Od lat pozostaje otwartą raną. Z jednej strony mamy historyczne fakty potwierdzone badaniami IPN, które nie pozostawiają wątpliwości co do tego, kto był bezpośrednim sprawcą zbrodni w 1941 roku.

Z drugiej – wciąż słyszymy głosy, które próbują te fakty kwestionować, relatywizować lub szukać wyłącznie „zewnętrznych” winnych, byle tylko uniknąć konfrontacji z własną historią.

Często pada argument: „to nie było państwo polskie” (co jest faktem, bo państwo polskie jako struktura pod okupacją nie istniało), i na tym wielu chciałoby zakończyć dyskusję. Ale czy to wystarczy?

W debacie o Jedwabnem ścierają się dziś dwa główne nurty:

Nurt „rozliczeniowy”, który przypomina, że zbrodni dokonali sąsiedzi – zwykli ludzie, a nie państwowa machina. Wskazuje, że to nasza wspólna odpowiedzialność, by pamiętać, nazywać rzeczy po imieniu i wyciągać wnioski z tego, do czego prowadzi dehumanizacja.

Nurt „obronny”, oparty na lęku, że uznanie winy polskich sąsiadów podważy wizerunek Polaków jako wyłącznie bohaterów i ofiar. Stąd bierze się odruch przerzucania absolutnie całej winy na okupanta – byle tylko nie patrzeć w lustro.

Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że zamiast uczcić pamięć ofiar, zamieniamy ją w polityczną wojnę o „honor narodu”. Prawdziwy honor nie polega jednak na zaklinaniu rzeczywistości, ale na odwadze przyznania, że w skrajnych warunkach wojennych wśród nas zdarzyło się zło, którego nie da się wymazać ani usprawiedliwić.

Przecież tej stodoły nie spaliły ufoludki. Nie zrobił tego też żaden abstrakcyjny „naród polski”. Zrobili to konkretni ludzie. I to właśnie ta ludzka, sąsiedzka twarz zła jest w tej historii najtrudniejsza do udźwignięcia.

Naród ma obowiązek uczcić pamięć. Bo to zdarzyło się tu, na tej ziemi, a przedstawiciele „naszego narodu” brali w tym udział – nawet jeśli kierowali tym przedstawiciele narodu drugiego.

Oddanie hołdu ofiarom w niczym nam nie uchybia. Tym bardziej nam – wspólnocie, która pozostanie narodem bohaterów i ofiar (ale z zaskakująco duzą reprezentacją zdrajców, zwykłych tchórzy, szmalcowników, łapówkarzy itp.), nawet jeśli niektórzy jej członkowie dopuścili się okrucieństwa.

Jeśli jako naród zaczniemy wypierać odpowiedzialność sprawców Jedwabnego, to czym będziemy się różnić od tych, którzy dziś biorą zbrodniarzy z UPA za bohaterów?

Czy to naprawdę tak trudno zrozumieć?