W cieniu piłkarskich emocji, ostatnie tygodnie dostarczyły szeregu kolejnych dowodów upadku Stanów Zjednoczonych, a zwłaszcza ich obecnego prezydenta. Kroczący od klęski do klęski D. Trump, właśnie odnotowuje obecnie niemal taki sam poziom poparcia jaki w tym samym momencie drugiej prezydentury, miał – podobno najwspanialszy prezydent w dziejach USA – Obama. I to mimo tego, że dobrze znane (również w Polsce) sondażownie, wręcz stają na głowie by zaniżać wskaźniki Trumpa.
Spektakularną klęskę Trump odniósł podczas obchodów 250-lecia USA. No może prawie. Bo jednak burza, która miała przepędzić ćwierć miliona uczestników celebracji w Waszyngtonie, jednak przeszła, a ludzie – o zgrozo – wrócili, by wysłuchać jubileuszowego przemówienia prezydenta. Jak się jednak okazuje – a obwieścił to Polsce wybitny spec od Ameryki Majmurek – Trumpa przyćmił swoim wystąpieniem dla bolszewickiej gawiedzi nowojorskiej tamtejszy burmistrz Mamdami. Że nikt tego nie zauważył? Co tam. Ważne, że Majmurek zauważył, a Kapusta puścił to na wp.pl.
Warto jednak istotnie odnotować kierunek jubileuszowego przemówienia Trumpa. Był to płomienny manifest krucjaty przeciwko neobolszewizmowi. Przez amerykańskie wielkie miasta przetacza się właśnie fala sukcesów neobolszewickich kandydatów, wypromowanych przez Demokratów. Ci w imię partykularnych interesów, zaorują właśnie swoja partię, oddając lejce ideowego przywództwa tej komunistycznej popłuczynie. Sytuacja jest o tyle już skomplikowana, że nawet J. Carville – twórca Obamy i jeden z głównych strategów Demokratów – właśnie oświadczył, że dla niego w takiej partii nie ma już miejsca. Demokratyczna Partia Socjalistyczna która jest częścią Demokratów, sukcesywnie wycina w prawyborach normalnych Demokratów i narzuca jej już w kongresie swoją neobolszewicką agendę.
W jakimś sensie dla Trumpa i Republikanów to dar niebios. Ekstremizacja Demokratów daje im potrzebny oddech. Prezydent zaś ogłosił, że podstawowa linia podziału przebiega dziś między GOP a komunistami i taką antykomunistyczną krucjatę właśnie proklamował. Nie dziwi zatem, że nadwiślańscy neobolszewicy z Majmurkiem na czele, są szczęśliwi z postępów neobolszewizmu w paru amerykańskich miastach. Ale jednak, że Kapusta promuje to konsekwentnie, to jednak ciekawe i pokazuje, kto w jego medium trzyma lejce.

Co jednak dla nas najważniejsze, to ciężka klęska Trumpa na odcinku NATO i Europy. Tu jak wiadomo Trump zdradził, zawiódł zaufanie (które mieli w Europie do Bidena), a do tego demontował NATO. Nie chcę rozpisywać się o szczycie zbytnio, ale ciekawe są podsumowania ze strony ludzi, którzy jeszcze kilka tygodni lepili alternatywne scenariusze obok Trumpa. Na czele tego wątłego skądinąd pospolitego ruszenia, stał premier Kanady Carney. I to on podsumowując szczyt wypalił, że to właśnie Prezydent Donald Trump „wygrał spór” dotyczący wydatków obronnych w NATO, przypisując wieloletnim naciskom ze strony USA zasługę skłonienia Kanady i europejskich sojuszników do wzięcia na siebie większej części ciężaru zapewniania bezpieczeństwa Sojuszu. W naszym polskim nurcie komentatorskim odtrąbiono, że to triumf Europy, która „zrozumiała” że musi liczyć tylko na siebie. Jakoś nie zauważyli biedacy, że główny sens całej tej maskarady polegał na tym, aby skłonić Trumpa by jeszcze poczekał z „powierzeniem odpowiedzialności za siebie” właśnie Europejczykom, jakieś 5 – 10 lat. Bo ona tyle potrzebuje, żeby się „usamodzielnić”.
