W ostatnim liście zwierzałem się z ewolucji, jaka nastąpiła w moich gustach kulinarnych pod wpływem zmiany poglądów politycznych.
Ale nie powiedziałem o ulubionych daniach, które są w moim menu od dawna, a których nie zamierzam rugować. Wciąż lubię barszcz ukraiński i pierogi, kiedyś ruskie, obecnie spożywane pod inną nazwą. Ubolewam, że straciły one na popularności. Obwiniam za to szefów kuchni, którzy nieprofesjonalnymi decyzjami, nie tylko kulinarnymi, zepsuli smak potraw.
Oprócz kłopotów związanych z gastronomią, miewam też problemy natury moralnej.
Mam poczucie winy z powodu ostatniego felietonu, w którym zaczepiłem zmarłego pisarza, wypominając mu stare grzechy.
Prawdą jest, że Andrzej Szczypiorski, bo o nim mowa, miał w swoim życiorysie niechlubną wpadkę. Na początku lat 50-tych podjął współpracę z UB. Za namową bezpieki inwigilował i nakłaniał do powrotu do kraju swojego ojca, który pełnił na emigracji ważną funkcję polityczną.
Ale czy jeden występek może przekreślić na zawsze życie człowieka?
Bo przecież pisarz miał w życiorysie piękniejsze karty. W czasie Powstania Warszawskiego walczył na barykadach, w latach 70-tych działał w KOR i opozycji demokratycznej, był sygnatariuszem Listu 15, który domagał się poprawy losu Polonii w ZSRR, a w wolnej Polsce piastował fotel senatora.

Więc czy nie za łatwo idąc utartą ścieżką pogardy, osądziłem pisarza? Nie dawało mi to spokoju. Dlatego gnany trochu ciekawością, a więcej wyrzutami sumienia, przyjrzałem się uważniej jego twórczości. W publicystyce autora “Początku” z lat 90- tych ukazującej się na łamach Gazety Wyborczej, odkryłem interesujący artykuł.
Pozwolę sobie przytoczyć fragment.
Cyt: “Bez jednoznacznej odpowiedzi pozostają pytania fundamentalne dla oceny samego człowieka – dlaczego, w jakim stopniu suwerennie, w następstwie jakich faktów, w jakich okolicznościach i w jakim stanie uczuć, wybierał niegdyś tak, a nie inaczej… jeśli chcemy być do końca uczciwi, to trzeba uznać, że wprawdzie ocena samych faktów nie budzi wątpliwości, to jednak intencje ludzkie pozostają niejasne, zagadkowe, trudne do zrozumienia”. Koniec cytatu. Wprawdzie tematem felietonu Szczypiorskiego była ocena postaw poetów Woroszylskiego i Mandelsztama w epoce komunizmu, ale cytowany fragment odczytałem jak próbę samoobrony autora przed nie postawionymi jeszcze wtedy zarzutami.
Przyznaję, że powyższe słowa mnie zawstydziły i przypomniały inną frazę autora “Mszy za miasto Arras”, mówiącą, “że grzechy naszych bliźnich, tylko dlatego, że je umiemy wskazać, nie stają się przez to naszymi cnotami.”

Na koniec, pragnę wytłumaczę się z tytułu, którym chciałem złowić, na rybkę, uwagę moich czytelników.
Otóż wczoraj dowiedziałem się, że Ministra Edukacji, Barbara Nowacka podpisała ze Zwiazkiem Buddyjskim Bencien Karma Kamstag porozumienie w sprawie uprawnień dla nauczycieli chcących uczyć w szkołach religii buddyjskiej.
Bardzo się z tego cieszę albowiem otwierają się przede mną nowe możliwości zarobkowe.
Jeszcze w te wakacje podejmę i ukończę odpowiedni kurs i od września będę mógł objąć w szkole drugi etat. Zostanę buddyjskim pomocniczym!
Skończy się finansowa mizeria.
A więc, żegnaj straganie, żegnaj morze, Budda pomoże!

Autor: Marek Szarek