Cały czas słyszę te tezy, że od dziesięcioleci Polska próbowała prowadzić spokojnie z Ukrainą dialog, albo te przeliczenia spotkań i wspólnych deklaracji prezydentów, zaczynając od Kuczmy i Kwaśniewskiego.
Drodzy Państwo, to jest przykre, że w 2026 roku trzeba tłumaczyć tak najbardziej podstawowe rzeczy dotyczące Ukrainy, a przecież piszą te rzeczy nie zwykli komentatorzy, lecz często osoby uchodzące za ekspertów.
No więc NIKT NIE PROWADZIŁ Z UKRAINĄ ŻADNEGO DIALOGU NA TEMATY WAŻNE I TRUDNE przed rokiem… no powiedzmy 2014. A dokładniej: mógł prowadzić dialog i podpisywać jakieś ustalenia, deklaracje, umowy, ale to wszystko było bez znaczenia w sensie długotrwałych stosunków z Ukrainą.
Dlaczego stawiam taką tezę? Z prostego powodu. Przed 2014 rokiem Ukraina nie była krajem zdolnym do budowania jakiejkolwiek wizji swojej przyszłości. To było państwo, w którym sama kwestia tożsamości większości jego mieszkańców nie była rozwiązana. Dla milionów ludzi odpowiedź na pytanie „kim jesteś” nie była oczywista. Nie było jasności, czym Ukraina chciałaby być w przyszłości. Miliony osób chciałyby, żeby była okręgiem federalnym w ramach FR, jeszcze więcej chciałoby mieć na Ukrainie umowną „Małorosję”, a część tylko dążyła do zbudowania niezależnego państwa.
Z którą z tych grup społecznych Polska prowadziła ten swój dialog i o czym? Bo tak samo i wizję historii Ukrainy każda z tych stron miała inną i wobec tego inaczej postrzegała Polskę i inaczej historię stosunków z nią. Grupa „Południowy Okręg Federalny” patrzyła na Polskę oczyma Moskwy, grupa „Małorosja” – historycznymi mitami o Ukrainie i Polsce napisanymi dla niej za czasów sowieckich w Moskwie.
Historię pewnej ciągłości w polityce współczesnej Ukrainy można liczyć dopiero od 2014 roku. Dopiero wtedy pojawiła się minimalna przewaga opcji niepodległościowej, która dała temu państwu stabilność. Dopiero wtedy pojawiła się możliwość budowania jakiejkolwiek własnej polityki historycznej. I dopiero od 2022 roku ta większość jest absolutna i dopiero teraz większość tego społeczeństwa zaczyna myśleć o własnej historii w oderwaniu od podręcznika do historii Radzieckiej Ukrainy z 1972 roku. To był proces wewnętrznej ewolucji dla milionów ludzi za naszą wschodnią granicą od mentalnego człowieka sowieckiego czy małoruskiego do Ukraińca. I sedno tego procesu ono polega na oddzieleniu się od Moskwy. Alternatywą dla tego procesu była by … po prostu Rosja za naszą wschodnią granicą. Szansa, że tak by się stało była nie zerowa, a bym powiedział bliższa do 50%. No a pochodną tego procesu mamy to co mamy.
Zasadniczo dopiero teraz ma sens dyskutować, bo ma się przed sobą drugą stronę, która ma jakąś wizję tej historii i ma argumenty. Nawet jeżeli te argumenty nam się absolutnie nie podobają. Albo można oczywiście nie dyskutować, bo „35 lat merytorycznie im tłumaczyliśmy”… Ale to zaskoczenie, dlaczego tak jest jak jest ono również się bierze właśnie z tego typu mitów i niezrozumienia tych procesów na wschodzie.
___________________________________________________________
Zachęcam również do wspierania mojej niezależnej publicystyki, linki w pierwszym komentarzu. —->
Zostaw komentarz