Innymi słowy w tym poczuciu triumfu nad Trumpem, owa Europa zadeklarowała podniesienie wydatków obronnych do 5% PKB błagając, żeby jednak nie wystawiał on w najbliższym czasie jej „samodzielnych zdolności obronnych” na jakąkolwiek próbę. I nawet magik z Kanady pękł. Inna rzecz, że czekają go właśnie trudne rozmowy handlowe z USA. A ponieważ okazało się, że grubo przeliczył zdolności egzystencji Kanady bez USA, to doznał nagłego oświecenia i teraz już coraz bardziej lubi i Trumpa i USA.
Owa Europa też nie będzie miało prosto, bo dzięki uporowi niemieckiego przygłupa z Europarlamentu, zablokowane zostały jej porozumienia handlowe z USA. Ów przygłup sądząc, że działa w interesie swoich wyborców z koncernu Volkswagena, postanowił rzucić rękawicę Trumpowi. Skutki właśnie widzimy – Volkswagen ogłosił bezprecedensowy program redukcji zatrudnienia o 100.000 osób oraz zamknięcia kliku fabryk. Kolejna klęska Trumpa. W każdym razie, po spektakularnej klęsce Trumpa na forum NATO, można się spodziewać podobnych sukcesów Europy w jej negocjacjach handlowych z USA. Będzie to miało swoją cenę, bo Trump już zapowiedział, że jeśli USA mają czekać owe 5 – 10 lat na „usamodzielnienie się Europy”, to będzie to miało swoją cenę. I model SAFE raczej w tym nie pomoże. Do tego postawił jasno sprawę Grenlandii, więc można się spodziewać kolejnych klęsk Trumpa w nadchodzących tygodniach. Tam skądinąd dzieją się bardzo ciekawe rzeczy i walka o dominację w GIUK GAP jest coraz bardziej intensywna. Ale kto by się tam w Europie tym przejmował – tutaj przecież walczymy z ciągle z ociepleniem klimatu. Do tematu Grenlandii i GIUK GAP jeszcze wrócę, ale już cieszę się na kolejną klęskę Trumpa.
Jeszcze w Ankarze okazało się, że poniósł Trump jeszcze jedną klęskę. Oto bowiem Iran – który jak wiadomo wygrał wojnę z USA i rzucił je na kolana, narzucając im skrajnie niekorzystne warunki rozejmu – postanowił ten zwycięski dla siebie rozejm zerwać. Widocznie sukces był zbyt wątły i ajatollahowie postanowili odnieść jeszcze większy sukces. Zerwali więc zwycięskie dla siebie porozumienie, atakując przy pomocy dronów i motorówek jakieś nieistotne cele w Cieśnienie. W tych warunkach Trump postanowił pogłębić swoją klęskę i oświadczył, że porozumienia już nie ma. A w ślad za tym dokonał spustoszenia kolejnych połaci tego skądinąd dość dużego kraju. Co istotne, Amerykanie zniszczyli strategiczne połączenie Iranu z Rosją i Chinami na granicy z Turkmenistanem. Szlak, którym szło niemal w całości zaopatrzenie dla gwardii rewolucyjnej z tych dwóch krajów, został przerwany. Ale co tam – w Iranie jest dużo osłów więc będą popylać z rakietami na grzbietach po górach. I na pewno przewiozą w ten sposób więcej sprzętu, niż dotąd. Innymi słowy, kolejna klęska Trumpa.
