„Potężny patriotyczny sukces ws. pamięci o Wołyniu” – tak zatytułowałem dzisiejszy odcinek mojego programu (zapraszam do oglądania, link poniżej). Przed dziesięciolecia walczyliśmy o to:
– żeby ofiary bestialskich rzezi OUN-UPA zostały należycie upamiętnione,
– ludobójcy zdecydowanie potępieni,
– a relacje z Ukrainą miały charakter wzajemny i transakcyjny.

Po 11 lipca 2026 roku nie możemy spoczywać na laurach, ale możemy jednak odtrąbić sukces. Agenda zawierająca się w tych trzech punktach jest na ustach wszystkich, liczących się sił politycznych i jest deklarowana jako oficjalna polityka państwa polskiego.

Można powiedzieć, że z 11 lipca osiągnęliśmy sukces porównywalny do 11 listopada. Jak do tego doszło?

Dwutorowo, poprzez wytrwałą pracę społeczną i polityczną. Społecznie to zasługa całej rzeszy ludzi, którzy od kiedy tylko można było, od przełomu lat 80. i 90., walczyli o pamięć i godność. Dlatego ten sukces w pierwszym rzędzie dedykuję takim postaciom jak śp. ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, śp. Szczepan Siekierka, śp. Władysław Siemaszko oraz żyjącym badaczom, popularyzatorom i działaczom takim jak Stanisław Srokowski, Danuta Skalska, Ewa Siemaszko, dr Lucyna Kulińska, prof. Czesław Partacz i wielu, wielu innym.

Po drugie walczyliśmy politycznie, żeby wpisać agendę zawierającą te trzy punkty do polityki polskich sił politycznych i polskiego państwa. Uparcie, konsekwentnie, nieprzerwanie. Nie było łatwo. Kiedy kilkanaście lat temu zostawałem liderem, musiałem przełamywać w tej sprawie opór nawet w części własnego środowiska. Co więcej, na prawicy niepisowskiej bywały głośne wówczas, a jeszcze głośniejsze dzisiaj, nazwiska, które toczyły ze mną żywe polemiki i w imię fantazji o odbudowie Rzeczpospolitej Obojga Narodów przestrzegały przed stawianiem kwestii banderowskiej w temacie relacji z Ukraińcami. Tego typu opór trzeba było przełamywać.

Oczywiście, po przełamaniu go na ideowej prawicy trzeba było zmierzyć się z o wiele potężniejszym wezwaniem, czyli polityką PiSu, rządzącego Polską od 2015 roku. Waliliśmy głową w mur non stop. Organizując obchody, manifestacje, usuwając z własnej inicjatywy pomnik UPA na Podkarpaciu w 2017 roku, walcząc z mównicy sejmowej, organizując protesty pod ambasadą Ukrainy, walcząc o uchwały sejmowe itd. Jeszcze w 2022, kiedy zgłosiliśmy poprawkę do uchwały sejmowej, by polskie samorządy nie współpracowały z tymi na Ukrainie, w których czci się ludobójców, przegraliśmy w Sejmie sromotnie, 434 do 11. Poza Konfederacją nikt nie chciał stawiać tej sprawy, nawet symbolicznie, w relacjach z Ukrainą.

Wieloletni nacisk polityczny zrobił jednak swoje. Najpierw jednoznaczny stosunek do sprawy udało się przeforsować na prawicy nie-pisowskiej. Później PiS został zmuszony do wystawienia kandydata na prezydenta, który byłby mocno wychylony i możliwy do poparcia przez wyborców Konfederacji. Następnie Zełeński przegiął a Karol Nawrocki zachował się jak trzeba. Rząd Tuska nie miał wyjścia innego niż pójść zgodnie z nastrojami społecznymi. Państwo polskie po dziesięcioleciach naszej walki zaczęło otwarcie potępiać bandytów, pielęgnować pamięć o ofiarach i deklarować transakcyjny model relacji z Ukrainą.

Nie można spoczywać na laurach, ale powiedzmy wprost – jest co świętować. Tego się już nie odwróci. Mamy nową normę relacji z Ukrainą i jest to norma zdrowsza niż poprzednia. Za ten sukces dziękuję ale i dedykuję wszystkim zaangażowanym, w tym szczególnie śp. ks. Tadeuszowi. Człowiekowi odważnemu, pryncypialnemu, a jednocześnie dalekiemu od bicia piany i nienawiści.

Zapraszam do oglądania.

Autor: Robert Winnicki
Polski polityk, w latach 2009–2013 prezes Młodzieży Wszechpolskiej, jeden z twórców oraz pierwszy prezes Ruchu Narodowego, poseł na Sejm RP VIII i IX kadencji.