszystkim milczeć o zbrodni.

13.07 2026

Ps. Coraz częściej słyszę pytanie, a co po tej dziwnej wojnie, gdy poprzez linię frontu trwają dostawy ruskiego gazu do innych państw europejskich, Ukrainy nie wyłączając? Cóż, będziemy musieli żyć obok kraju całkowicie opanowanego przez lokalne mafie, którego ludność będzie sterowana za pomocą indukowanej przez Kijów nienawiści do Polski i Polaków. A to oznacza, że w krótkiej perspektywie mur wzniesiony na granicy z Gubernią Mińską (d. Białoruś) będzie w szybkim tempie rozbudowany dalej na południe. Ale jeśli zamiana Ukrainy w Banderland będzie trwała nadal wydaje się niemal pewne, że w perspektywie najdalej dekady wszelkie uzgodnienia będą dokonywane z Moskwą. Natomiast co do armii pamiętać należy, że walczą praktycznie tylko najemnicy. Zagrożeni poborem rozpierzchli się po całej Europie, a nawet trafili do Kanady. Widać to zresztą w necie. Najbardziej antypolsko nastawieni z reguły nadają z takich „odwiecznych ziem ukraińskich” jak np. Teneryfa. Jednym z efektów tej wojny jest bowiem rozproszenie Narodu Ukraińskiego po całym świecie.