Niemcy się zbroją. Przypomnijmy. Po I wojnie światowej zwycięskie państwa Ententy podpisały 28 czerwca 1919 roku traktat wersalski. Nie zrobiły tego bez powodu. Ograniczyły niemiecką armię do 100 tysięcy żołnierzy, zakazały poboru powszechnego, produkcji czołgów, lotnictwa wojskowego, okrętów podwodnych i ciężkiej artylerii. Uznano, że tylko w ten sposób można uchronić Europę przed kolejną tragedią.
Świat jednak odwrócił wzrok. Hitler doszedł do władzy i krok po kroku łamał postanowienia traktatu, a mocarstwa reagowały zbyt późno albo wcale. We wrześniu 1939 roku Wehrmacht liczył już około 3,7 miliona żołnierzy, dysponował blisko 3 tysiącami czołgów, około 4 tysiącami samolotów oraz tysiącami dział i moździerzy.
Efekt znamy. 1 września 1939 roku Niemcy napadły na Polskę, rozpoczynając II wojnę światową. Polska straciła około 6 milionów swoich obywateli, a kraj został zrujnowany i ograbiony na niespotykaną skalę.
Dziś Berlin ponownie zapowiada rekordowe wydatki na obronność. W projekcie budżetu na 2027 rok na wojsko przewidziano 109,7 miliarda euro, czyli około jedną piątą wszystkich wydatków państwa. To skala, która powinna skłaniać Europę i Świat do wyjątkowej czujności. Historia nie przesądza przyszłości, ale uczy, że lekceważenie gwałtownego wzrostu potencjału militarnego Niemiec może mieć tragiczne konsekwencje.
Jest jeszcze jedna sprawa. Niemcy przeznaczają dziś rekordowe środki na zbrojenia, ale do tej pory nie wypłaciły Polsce reparacji za zbrodnie i zniszczenia dokonane podczas II wojny światowej. Berlin konsekwentnie, z arogancją odrzuca polskie roszczenia. Trudno nie zadać pytania, jak to możliwe, że państwo, które nie rozliczyło się z największych zbrodni w swojej historii wobec Polski, bez większej dyskusji buduje dziś jedną z najsilniejszych armii w Europie. Historia uczy, że wobec Niemiec naiwność nigdy nie była dobrą doradczynią.
Czy Ameryka zareaguje?
Zostaw komentarz