Notabene już przed zawarciem porozumienia najbardziej życzliwi Iranowi komentatorzy ostrzegali ajatollahów, że w sierpniu – wrześniu dojdzie tam nie tylko do całkowitej katastrofy ekonomicznej, ale nawet do utraty zasilania w energię czy wyczerpania zasobów wody. Część władz Iranu to zrozumiała i parła do rozejmu, ale inna część najwyraźniej jest zaczytana w polskich specjalistach. To właśnie radykałowie z gwardii rewolucyjnej, czytając zapewne Szewkę czy innych wybitnych polskich ekspertów od tego regionu uwierzyli, że nie tylko wygrali tę wojnę, ale również wprost rzucili Trumpa i Amerykę na kolana. Wystarczy tylko docisnąć i „wielki szatan” upadnie. No i docisnęli, wysyłają w cieśninę swoje kajaki i resztki zdyzelowanych rakiet na pewne strącenie. I zaczytują się znowu w naszych ekspertach, jak to zadali kolejny cios Trumpowi.
I nasi spece i ich czytelnicy w Teheranie nie pokapowali, że minęło już wystarczająco dużo czasu, aby normalny świat zaadaptował się do głupoty ajatollachów. I ten wredny świat, w ogóle nie zareagował na ten akt rozpaczliwej desperacji szaleńców, nie przebierających w środkach, aby unicestwić swój kraj. Ropa nie podrożała, dostawy są już zapewnione dla niemal wszystkich odbiorców, tyle tylko że Iran stracił perspektywę uzyskania środków na swoją odbudowę, o wpływach ze sprzedaży ropy nie wspominając. Bo już nawet Chińczycy od tych szaleńców ropy nie będą kupować. Co z pewnością trzeba zaliczyć na konto Trumpa jako jego kolejną porażkę.

Trump poniósł jeszcze jedną porażkę i to tym razem w obszarze bardzo interesującym dla nas. Otóż w rozmowie w Zełenskim, przy kamerach i zainteresowaniu całego świata, powiedział mu o fantastycznej Polsce, o jej fantastycznym prezydencie i o tym, ile Polska zrobiła dla Ukrainy. Ani słowa o Tusku, o Sikorskim czy o Kosiniaku – Kamyszu (o Tomczyku nie wspominając, chociaż to on ma teraz bodaj największe zasługi w kontaktach z Amerykanami). Minę Zełenskiego widzieliśmy, naszych bohaterów niestety nie. Ci bowiem uważają ciągle, że nie należy irytować wielkiego lidera Ukrainy, bo nie pozwoli nam odbudowywać Ukrainy. O ukraińskich dronach dla Polski, których nam nie sprzeda, nie wspominając (Bartosiak z Magierowskim się zapłaczą, bo nie będziemy w stanie walczyć bez tych dronów z ruskimi). Tym samym Trump poniósł kolejną klęskę, bowiem nie zrozumiał jak subtelną, wielopoziomową, wielowymiarową i dalekosiężną grę toczą nasze asy – i politycy i eksperci – z Ukraińcami. Czyli po prostu nie dorasta naszym asom do pięt.

Podsumowując – mamy szczęście, że przywódca naszego głównego Alianta, kroczy od klęski do klęski. Te jego klęski wzmacniają naszego Alianta, a im on jest silniejszy i im lepsze – mimo wysiłków tuskowszczyzny – relacji z nim mamy, tym lepiej dla nas. Bo nasi wrogowie mają więcej rozumu niż tuskowszczyzna i wspierające ją rzesze „wybitnych ekspertów” i raczej nie zechcą testować kolejnych klęsk Ameryki. Co daj nam Panie Boże.

Autor: prof. Grzegorz Górski
Polski prawnik, nauczyciel akademicki, adwokat, polityk, samorządowiec, doktor habilitowany nauk prawnych, profesor nadzwyczajny Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, od 2011 do 2014 sędzia Trybunału Stanu. Więcej na stronie autorskiej: grzegorzgorski.pl