Polityka w Polsce od dawna przypomina serial, którego scenarzyści co sezon próbują przebić poprzedni poziom absurdu. Ale gdy pojawiają się plotki o kolejnych roszadach personalnych, człowiek zaczyna się zastanawiać, czy to jeszcze demokracja, czy już casting do nowej edycji programu „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”.
Jeżeli rzeczywiście ktoś rozważa obsadzenie Bartosza Arłukowicza na stanowisku ministra zdrowia, a Romana Giertycha jako ministra sprawiedliwości, to pozostaje tylko czekać na informację, że ministerstwo finansów obejmie zwycięzca teleturnieju, a resort sportu poprowadzi ekspert od komentowania meczów z kanapy.
To byłby klasyczny polski polityczny recykling. W kraju, w którym nic się nie wyrzuca – nawet politycznych karier. Jedni wracają po latach niczym bohaterowie seriali, inni zmieniają partyjne barwy częściej niż kierowca kierunkowskazy.
Oczywiście każdy ma prawo do powrotu do życia publicznego. Ale wyborcy mają równie mocne prawo zadawać pytanie: czy naprawdę w czterdziestomilionowym państwie lista kandydatów na najważniejsze stanowiska kończy się na tych samych nazwiskach krążących od dwóch dekad?
Najbardziej fascynujące jest jednak to, że w polskiej polityce nic nie starzeje się szybciej od deklaracji. Wczoraj ktoś był symbolem wszystkiego, co najgorsze. Dziś może zostać kolegą z rządu. Wczorajsze oskarżenia ustępują miejsca dzisiejszym uśmiechom do wspólnego zdjęcia. Widocznie pamięć polityczna ma termin ważności krótszy niż jogurt.
Nie wiadomo, czy te doniesienia okażą się prawdziwe. Plotki polityczne często żyją własnym życiem. Ale sam fakt, że wielu ludzi uznaje taki scenariusz za całkowicie prawdopodobny, mówi więcej o kondycji naszej sceny politycznej niż niejeden sondaż.
Polska polityka coraz częściej przypomina teatr objazdowy. Zmieniają się dekoracje, czasem kostiumy, lecz aktorzy pozostają ci sami. Publiczność kupuje bilet co cztery lata z nadzieją na nową sztukę, a dostaje kolejny sezon z tą samą obsadą i odświeżonym scenariuszem.
Pozostaje mieć nadzieję, że jeśli już dochodzi do zmian personalnych, będą one wynikały przede wszystkim z kompetencji, a nie z politycznej arytmetyki czy potrzeby odwdzięczenia się sojusznikom. Bo państwo to nie gabinet figur woskowych, gdzie najważniejsze jest odkurzenie znanych twarzy i ustawienie ich w nowym miejscu.
Zostaw komentarz